Archiwa kategorii: Triathlon

Pływanie kraulem – najpierw to uprośćmy!

Wydaje mi się, że mamy mały problem. W nauce pływania i doskonaleniu zbyt wiele uwagi zwracamy na rzeczy drugorzędne. Za mało czasu poświęcamy za to na esencję – takie elementy bez których w ogóle nie da się pływać!

Wchodzę w weekend na basen i widzę tłum instruktorów i trenerów z dziećmi lub dorosłymi. Co dominuje?  Ćwiczenie wysokiego łokcia i chwytu wody. Na sucho, na gumach, w wodzie. Przeglądam internet: wysoki łokieć, wysoki łokieć, chwyt wody. Wszędzie wciska mi się ten łokieć. Gdybym chciał nauczyć się pływać, rzeczywiście mógłbym odnieść wrażenie, że ugięcie ręki w magiczny sposób przeprowadzi mnie od ściany do ściany.

Tydzień temu zobaczyłem prawdziwą karykaturę. Przewijając tablicę na fejsie wyświetlił mi się filmik, na którym ośmiolatka próbuje pływać kraulem. Widać było ogrom czasu włożonego w wysoki łokieć i wczesną pionizację przedramienia. Problem w tym, że w zasadzie tylko to! Nic innego nie działało tak jak powinno. Dziewczynkę wzięli następnie na warsztat koledzy z niezłej, zaprzyjaźnionej szkoły pływania i dzięki nim w kilka zajęć ruszyła do przodu. Strach myśleć ile czasu straciła ćwicząc elementy zupełnie dla niej niepotrzebne na tym etapie.

Filmik z ośmiolatką zrobił na mnie naprawdę silne wrażenie i jest jednym z impulsów do napisania tego wpisu. Choć wysoki łokieć i pionizacja przedramienia są ważnymi elementami technicznymi u bardziej zaawansowanych pływaków, to na początku są praktycznie zbędne. Od czego w takim razie zacząć swoją pływacką przygodę? O co zadbać najpierw, jeśli umiemy pływać, ale czujemy że ostatnio jakby utknęliśmy w miejscu?

Wszędzie ten wysoki łokieć. ;)

Wszędzie ten wysoki łokieć. 😉 [fot: John Sherwell, Jeff Hardy płynie na Igrzyskach Paraolimpijskich w Atlancie 1996]

Czytaj dalej

Szybki program ćwiczeń na lądzie – skuteczność pływania na nogach

W poprzednim artykule pisałem o przykładowym programie treningowym, który realizowaliśmy z moją grupą mastersów na jesieni. Cel – poprawienie skuteczności pływania na samych nogach. W tekście chciałem jak najbardziej szczegółowo opisać plan i treningi w wodzie, nie rozpisywałem się jednak jakoś szczególnie na temat części siłowo-lądowej. Ze względu na duże zainteresowanie tym tematem napiszę o nim trochę więcej tutaj.

Czytaj dalej

Pływanie bez nóg to przywilej

W zeszłym tygodniu rozmawiałem z Kubą Karpiem, redaktorem wydawnictwa Inne Spacery, o paru mitach, na które wyeksponowani są początkujący triathloniści. Rozmowę nagraliśmy i można ją odsłuchać w formie podcastu, do czego bardzo gorąco wszystkich zachęcam.

W podcaście między innymi:

1. Najważniejsza jest technika
2. W triathlonie nogi nie są potrzebne
3. Nie warto oddychać na dwie strony
4. Dla triathlonisty pływanie w wodzie otwartej w piance jest lepsze niż na basenie
5. Chcesz startować w Ironmanie – postaw na długie, wolne treningi.
6. Jeśli nie pływałeś od małego niemal zawodniczo, po 30. czy 40. roku życia nie masz szans pływać szybko.

I pytanie bonusowe.

Napisane przez: Paweł Rurak

Jeśli podobała Ci się rozmowa, zobacz też inne wpisy poruszające zbliżone tematy:
Pływanie w triathlonie: mit nr 1
Pogromcy pływackich mitów

Czemu nie przekonuje mnie Brett Sutton?

Tak naprawdę nie bardzo wiem kim jest Brett Sutton. Nigdy nie miałem okazji go spotkać, ani zamienić z nim nawet paru słów. Uważam jednak, że za teksty zamieszczone w Internecie trzeba brać odpowiedzialność, szczególnie jeśli mocno mijają się z prawdą. Poniższy tekst to odpowiedź na artykuł, który ukazał się w Akademii Triathlonu tydzień temu: 7 mitów na temat pływania – Brett Sutton. Zdecydowanie nie jest to atak personalny i mam nadzieję, że za taki nie zostanie odebrany. Chciałbym za to rozwiązać kilka kwestii merytorycznych, które szczególnie początkujących triathlonistów mogą sprowadzić na wczesną drogę na manowce.

Pierwsze i najważniejsze: kontekst

Najważniejszą rzeczą, którą trzeba uwzględnić w każdym programie treningowym jest kontekst. Brett Sutton to trener triathlonistów z „górnej półki”, zawodników posiadających już pewną bazę pływackich umiejętności. Z tej właśnie perspektywy napisany jest jego tekst. Rozwiązania, które proponuje być może sprawdzają się wśród jego podopiecznych (przynajmniej za bardzo nie przeszkadzają), kierowane natomiast do szerokiej społeczności amatorów wołają o pomstę do nieba.

To właśnie jest mój największy zarzut do tekstu Suttona – nagłówki mają brzmieć kontrowersyjnie i podbijać oglądalność, a przy okazji utwierdzają triathlonistów w tym, że ich złe pływackie nawyki są tak naprawdę uzasadnione. Nie wszystko co Brett Sutton pisze jest też fundamentalnie złe. Są rzeczy, z którymi mógłbym się zgodzić, gdyby tylko nie ta jednostronność w wyrażaniu poglądów.

Tłum ludzi, a każdy inny.

Tłum ludzi, a każdy inny. Inny organizm, inne tło, inne cele.

Czytaj dalej

Nawigacja i open water

O tym, że w wyścigach na wodach otwartych trzeba nawigować wie pewnie każdy pływak i triathlonista. Dobrodziejstwem ery GPSów w zegarkach jest łatwość porównania trasy zawodów z tą rzeczywistą. Mimo drobnych niedokładności, obraz zygzaków na mapie potrafi naprawdę otworzyć oczy. Dzięki temu wiemy jak ważna na otwartych akwenach jest nawigacja i jak wiele czasu trzeba poświęcić na doskonalenie tej umiejętności.

Dzisiaj jednak spojrzenie na problem z trochę innej perspektywy. Jeden z moich pływaków – Paweł Bieńkowski podesłał świetny filmik nagrany podczas zakończenia etapu pływackiego Half Ironman w Australii. Jak na dłoni widać, że nie wszyscy opanowali nawigację i dodają do swojego wyścigu nawet po kilkaset metrów. Nagranie jest o tyle ciekawe, że zostało złapane w niemal idealnych warunkach – bez fal i prądów morskich. Warto też zaznaczyć, że kamera bardzo spłaszcza obraz (żółte bojki znajdują się w odległości ok. 200-300 m od brzegu).

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Pływanie w triathlonie: mit numer 1
Korona oceanów

Paradoks pływaka: przyspieszam, ale nie płynę szybciej

Nauczyłeś się już pływać. Potrafisz przepłynąć dłuższy ciąg kraulem bez zatrzymywania się przy ścianie i dotykania dna. Żaden problem. Jednak nauka pływania się jeszcze nie skończyła, a w dodatku jej złożoność zaczyna wzrastać znacząco. Zwiększa się też przekrój umiejętności, które trzeba zdobyć, żeby zacząć pływać szybko. Jedną z nich jest kontrola tempa pływania – podstawowy wymóg przed rozpoczęciem „prawdziwych” treningów.

Wielu dorosłych pływaków ma problem z przyspieszaniem. Mimo, że zjawisko to wśród tych „świeżo upieczonych” nie powinno zaskakiwać, to bardzo dziwi jeśli obserwujemy je u pływaków już od wielu lat startujących w zawodach (specjalizujących się w pływaniu masters albo w wyścigach triathlonowych). Parametr prędkości jest najważniejszym parametrem w treningu pływackim, więc kontrola tempa powinna być fundamentalną umiejętnością każdego zawodnika. A często nie jest.

Weźmy jako przykład proste zadanie: 4 x 100 dowolnym, pływane na cztery tempa. Esencją zadania jest to, że każda następna setka powinna być przepłynięta wyraźnie szybcej od poprzedniej (powiedzmy o ok. 5 sek. na każdym powtórzeniu). Niestety zdecydowanie zbyt często wśród dorosłych pływaków widać zbyt małe różnicowanie tempa. Zdarza się nawet, że wszystkie odcinki pływane są w tym samym czasie. Dlaczego?

3551166555_818f1e434b_z

[foto: Michael Lokner, https://www.flickr.com/photos/wwarby/3296379139]

Czytaj dalej

Trening pływaka-triathlonisty: nie bój się sprintów!

Pewnie nie przesadzę ze stwierdzeniem, że triathloniści bardzo rzadko pływają sprinty. Z moich ostatnich basenowych obserwacji wynika, że lwia część treningów „samotrenujących się” zawodników to przeważnie długie odcinki, pływane w średnim tempie. Z jednej strony to dobrze, bo taka właśnie jest specyfika pływania w triathlonie i duża część metrażu powinna być poświęcona właśnie treningowi w zakresach tlenowych. Z drugiej strony jednak, sprint może być bardzo wartościowym narzędziem treningowym, dającym znaczne korzyści również „wytrzymałościowcom”.

Nie jest wielką tajemnicą, że nawet bardzo wyspecjalizowani, topowi zawodnicy w pływaniu długodystansowym poświęcają czas na prawie każdym treningu (!) na krótkie, szybkie zrywy. Po co?Rachunek jest prosty: sprinty kosztują mało siły, nie zaburzają wydajności na głównych zadaniach, a korzyści z ich wplatania w trening są bardzo atrakcyjne.

Pływanie w triathlonie: sprint

Czy jest coś wspanialszego, niż prędkość?

Czytaj dalej

Pływanie w triathlonie: mit numer 2

W poprzednim wpisie o triathlonie starałem się pokazać, jak ważną rolę w procesie rozwoju pływaka – triathlonisty pełni praca nóg. W całym cyklu „pływanie w triathlonie” chciałbym wdać się w dyskusję z dość powszechnym myśleniem, że specyfika dyscypliny pozwala na traktowanie triathlonistów, jako nie-pływaków. Osobiście nie lubię tego stwierdzenia, bo daje wiele miejsca na usprawiedliwienia, a usprawiedliwianie się i trening nigdy nie idą ze sobą w parze. Każdy triathlonista marzący o dobrym wyniku musi stać się pływakiem. Musi też  trenować jak pływak, bo woda nie dzieli ludzi według dyscyplin. Koniec kropka.

Tym razem chciałbym się zmierzyć z kolejnym mitem – może nie tak często spotykanym jak poprzedni, ale wciąż mocno utartym i pokutującym w środowisku:

„Czemu ciągle trenujemy inne style, jeśli w triathlonie pływamy tylko kraulem?”

Pływanie w triathlonie: styl motylkowy

Pływanie delfinem wygląda cholernie efektownie, ale czy potrzebne jest dla triathlonisty?
[foto: www.zimbio.com]

Czytaj dalej

Pływanie w triathlonie: mit numer 1

Triathlon jest dość specyficzną dyscypliną: jej masowość sprawia, że większość zawodników to amatorzy, którzy przygotowują się do wyścigów samodzielnie, lub w małych grupkach znajomych. Stosunkowo niewiele osób jest zrzeszonych w klubach, gdzie ma dostęp do wykwalifikowanej kadry instruktorów i trenerów. Zawodnicy muszą więc stać się swoimi własnymi trenerami, szukając wiedzy w każdym z możliwych źródeł – zwykle w literaturze i internecie – a jak to jest z rzetelnością informacji w internecie, każdy może się łatwo domyśleć.

Czasami niektóre błędne informacje powtarzane są na tyle często, że stają się prawdą. Tworzą się wtedy mity, które przez wiele lat swobodnie krążą w środowiskach triathlonowych, a na które pływanie – najbardziej techniczna z trzech dyscyplin, jest najbardziej narażone.

Mit numer 1: „Pływanie w triathlonie? Nogi nie są potrzebne”

Pływanie w triathlonie to dopiero początek walki. Perspektywa jazdy na rowerze i biegania sprawia, że nogi trzeba oszczędzać. [foto: http://www.triathlonworld.gr/]

Pływanie w triathlonie to dopiero początek walki. Kto nie oszczędza nóg, nie pojedzie.
[foto: http://www.triathlonworld.gr]

Czytaj dalej