Archiwa kategorii: Triathlon

Szybki program ćwiczeń na lądzie – skuteczność pływania na nogach

W poprzednim artykule pisałem o przykładowym programie treningowym, który realizowaliśmy z moją grupą mastersów na jesieni. Cel – poprawienie skuteczności pływania na samych nogach. W tekście chciałem jak najbardziej szczegółowo opisać plan i treningi w wodzie, nie rozpisywałem się jednak jakoś szczególnie na temat części siłowo-lądowej. Ze względu na duże zainteresowanie tym tematem napiszę o nim trochę więcej tutaj.

Czytaj dalej

Pływanie bez nóg to przywilej

W zeszłym tygodniu rozmawiałem z Kubą Karpiem, redaktorem wydawnictwa Inne Spacery, o paru mitach, na które wyeksponowani są początkujący triathloniści. Rozmowę nagraliśmy i można ją odsłuchać w formie podcastu, do czego bardzo gorąco wszystkich zachęcam.

W podcaście między innymi:

1. Najważniejsza jest technika
2. W triathlonie nogi nie są potrzebne
3. Nie warto oddychać na dwie strony
4. Dla triathlonisty pływanie w wodzie otwartej w piance jest lepsze niż na basenie
5. Chcesz startować w Ironmanie – postaw na długie, wolne treningi.
6. Jeśli nie pływałeś od małego niemal zawodniczo, po 30. czy 40. roku życia nie masz szans pływać szybko.

I pytanie bonusowe.

Napisane przez: Paweł Rurak

Jeśli podobała Ci się rozmowa, zobacz też inne wpisy poruszające zbliżone tematy:
Pływanie w triathlonie: mit nr 1
Pogromcy pływackich mitów

Czemu nie przekonuje mnie Brett Sutton?

Tak naprawdę nie bardzo wiem kim jest Brett Sutton. Nigdy nie miałem okazji go spotkać, ani zamienić z nim nawet paru słów. Uważam jednak, że za teksty zamieszczone w Internecie trzeba brać odpowiedzialność, szczególnie jeśli mocno mijają się z prawdą. Poniższy tekst to odpowiedź na artykuł, który ukazał się w Akademii Triathlonu tydzień temu: 7 mitów na temat pływania – Brett Sutton. Zdecydowanie nie jest to atak personalny i mam nadzieję, że za taki nie zostanie odebrany. Chciałbym za to rozwiązać kilka kwestii merytorycznych, które szczególnie początkujących triathlonistów mogą sprowadzić na wczesną drogę na manowce.

Pierwsze i najważniejsze: kontekst

Najważniejszą rzeczą, którą trzeba uwzględnić w każdym programie treningowym jest kontekst. Brett Sutton to trener triathlonistów z „górnej półki”, zawodników posiadających już pewną bazę pływackich umiejętności. Z tej właśnie perspektywy napisany jest jego tekst. Rozwiązania, które proponuje być może sprawdzają się wśród jego podopiecznych (przynajmniej za bardzo nie przeszkadzają), kierowane natomiast do szerokiej społeczności amatorów wołają o pomstę do nieba.

To właśnie jest mój największy zarzut do tekstu Suttona – nagłówki mają brzmieć kontrowersyjnie i podbijać oglądalność, a przy okazji utwierdzają triathlonistów w tym, że ich złe pływackie nawyki są tak naprawdę uzasadnione. Nie wszystko co Brett Sutton pisze jest też fundamentalnie złe. Są rzeczy, z którymi mógłbym się zgodzić, gdyby tylko nie ta jednostronność w wyrażaniu poglądów.

Tłum ludzi, a każdy inny.

Tłum ludzi, a każdy inny. Inny organizm, inne tło, inne cele.

Czytaj dalej

Nawigacja i open water

O tym, że w wyścigach na wodach otwartych trzeba nawigować wie pewnie każdy pływak i triathlonista. Dobrodziejstwem ery GPSów w zegarkach jest łatwość porównania trasy zawodów z tą rzeczywistą. Mimo drobnych niedokładności, obraz zygzaków na mapie potrafi naprawdę otworzyć oczy. Dzięki temu wiemy jak ważna na otwartych akwenach jest nawigacja i jak wiele czasu trzeba poświęcić na doskonalenie tej umiejętności.

Dzisiaj jednak spojrzenie na problem z trochę innej perspektywy. Jeden z moich pływaków – Paweł Bieńkowski podesłał świetny filmik nagrany podczas zakończenia etapu pływackiego Half Ironman w Australii. Jak na dłoni widać, że nie wszyscy opanowali nawigację i dodają do swojego wyścigu nawet po kilkaset metrów. Nagranie jest o tyle ciekawe, że zostało złapane w niemal idealnych warunkach – bez fal i prądów morskich. Warto też zaznaczyć, że kamera bardzo spłaszcza obraz (żółte bojki znajdują się w odległości ok. 200-300 m od brzegu).

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Pływanie w triathlonie: mit numer 1
Korona oceanów

Paradoks pływaka: przyspieszam, ale nie płynę szybciej

Nauczyłeś się już pływać. Potrafisz przepłynąć dłuższy ciąg kraulem bez zatrzymywania się przy ścianie i dotykania dna. Żaden problem. Jednak nauka pływania się jeszcze nie skończyła, a w dodatku jej złożoność zaczyna wzrastać znacząco. Zwiększa się też przekrój umiejętności, które trzeba zdobyć, żeby zacząć pływać szybko. Jedną z nich jest kontrola tempa pływania – podstawowy wymóg przed rozpoczęciem „prawdziwych” treningów.

Wielu dorosłych pływaków ma problem z przyspieszaniem. Mimo, że zjawisko to wśród tych „świeżo upieczonych” nie powinno zaskakiwać, to bardzo dziwi jeśli obserwujemy je u pływaków już od wielu lat startujących w zawodach (specjalizujących się w pływaniu masters albo w wyścigach triathlonowych). Parametr prędkości jest najważniejszym parametrem w treningu pływackim, więc kontrola tempa powinna być fundamentalną umiejętnością każdego zawodnika. A często nie jest.

Weźmy jako przykład proste zadanie: 4 x 100 dowolnym, pływane na cztery tempa. Esencją zadania jest to, że każda następna setka powinna być przepłynięta wyraźnie szybcej od poprzedniej (powiedzmy o ok. 5 sek. na każdym powtórzeniu). Niestety zdecydowanie zbyt często wśród dorosłych pływaków widać zbyt małe różnicowanie tempa. Zdarza się nawet, że wszystkie odcinki pływane są w tym samym czasie. Dlaczego?

3551166555_818f1e434b_z

[foto: Michael Lokner, https://www.flickr.com/photos/wwarby/3296379139]

Czytaj dalej

Trening pływaka-triathlonisty: nie bój się sprintów!

Pewnie nie przesadzę ze stwierdzeniem, że triathloniści bardzo rzadko pływają sprinty. Z moich ostatnich basenowych obserwacji wynika, że lwia część treningów „samotrenujących się” zawodników to przeważnie długie odcinki, pływane w średnim tempie. Z jednej strony to dobrze, bo taka właśnie jest specyfika pływania w triathlonie i duża część metrażu powinna być poświęcona właśnie treningowi w zakresach tlenowych. Z drugiej strony jednak, sprint może być bardzo wartościowym narzędziem treningowym, dającym znaczne korzyści również „wytrzymałościowcom”.

Nie jest wielką tajemnicą, że nawet bardzo wyspecjalizowani, topowi zawodnicy w pływaniu długodystansowym poświęcają czas na prawie każdym treningu (!) na krótkie, szybkie zrywy. Po co?Rachunek jest prosty: sprinty kosztują mało siły, nie zaburzają wydajności na głównych zadaniach, a korzyści z ich wplatania w trening są bardzo atrakcyjne.

Pływanie w triathlonie: sprint

Czy jest coś wspanialszego, niż prędkość?

Czytaj dalej

Pływanie w triathlonie: mit numer 2

W poprzednim wpisie o triathlonie starałem się pokazać, jak ważną rolę w procesie rozwoju pływaka – triathlonisty pełni praca nóg. W całym cyklu „pływanie w triathlonie” chciałbym wdać się w dyskusję z dość powszechnym myśleniem, że specyfika dyscypliny pozwala na traktowanie triathlonistów, jako nie-pływaków. Osobiście nie lubię tego stwierdzenia, bo daje wiele miejsca na usprawiedliwienia, a usprawiedliwianie się i trening nigdy nie idą ze sobą w parze. Każdy triathlonista marzący o dobrym wyniku musi stać się pływakiem. Musi też  trenować jak pływak, bo woda nie dzieli ludzi według dyscyplin. Koniec kropka.

Tym razem chciałbym się zmierzyć z kolejnym mitem – może nie tak często spotykanym jak poprzedni, ale wciąż mocno utartym i pokutującym w środowisku:

„Czemu ciągle trenujemy inne style, jeśli w triathlonie pływamy tylko kraulem?”

Pływanie w triathlonie: styl motylkowy

Pływanie delfinem wygląda cholernie efektownie, ale czy potrzebne jest dla triathlonisty?
[foto: www.zimbio.com]

Czytaj dalej

Pływanie w triathlonie: mit numer 1

Triathlon jest dość specyficzną dyscypliną: jej masowość sprawia, że większość zawodników to amatorzy, którzy przygotowują się do wyścigów samodzielnie, lub w małych grupkach znajomych. Stosunkowo niewiele osób jest zrzeszonych w klubach, gdzie ma dostęp do wykwalifikowanej kadry instruktorów i trenerów. Zawodnicy muszą więc stać się swoimi własnymi trenerami, szukając wiedzy w każdym z możliwych źródeł – zwykle w literaturze i internecie – a jak to jest z rzetelnością informacji w internecie, każdy może się łatwo domyśleć.

Czasami niektóre błędne informacje powtarzane są na tyle często, że stają się prawdą. Tworzą się wtedy mity, które przez wiele lat swobodnie krążą w środowiskach triathlonowych, a na które pływanie – najbardziej techniczna z trzech dyscyplin, jest najbardziej narażone.

Mit numer 1: „Pływanie w triathlonie? Nogi nie są potrzebne”

Pływanie w triathlonie to dopiero początek walki. Perspektywa jazdy na rowerze i biegania sprawia, że nogi trzeba oszczędzać. [foto: http://www.triathlonworld.gr/]

Pływanie w triathlonie to dopiero początek walki. Kto nie oszczędza nóg, nie pojedzie.
[foto: http://www.triathlonworld.gr]

Czytaj dalej