Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej Open Water

Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej AAA trwały od 6 do 10 lipca. Następnego dnia pływaliśmy jeszcze w mistrzostwach prowincji na wodach otwartych. Zmęczenia po 5 dniach trudnych zawodów w zasadzie nie było widać – wygląda na to, że perspektywa „wykąpania” się w jeziorku w ciepły dzień zadziałała wystarczająco pobudzająco. 😉

Zawody odbywały się na trzech dystansach, zależnych od kategorii wiekowej (1 km, 2 km i 5 km). Organizacyjnie nie odbiegały one w zasadzie od tych polskich. Jedyną różnicą był wyczuwalny nacisk na szybkie skończenie rywalizacji – poszczególne kategorie wiekowe startowały w falach w odstępach 1,5-2 min od siebie. Dawało to trochę poczucie niepotrzebnego pośpiechu i na pewno odbierały widowiskowości i prestiżu, a były to w końcu zawody rangi mistrzowskiej. Podobnie zresztą jest w zawodach basenowych o czym pisałem nieco wcześniej tutaj: http://paulpipers.pl/blog/2015/12/w-obronie-polskich-zawodow-plywackich/. Tak czy inaczej plan został osiągnięty. Zawodnicy wystartowali o 9:45, a o 11:30 było już po dekoracjach, szybciej chyba się już nie dało.

Były też medale moich podopiecznych. W kategorii chłopców 13-14 lat złoty medal zdobył Anthony Gutierrez, a brąz Artem Kuklev.

Podium w kategorii 13-14 lat. Na pierwszym miejscu Anthony Gutierrez, na trzecim Aretm Kuklev.

Podium w kategorii 13-14 lat. Na pierwszym miejscu Anthony Gutierrez, na trzecim Artem Kuklev.

Krótka migawka z zawodów w galerii poniżej:

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej AAA
Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej AAA

Muszę przyznać, że Kanadyjczycy mają talent do organizowania zawodów, w których rywalizacja drużynowa budzi niesamowite emocje. Pewnie, wyścigi indywidualne dalej pozostają najważniejsze, w końcu pływanie to głównie sport indywidualny. Gdzieś na drugim planie jednak odbywa się pojedynek drużyn, w którym każdy punkt ma ogromne znaczenie, a każda wygrana sztafeta, lub (niestety) dyskwalifikacja może zmienić finalną klasyfikację.

Tak było na właśnie skończonych Mistrzostwach Kolumbii Brytyskiej w Victorii. I choć najważniejsze zawody tego sezonu jeszcze przed nami (Mistrzostwa Kanady Juniorów), to wszyscy zaabsorbowani byli osiągnięciem wspólnego celu jako drużyna – był to wyścig o piąty z rzędu tytuł najlepszego klubu prowincji. Taka sztuka nie udała się jeszcze żadnemu klubowi Kolumbii Brytyjskiej.

Mistrzowie prowincji po raz piąty z rzędu! (fot. Santiago Gutierrez)

Mistrzowie prowincji po raz piąty z rzędu! (fot. Santiago Gutierrez)

Czytaj dalej

Krążenia ramion z rotacją tułowia

Krążenia ramion z rotacją tułowia to tylko trochę bardziej złożona wersja zwykłych krążeń – ćwiczenia znajdującego się na podstawowej rozgrzewkowej checkliście każdego pływaka. Dodanie skrętów tułowia jest próbą dodania odrobiny  intensywności: poprzez zwiększenie zaangażowania układu nerwowego i użycie znacznie większej ilości grup mięśniowych.

W tym sezonie jest to moje ulubione ćwiczenie rozgrzewkowe i dość dużo czasu na lądzie poświęcamy na „wyczyszczenie” techniki u moich zawodników. Dwa warianty ćwiczenia prezentuję na filmiku poniżej:

Bezpośrednią inspiracją są krążenia ramion typowe dla wchodnich sztuk walki Wushu. Są jednak pewne różnice – w przedstawionej wersji nie schodzimy nisko na nogach (omijamy wątek mobilności bioder) oraz staramy się trzymać stopy przyklejone do ziemi, co zwiększa nacisk na rotację tułowia. Ściana (oprócz wrażeń estetycznych 😉 ) jest dobrą pomocą w uzyskaniu odpowiedniego zakresu ruchu. Jest też bardzo bezwzględna, co stwierdzi każdy, kto przygrzmoci w nią podczas błędnego wymachu. Dlatego też pamiętajcie: płaska ściana, bez żadnych parapetów lub innych wystających elementów.

Zanim do zwykłych krążeń ramion dodamy skręt tułowia, wszyscy moi pływacy muszą umieć:

  • krążenia ramion jednorącz (przód i tył) oraz naprzemianstronne krążenia ramion (przód i tył), prezentując dobrą mobilność obręczy barkowej i odpowiedni standard techniczny wykonywania;
  • rotację tułowia, w sensie posiadania odpowiedniego zrozumienia ruchu i wystarczającej mobilności. Osobom ze słabą kontrolą w tym zakresie polecam się trochę wstrzymać i zbudować najpierw odpowiednie podstawy. W związku z tym, że rotacja tułowia jest dla kręgosłupa dość problemowa, oraz że w ćwiczeniu może występować dość duża bezwładność, istnieje szansa na przeciążenia odcinka lędźwiowego – szczególnie w przypadku słabej kontroli. Swoją przygodę z rotacją zwykle zaczynamy więc w ten sposób: Jak poprawić rotację barków w pływaniu?;

Udanego krążenia i dajcie znać jak poszło.

Napisane przez: Paweł Rurak

PS W internecie krążenia ramion z rotacją tułowia w wersji Wushu można znaleźć pod hasłem Wushu wheel arms, albo po prostu Wushu arm circles.

Zobacz też:
Jak poprawić rotację barków w pływaniu?
Pływacka rozgrzewka

Siedemnaście cali

Poniższą historię przesłał mi ostatnio mailem jeden z trenerów pływania. Mimo że w tle przewija się baseball, a nie pływanie, opowieść ma wymiar bardzo uniwersalny i jest bardziej „o życiu”, niż o sporcie. Zachęcam do lektury.

Pierwszy tydzień roku 1996, Nashville w stanie Tennessee. Ponad 4000 trenerów baseballu zjeżdza się na 52 doroczną konferencję ABCA (American Baseball Coaches Association – Amerykański Związek Trenerów Baseballu).

Podczas gdy czekałem w kolejce do rejestracji, słuchałem rozmów innych trenerów – prawdziwych weteranów sportu, dyskutujących między innymi o liście prelegentów podczas zbliżającego się weekendu. Jedno nazwisko pojawiało się w rozmowach szczególnie często, za każdym razem budząc te same emocje: „John Scolinos przyleciał tutaj? Warte każdych pieniędzy”.

Kim do cholery jest ten John Scolinos, zastanawiałem się wtedy. Podczas konferencji (1996) Trener Scolinos miał mieć 78 lat i już od pięciu lat był na sportowej emeryturze. Swoje pierwsze trenerskie kroki stawiał w 1948 roku. Zresztą nieważne, po prostu cieszyłem się że mogę tu być.

Wszedł na scenę w akompaniamencie oklasków, ubrany z ciemne poliestrowe spodnie i jasnoniebieską koszulę. Na jego szyi wisiał dziwaczny przedmiot, który z daleka przypominał na bazę domową [home plate]. Lepsze światło rozwiało wkrótce wszelkie wątpliwości. John Scolinos wszedł na scenę z przewieszoną przez szyję, prawdziwą, pełnych rozmiarów bazą domową.

Baza domowa.

Baza domowa. By Gerald Klein (http://www.nationspark.com) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Kim do cholery jest ten dziwak?

John Scolinos przemawiał przez 25 minut i ani razu nawet nie zająknął się o rekwizycie wiszącym na jego szyi. Nie trzeba było czekać długo, żeby z sali zaczęły się podnosić szmery zniecierpliwionych trenerów. Nawet ci, którzy znali Trenera osobiście musieli nieźle zachodzić w głowę po co mu taki ekstrawagancki rekwizyt i czy na pewno o nim nie zapomniał, odkąd wszedł na scenę.

– Prawdopodobnie zastanawiacie się wszyscy czemu zawiesiłem domową bazę na swojej szyi. Niektórzy z was pewnie myślą, że uciekłem ze Stanowego Szpitala w Camarillo [szpital psychiatryczny – przyp. tłum.]? – powiedział żartobliwym głosem.

Śmiałem się razem z resztą widowni, na serio biorąc taką możliwość pod uwagę.

– Nie – kontynuował – Być może jestem stary, ale nie szalony. Jednym z powodów, dla których przed wami dzisiaj stoję, jest to, że chciałbym podzielić się moimi życiowymi doświadczeniami. Tym czego nauczyłem się o bazie domowej przez 78 lat mojego życia.

– Czy na sali są trenerzy Little Ligue? – zapytał po chwili przerwy.
Kilka rąk wystrzeliło do góry.
– Czy wiecie jaką szerokość ma baza domowa w Little League? – zapytał.
Po chwili ciszy ktoś z sali zebrał się na odwagę:
– Siedemnaście cali? – choć brzmiało to bardziej jak pytanie niż odpowiedź.
– Dokładnie – odpowiedział Scolinos – A co z Babe Ruth? Czy są jacyś trenerzy Babe Ruth na sali?
Kolejna pauza.
– Siedemnaście cali? – padł strzał od kogoś z głębi pokoju.
– Zgadza się – powiedział Scolinos – To ilu trenerów szkół średnich mamy na sali? Jaką szerokość ma baza domowa w baseballu szkół średnich?
Setki rąk wystrzeliły w powietrze, kiedy jasnym stało się jakiej John Scollinos oczekiwał odpowiedzi.
– Siedemnaście cali – powiedziało paru trenerów chórem.
– Macie rację! – krzyknął Scolinos – A wy trenerzy College’u, Minor League i Major League, jaką szerokość ma baza w waszych ligach?
– Siedemnaście cali! – wykrzykneła już razem prawie cała sala.
– SIE-DEM-NAŚ-CIE CA-LI! – potwierdził, a jego głos wypełnił całą salę.
– A co się robi z miotaczem Major League [najwyższa liga w zawodowym baseballu – przyp. tłum.], który nie potrafi rzucić piłki ponad owe siedemnaście cali?
Cisza.
– Wysyła się do Pocatello! – wykrzyknął, wzbudzając powszechny śmiech. [Pocatello to miasto znane ze znacznej ilości drużyn w mniejszych ligach – przyp. tłum.]

– Powiem Wam czego za to na pewno się nie robi: nie mówi się „Oh okey Bobby. Nie potrafisz rzucić ponad tymi siedemnastoma calami? Zrobimy ci baze szeroką na osiemnaście cali, albo dziewiętnaście. Zrobimy ci nawet taką dwudziestocalową, żebyś miał większą szansę na trafienie ponad nią piłką. Jeżeli nawet tego nie uda Ci się trafić, może powiekszymy ją bardziej. Co powiesz na dwadzieścia pięć cali?”

Cisza.

– Trenerzy! – powiedział – Co robimy, kiedy nasz najlepszy zawodnik spóźnia się na trening? Co kiedy nie przestrzega ciszy nocnej? A jak bierze narkotyki? Czy wyciągamy konsekwencje? Czy zmieniamy zasady, żeby do niego pasowały? Czy poszerzamy wtedy bazę domową?

Chichoty na sali zaczeły się gwałtownie wyciszać. Cztery tysiące trenerów na moment umilkło, rozumiejąc dokąd Trener zmierza z tym wykładem. Wtedy John Scolinos zwrocił bazę ku sobie i zaczął na niej rysować. Kiedy odwrócił ją z powrotem do widowni, naszym oczom ukazał się dom – z drzwiami, kominkiem i parą okien.

– To jest problem naszych współczesnych domów. Z naszymi małżeństwami, ze sposobem, w jaki wychowujemy dzieci i z naszą dyscypliną. Nie uczymy naszych dzieci odpowiedzialności i nie wyciągamy żadnych konsekwencji, kiedy łamią zasady. Powiekszamy naszą bazę domową!

– Jeżeli będę miał trochę szczęścia – podsumował Scolinos – wszyscy zapamiętacie dzisiaj jedną rzecz. Oto ona: jeżeli nawalimy w przestrzeganiu wyższych wartości, wartości, o których wiemy, że są ważne; jeżeli nie uda nam się sprawić, że nasi małżonkowie i dzieci będą przestrzegać tych samych standardów; jeżeli będziemy niechętni albo niezdolni wyciągnąc konsekwencji za nieprzestrzeganie owych standardów; to jedno jest pewne:

Tu John Scollinos zrobił chwilę pauzy i zaczął powoli odwracać bazę wiszącą na jego szyi, odsłaniając ciemną drugą stronę.

– Nastąpią mroczne dni.

Trener John Scollinos. Zdjęcie dzięki uprzejmości http://www.sperrybaseballlife.com/

Trener John Scollinos. Zdjęcie dzięki uprzejmości http://www.sperrybaseballlife.com/

Starałem się prześledzić źródło powyższej historii i wygląda na to, że jej autorem jest Chris Sperry i w oryginale można ją przeczytać tutaj: http://www.sperrybaseballlife.com/stay-at-17-inches/. Mam nadzieje, że podobała się Wam tak samo jak i mi. Chętnie usłyszę Waszą opinię w komentarzach. I pamiętajcie…

…zostańmy przy siedemnastu calach!

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Opowieść o szklance wody
Diana Nyad – z Kuby na Florydę

Diana Nyad – z Kuby na Florydę

Pierwszy raz usłyszałem o Dianie Nyad, zaraz po jej udanej próbie przepłynięcia z Kuby na Florydę we wrześniu 2013 roku. Zamiast podziwu dla morderczej próby (110,86 mil = 178,41 km) w środowisku słychać było pełno „hejtu” i wątpliwości. „Podpłynęła łódką”, „pływała za łodzią, żeby zmniejszyć opór” – to przykładowe hasła, które wtedy słyszałem na temat tej przeprawy. Niespecjalnie lubię uczestniczyć w dyskusjach pełnych oskarżeń, więc odsunąłem to na bok i o temacie praktycznie zapomniałem.

Diana Nyad zainteresowała mnie na nowo, kiedy dostałem na urodziny książkę „Diana Nyad – Find a Way”. Pomyślałem, że temat kontrowersyjnej przeprawy już ucichł na tyle, że wreszcie będę mógł wyrobić sobie o nim własne zdanie. W dodatku skoro istnieje już książka, to obraz sytuacji można uzupełnić o punkt widzenia samej bohaterki.

Diana Nyad - Find a Way

Diana Nyad – Find a Way

Czytaj dalej

Najpiękniejszy kraul na świecie

Zostałem ostatnio zapytany, którego kraulistę uważam za pływającego najładniej w świecie. Pytanie bardzo ciekawe, dlatego myślę że warto je skierować również do Czytelników. Który kraulista według Was cieszy oko najbardziej? Ja zaczynam i ciekaw jestem Waszych opinii – piszcie i wrzucajcie odesłania do youtube w komentarzach.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Moją odpowiedzią musi być chyba Aleksander Popov. Mimo, że na końcu języka mam jeszcze kilku innych pływaków, to Popov jest osobą, która wywarła na mnie chyba największy wpływ. Od najmłodszych zawodniczych lat kojarzyłem go z pływakiem, który pokazywał, że szybkie pływanie może iść w parze z estetyką. Oglądając imprezę rangi międzynarodowej, często zdarzało się słyszeć pytania nie-pływaków: „jak to się dzieje, że on [Popov] wygląda jakby mniej się męczył, a wygrywa wszystko?”. Jest to chyba najlepsze świadectwo jego świetnej techniki. Styl Aleksandra Popova zawsze wyglądał po prostu lepiej, a porównywany był przecież do najlepszych pływaków świata.

Największą inspiracją Popov był dla mnie w wieku 12-14 lat. Internet jeszcze w kołysce, więc nie ma mowy o szukaniu pływackich inspiracji na youtube. Na szczeście nasz trener, a zarazem wychowawca w szkole nagrywa imprezy pływackie na kasecie VHS i zdarza nam się czasami oglądać urywki światowych zawodów na godzinie wychowawczej. Są to właśnie czasy dominacji Popova i mam szczęście oglądać jego wyczyny (i dyskutować) razem z innymi pływakami w moim wieku, siedząc przed jednym telewizorem.

Poniżej wybrany wyścig Aleksandra Popova na 100 m stylem dowolnym z MŚ w Perth. Obok same sławy: Michael Klim, Lars Frolander, Peter van der Hoogenband.

Migawkę na temat techniki Popova można zobaczyć tutaj (jest to wycięty fragment dłuższego filmu o nim, całość można zobaczyć pod linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=8BrRIZFk7O4):

Jestem ciekawy Waszych typów. Piszcie i wrzucajcie filmiki w komentarze. Jeśli dobrze pójdzie, uda nam się zrobić listę najładniej pływających kraulistów – do inspiracji na przyszłość.

Napisane przez: Paweł Rurak

PS Korzystając z okazji, pozdrawiam wcześniej wspomnianego we wpisie trenera i wychowawcę Edwarda Deca. 🙂

Zobacz też:
Ewolucja stylu dowolnego w pływaniu

Pływacy grają w bingo

Na ostatnich zawodach zagraliśmy w grę. Pływackie bingo to jeden z pomysłów na to, jak urozmaicić młodzieży rutynę (długich) zawodów, a przy okazji trochę zachęcić do myślenia o swoich startach i wyznaczania bardzo specyficznych celów. Praca z nastolatkami różni się trochę od pracy z dorosłymi. Rutynowe działania, mimo że często są nieodłącznym składnikiem rzeczywistości zawodnika, bardzo szybko się nudzą. Znudzone dzieci bywają natomiast bardzo słabo skoncentrowane, stąd pomysł małej grywalizacji w wyznaczaniu celów.

Sam pomysł bingo wziął się z jednego z cotygodniowych spotkań trenerów w klubie, gdzie dyskutujemy nad różnymi merytorycznymi aspektami treningu – tym razem rozmawialiśmy o wyznaczaniu celów na zbliżające się zawody. Zasady bingo bardzo podobne do tego tradycyjnego – za wykreślenie kolumn, wierszy lub przekątnych dostaje się nagrodę (cukierki). Pola można wykreślać po wypełnieniu podanych celów podczas własnych startów. Jeden start może posłużyć do wykreślenia większej liczby pól, niż tylko jedno. W przypadku celów, które powtarzają się na planszy więcej niż jeden raz, jeden start uprawnia do wykreślenia jendego pola danego typu. Planszę, której używaliśmy wrzucam poniżej:

Plansza do pływackiego bingo.

Plansza do pływackiego bingo. VIR to nazwa zawodów, w których startowaliśmy w ubiegły weekend. Skrót oznacza Vancouver Island Regionals, czyli mistrzostwa wyspy Vancouver Island – w Polsce byłby to odpowiednik mistrzostw wojewódzwa (biorąc pod uwagę poziom zawodów, niekoniecznie podział administracyjny).

Czytaj dalej

Sztafeta 4 x 100 dowolnym Londyn 2012

Są takie wydarzenia sportowe, które zostawiają ślad w historii na długie lata. Wydaje się, że stwierdzenie to działa szczególnie mocno, kiedy mówimy o Igrzyskach Olimpijskich. Tam wszystko dzieje się jakoś szybciej i intensywniej. W 2008 roku w Pekinie, Francuzi przegrali z Amerykanami sztafetę 4 x 100 dowolnym dosłownie na ostatnim wyciągnięciu ręki, po elektryzującym finiszu. Sztafeta ta należy do moich ulubionych wyścigów w historii – nie dlatego, że jakoś szczególnie kibicuję Amerykanom czy Francuzom, ale dlatego że był to wyścig najwyższej światowej klasy.

Cztery lata później, głodni olimpijskiego złota Francuzi mieli przystąpić do rewanżu. Z tym że, o ile w Pekinie byli niewątpliwymi faworytami, to w Londynie ich ewentualne zwycięstwo nie było aż tak prawdopodobne. Przed wyścigiem nie byli nawet kandydatami do złota. To Australijczycy byli groźni i to oni mieli złoić skórę Amerykanom. Przez 4 lata zmienił się też skład francuskiej sztafety: przede wszystkim w finale nie wystąpił gigant Allain Bernard, który jeszcze w Pekinie uchodził za niemożliwego do pokonania na 100 dowolnym. Zamiast niego na ostatniej zmianie miał popłynąć młodzik, wtedy jeszcze zaledwie 20-letni, Yannick Agnel.

Dla tych, którzy nie oglądali lub nie pamiętają tego wyścigu, nie zdradzam wyniku. Jest to pojedynek, który zdecydowanie może konkurować o miano najbardziej emocjonującego wyścigu ostatnich lat – przynajmniej w kategorii sztafet. Jeżeli cztery lata wcześniej mogliśmy cieszyć oczy niesamowitym finiszem, to tym razem… też! Zapraszam do oglądania.

Jak widać historia lubi się odwracać. Na podium nie załapali się też główni faworyci do złota, Australijczycy. Nie dlatego, że pływali wolno – po prostu wyścig był cholernie szybki. Ostateczne wyniki medalistów poniżej:

1st  France 3:09.93
Amaury Leveaux (48.13)
Fabien Gilot (47.67)
Clément Lefert (47.39)
Yannick Agnel (46.74)

2nd United States 3:10.38
Nathan Adrian (47.89)
Michael Phelps (47.15)
Cullen Jones (47.60)
Ryan Lochte (47.74)

3rd Russia 3:11.41 
Andrey Grechin (48.57)
Nikita Lobintsev (47.39)
Vladimir Morozov (47.85)
Danila Izotov (47.60)

Stany Zjednoczone w 2008, Francja w 2012. Kto okaże się zwycięzcą w Rio w 2016? Dowiemy się już za 8,5 miesiąca!

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Wielkie pływackie pojedynki: sztafeta 4 x 100 dow, Pekin
Wielkie pływackie pojedynki: Thorpe,Hoogenband, Phelps

Zawody pływackie w Polsce

Tydzień temu pisałem o moich wrażeniach ze świątecznych zawodów Christmas Cracker. W ten sam weekend w Warszawie miały natomiast miejsce świetne (jak zwykle) Mistrzostwa Warszawy Masters. Trochę z nostalgią oglądałem zdjęcia z Warszawy i przypomniałem sobie, jak wiele atutów mają polskie zawody, a których na próżno szukać w Kanadzie. Gdyby był to blog Kanadyjczyka, pewnie pisałby o polskich zawodach pływackich właśnie tak:

1. Większa rola spikera

Pierwszą rzeczą, która w polskich zawodach rzuca się w oczy (a raczej uszy), jest duża rola spikera. Mimo że rzadko kiedy są to zawodowcy specjalnie szkolący się w tym fachu, to jednak nadają zawodom pływackim specyficzną oprawę. Bardzo często to oni mają największy wpływ na atmosferę na pływalni, szczególnie jeżeli mają poczucie humoru lub dużą znajomość zawodników i środowiska. Oczywiście zdarza się, że nie są specjalnie wybitni, ale i tak są w Polsce standardem, nawet na zawodach najniższego szczebla.

Dla kontrastu, w Kanadzie spiker pełni bardzo ograniczoną rolę. Tu większą uwagę zwraca się na szybkość przeprowadzenia zawodów, więc nie ma co się na przykład spodziewać zapowiedzi zawodników startujących w serii. Przez większość czasu jest po prostu cicho, a zawody toczą się własnym rytmem. Nawet komunikaty o dyskwalifikacji są bardzo zwięzłe: „dyskwalifikacja w serii x na torze y”, co dla mnie, przyzwyczajonego do dłuższej (i wyczerpującej) formułki wydaje się jakieś dziwne.

2. Sędziowie

Sędziowie na zawodach w Polsce mają klasę. Ubrani na biało, z tabliczkami przypiętymi do piersi sprawiają wrażenie instytucji, która czuwa nad przeprowadzeniem zawodów zgodnie z przepisami. Nie są bezbłędni, ale sprawiają solidne wrażenie. W Kanadzie natomiast (przynajmniej do tej pory) miewałem ambiwalentne odczucia.

Najważniejszą różnicą w tej kwestii jest to, że w Kanadzie sędziowie to prawie w 100% wolontariusze pracujący za darmo. A jak bywa z wolontariuszami każdy z nas wie. Korzyścią z takiego systemu jest na pewno ograniczenie kosztów organizacji zawodów, bez czego większość imprez pewnie nie miałaby miejsca. Z drugiej strony są to często osoby „z łapanki”, których decyzje bywają kontrowersyjne. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się widzieć dyskwalifikacje, których ostatecznie nie było. Podobno na zawodach wyższego szczebla bywa lepiej, ale jak będzie, to już czas pokaże.

Nieznaną funkcją w Kanadzie jest też pozycja sędziego rozprowadzającego. Tutaj dzieci same muszą pilnować swoich wyścigów i pojawić się na czas. Na pewno uczy to odpowiedzialności, ale według mnie wprowadza też trochę chaosu.

12316395_926084660760711_7646306710227453128_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

3. Ceremonia

Nie wiem, czy jest to tylko nasza polska rzecz, czy europejska, ale wydaje mi się, że nasze zawody pływackie są przeprowadzane z większą pieczołowitością. Polskim standardem są nagrody: medale i dyplomy, a na bogatszych zawodach nagrody za klasyfikację generalną. I tak, pewnie można narzekać (tak jak to modne ostatnio), że nagrody za słabe, że kubki brzydkie, że nie ma nagród pieniężnych, albo że pieniędzy za mało, ale muszę przyznać że polskie zawody są pod tym względem całkiem solidne.

A w Kanadzie jak do tej pory tylko na jednych zawodach (eliminacje i finały) dzieci za swoje występy dostawały medale. Zapomnijcie jednak o dekoracji. Wszystkie nagrody były… wysyłane pocztą.

4. Rozgrzewka

Rozgrzewka przed zawodami zawsze jest trudna. W tłumie ciężko przepłynąć cokolwiek konkretnego, a warunki takie jak na zdjęciu poniżej zdarzają się niezwykle rzadko. W Kanadzie próbują nad tą sytuacją jakoś zapanować i wprowadzić ład, co wcale nie sprawia, że jest jeszcze lepiej.

Najbardziej wkurzającym przepisem jest nakaz wskakiwania do wody stopami w pierwszej kolejności (czyli zakaz skoków na główkę poza wyznaczonym torem). Za nieprzestrzeganie nakazu grozi dyskwalifikacja na cały dzień zawodów. Na niecce basenu porozstawiane są nawet specjalne osoby w odblaskowych kamizelkach, które mają tego pilnować. O ile rozumiem, że próba skoku startowego w tłum ludzi to czysty idiotyzm, to nie potrafię ogarnąć umysłem potrzeby bezwzględnego stosowania tego przepisu. Sam miałem sytuację, kiedy mój zawodnik ze zwykłego przyzwyczajenia wskoczył do pustego basenu na główkę. Ledwo udało mi się go od dyskwalifikacji uratować.

Takich idiotycznych przepisów jest więcej: na przykład zakaz wejścia do wody przed godziną oficjalnego rozpoczęcia rozgrzewki, albo zakaz wejścia na tor dla niepełnosprawnych, na którym aktualnie (i przez 75% czasu rozgrzewki) nikt nie pływa. W Polsce dla odmiany przepisów dotyczących rozgrzewki nie ma prawie wcale i płynność jej przeprowadzenia jest niemal taka sama, a może ciut lepsza.

11046320_926075687428275_4318690100047491049_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

Podsumowując oba wpisy o zawodach, nie da się stwierdzić, czy Polska czy Kanada górą. Obie pływackie kultury mają w sobie jakiś magnetyzm, który sprawia, że kiedy spróbuje się raz, ma się ochotę na więcej. Za świadectwo niech posłużą dwa blogowe wpisy: Aśki i Zuzy – swego czasu moich podopiecznych triathlonistek, które po raz pierwszy posmakowały pływackich zawodów właśnie w Warszawie. Z tego co wiem, dziewczyny zakochały się w zawodach pływackich i już nie mogą się doczekać, kiedy wystartują jeszcze raz.

Jeśli podobają Ci się materiały na blogu, pomóż mi się rozwijać. Możesz na przykład podzielić się wpisem ze znajomymi – najprościej kliknąć na ikonki na dole strony. A jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się do newslettera

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Christmas Cracker 2015
Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Zawody Christmas Cracker 2015

Christmas Cracker to najbardziej znane zawody organizowane przez mój klub – Pacific Coast Swimming. Są na tyle popularne, że podróżując w wakacje po Kolumbii Brytyjskiej spotkałem na plaży osobę, która nie tylko o tych zawodach słyszała, ale powiedziała, że to najlepsze zawody w roku. Spodziewając się wysokiej frekwencji, organizatorzy początkowo ustalili limit uczestników na 650 pływaków.  Ostatecznie na zawodach startowało 820, a następne 170 czekało w kolejce. W jednej tylko konkurencji – 200 dowolnym wystawionych było 501 osób!

Jak oni to robią? Przede wszystkim muszą mieć basen, który udźwignie organizację takich zawodów: Saanich Commonwealth Place:

Christmas Cracker i Saanich Commonwealth Place przystrojone w świąteczne barwy.

Christmas Cracker i Saanich Commonwealth Place przystrojone w świąteczne barwy.

Czytaj dalej