Archiwa kategorii: Sylwetki

Three-Year Swim Club

Wyobraźcie sobie następującą sytuację. Lata 30. ubiegłego wieku, Hawaje. Na wyspach żyje wielu imigrantów japońskiego pochodzenia, większość z nich pracuje na plantacjach trzciny cukrowej. Nie jest to lekkie życie i nikomu się przez talerz nie przelewa. Praktycznie jedyną zabawą najmłodszego pokolenia jest pluskanie się w kanałach irygacyjnych. Notabene, jest to zabronione i karane linczem przez strażników plantacji. I wtedy, w tej ponurej rzeczywistości pojawia się nauczyciel z pobliskiej szkoły – Soichi Sakamoto, który znudzony swoim życiem postanawia nauczyć dzieciaki pływać (choć sam za bardzo nie umie).

Od tej pory sprawy nabierają zawrotnego tempa. Dzieciaki coraz lepiej radzą sobie z wodą, a Sakamoto zaczyna widzieć w nich coś więcej. Zakłada klub pływacki, tytułowy Three-Year Swim Club, którego celem są Igrzyska Olimpijskie w pływaniu (właśnie w przeciągu trzech lat). Mimo wszystkich przeciwności losu, niedożywione dzieci z plantacji już w pierwszym roku biją na głowę dwukrotnie większych przeciwników. W drugim roku zdobywają mistrzostwo Stanów Zjednoczonych i z powodzeniem startują na zawodach międzynarodowych. W trzecim na ich drodze staje najpoważniejsza z przeszkód – wybuch II Wojny Światowej.

Three-Year Swim Club w nowych strojach klubowych. Jedno z historycznych zdjęć zawartych w książce Julie Checkoway. Zdjęcie oryginalnie udostępnione przez Alexander and Baldwin Sugar Museum

Three-Year Swim Club w nowych strojach klubowych. Jedno z historycznych zdjęć zawartych w książce Julie Checkoway. Zdjęcie oryginalnie udostępnione przez Alexander and Baldwin Sugar Museum

Czytaj dalej

Uczmy mistrzostwa! – Sal Khan

Wpadł mi ostatnio w ręce ciekawy wykład o uczeniu się. Sal Khan, pedagog, założyciel Khan Academy, wchodzi w nim w polemikę z obowiązującym powszechnie systemem edukacji i dość skutecznie punktuje jego największe wady. Co ma to wspólnego z pływaniem? Otóż system klas sportowych, w jakim działa większość pływackich klubów działa identycznie. Zobaczmy co mówi o tym Sal Khan (tu akurat na przykładzie matematyki):

W tradycyjnym szkolnym modelu grupujemy uczniów razem, zwykle na podstawie wieku i prowadzimy ich wszystkich w tym samym tempie. Powiedzmy, że jesteśmy w szkole średniej i na zajęciach matematyki zajmujemy się potęgami. Nauczyciel daje wykład o potegach, potem idziemy do domu, robimy pracę domową. Następnego ranka sprawdzimy pracę domową, następny wykład, praca domowa, wykład, praca domowa. Trwa to przez dwa albo trzy tygodnie i wtedy piszemy sprawdzian. Na tym teście dostanę może 75 procent, może ty dostaniesz 90 procent, a może 95. I nawet jeśli sprawdzian ma identyfikować luki w zdobytej wiedzy, to nie znałem 25 procent materiału. A uczeń który dostał piątkę – co stanowiło 5 procent materiału którego nie zrozumiał?

Mimo że zidentyfikowaliśmy luki w wiedzy, cała klasa przejdzie do innego tematu, może nawet bardziej złożonego tematu. Może logarytmy albo ujemne potęgi. I ten proces trwa i od razu zaczynacie uświadamiać sobie jak dziwne to jest. Nie rozumiałem 25 procent podstawowego materiału, a teraz jestem wepchnięty w uczenie się bardziej złożonej rzeczy. I to będzie trwało miesiącami i latami aż rzyjde na zajęcia z algebry albo trygonometrii i zderzę się ze ścianą. I nie dlatego, że algebra jest wyjątkowo trudna albo że uczeń nie jest utalentowany. To dlatego że widzą równanie w którym muszę poradzić sobie z potęgami i muszę poradzić sobie akurat tymi 25 procentami, których nie rozumiałem. I wtedy zaczynam się wyłączać.

System, w który wchodzą młodzi zawodnicy pływania wygląda dokładnie tak samo. Ilu pływaków „straciliśmy” dlatego, że program nie uzwględniał indywidualnego tempa uczenia różnych umiejętności?

Bardzo podoba mi się idea uczenia do osiągnięcia mistrzostwa. Oczywiście nie zawsze jest to wykonalne ze względów organizacyjnych, ale jak często bywamy zbyt niecierpliwi i gnamy do przodu z materiałem, mimo że podstawy nie są nauczone wystarczająco solidnie?

Idealnie pasuje tu analogia do budowy domu. Nigdy nie stawiamy pierwszego piętra budynku, jeżeli fundamenty nie są do końca wylane i w dodatku nie spełniają wymaganych norm. Fundamenty 75%, pierwsze piętro 80%, drugie 60%. Czy dom budowany w ten sposób miałby szansę w ogóle powstać?

Żeby było ciekawiej, system oparty na nauczaniu mistrzostwa umiejętności nie jest niczym nowym. Każdy z nas kojarzy miejsca, w których on działa i w dodatku sprawdza się od lat. Są to sztuki walki. Tam, żeby osiągnąć pas wyższego koloru, trzeba spełnić określone kryteria. Nie można zdać testu pokazując biegłość tylko w części wymaganych umiejętności. Nie umiesz wszystkiego na zielony pas? Naucz się cierpliwości, bądź odpowiedzialny za swoją naukę i wróć na test kiedy dasz radę pokazać wystarczającą biegłość.

A w pływaniu? Nie musimy wprowadzać kolorowych pasów. Wystarczy, że będziemy odrobinę bardziej cierpliwi i konsekwentni.

Czarny pas - symbol zdobycia mistrzostwa w sztukach walki.

Czarny pas – symbol zdobycia mistrzostwa w sztukach walki. [fot. Sebastian, https://flic.kr/p/4VTg1G]

Napisane przez: Paweł Rurak

 

Jeśli podobał Ci się wpis, zobacz też inne teksty poświęcone zbliżonym tematom:
Keep it simple!
Złota proporcja

Lewis Pugh – pionier pływania, Patron Oceanów

Lewis Pugh, brytyjski pływak, nazywany jest Edmundem Hillarym pływania. To pierwsza i jedyna osoba na świecie, która pokonała długi dystans w każdym oceanie świata (Pacyfik, Atlantyk, Indyjski, Południowy i Północny). Wyczyn też ma również swoją nazwę – Święty Graal Pływania. Koronę Oceanów wszyscy już znają, czemu by więc nie podnieść poprzeczki jeszcze wyżej?

Niewątpliwa trudność fizyczna i psychiczna tego wyzwania nie jest jednak tym co sprawia, że Lewis Pugh jest taki wyjątkowy. Prawdziwą wartością Brytyjczyka jest jego zaangażowanie w walkę o dobro środowiska, a konkretnie walkę z ociepleniem klimatu. Większość jego wyzwań ma zwracać uwagę opinii publicznej na szybko postępujące zmiany i wzywać do natychmiastowego działania. Osobiście uważam, że trudniej o bardziej wymowny argument w dyskusji o ocieplaniu klimatu niż facet w slipkach, pokonujący kolejne metry w Oceanie Arktycznym.

Lewis Pugh skacze do wody z góry lodowej.

Lewis Pugh skacze do wody z góry lodowej. fot. Lewispugh – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Berg_Jump_Lewis_Pugh.JPG

Czytaj dalej

Michael Phelps i jego droga do ośmiu złotych medali w Pekinie

Kiedy Michael Phelps na Igrzyskach w Atenach w 2004 roku zdobył 8 medali (6 złotych, 1 srebrny i jeden brązowy) była to jego pierwsza próba pobicia legendarnego rekordu Marka Spitza (7 złotych medali na jednych Igrzyskach Olimpijskich). Głodny sukcesu Amerykanin podporządkował całe następne czterolecie pobiciu tego legendarnego wyczynu. Do sieci przeciekały niesamowite nagrania z trenigów, a sam Phelps zdawał się nie nie odpoczywać ani na trochę. Pamiętam nawet doniesienia z gazet, że w przeciągu czterech lat, od 2004 do 2008 roku wziął sobie jedynie 2 tygodnie wolnego (na święta lub inne rodzinne okazje).

Po czterech latach Amerykanin był już więc gotowy. Na parę tygodni przed ostatecznym testem uzyskiwał świetne wyniki, pobił kilka rekordów świata i skupił na sobie oczy wszystkich, nawet osób słabo związanych z pływaniem i sportem. O tym, jak trudne czekało na niego zadanie, świadczy choćby kalendarz startów.

Terminarz Michaela Phelpsa na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie 2008:
Dzień 1 – eliminacje 400 zm,
Dzień 2 – eliminacje 200 dow, finał 400 zmiennym,
Dzień 3 – półfinały 200 dow, finał 4 x 100 dowolnym, eliminacje 200 delfinem,
Dzień 4 – finał 200 dow, półfinał 200 delfinem,
Dzień 5 – finał 200 delfinem, finał 4 x 200 dowolnym, eliminacje 200 zmiennym
Dzień 6 – półfinał 200 zmiennym, eliminacje 100 delfinem,
Dzień 7 – finał 200 zmiennym, półfinał 100 delfinem,
Dzień 8 – finał 100 delfinem,
Dzień 9 – finał 4 x 100 zmiennym.

Czytaj dalej

Stare ale jare #2 – Trening (do porzygu) w Auburn

Trening nie musi być schematyczny – taką tezę próbował udowodnić parę lat temu trener Auburn University w Alabamie, Brett Hawke. W rezultacie powstał filmik, który wzbudził wiele kontrowersji w pływackim świecie i obok którego nikt ze środowiska nie potrafił przejść obojętnie. Auburn Puke Session – bo o tym nagraniu mowa – to zapis wideo z treningu czołowych światowych sprinterów. Wspomnę tu choćby takie nazwiska jak Cesar Cielo, Alex Puninski, Bryan Lyndquist, które zapewniły filmikowi naprawdę szeroki odbiór w sieci.

Trening na filmie jest wyjątkowo niestandardowy: główne zadanie to serie po 100 m na maksa z przerwą na wypicie całego Gatorade’a, powtarzane aż do skutku, czyli… do zrzygania się. Zanim napiszę więcej o ciekawym kontekscie nagrywania tego treningu oraz o burzliwym odbiorze zapraszam do oglądania i wyrobienia swojego zdania. „Momentów” nie ma zbyt wiele i są bardzo łagodnie przedstawione, ale osoby o dużej wrażliwości i słabym żołądku uczulam na widok wymiocin.

Czytaj dalej

Najpiękniejszy kraul na świecie

Zostałem ostatnio zapytany, którego kraulistę uważam za pływającego najładniej w świecie. Pytanie bardzo ciekawe, dlatego myślę że warto je skierować również do Czytelników. Który kraulista według Was cieszy oko najbardziej? Ja zaczynam i ciekaw jestem Waszych opinii – piszcie i wrzucajcie odesłania do youtube w komentarzach.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Moją odpowiedzią musi być chyba Aleksander Popov. Mimo, że na końcu języka mam jeszcze kilku innych pływaków, to Popov jest osobą, która wywarła na mnie chyba największy wpływ. Od najmłodszych zawodniczych lat kojarzyłem go z pływakiem, który pokazywał, że szybkie pływanie może iść w parze z estetyką. Oglądając imprezę rangi międzynarodowej, często zdarzało się słyszeć pytania nie-pływaków: „jak to się dzieje, że on [Popov] wygląda jakby mniej się męczył, a wygrywa wszystko?”. Jest to chyba najlepsze świadectwo jego świetnej techniki. Styl Aleksandra Popova zawsze wyglądał po prostu lepiej, a porównywany był przecież do najlepszych pływaków świata.

Największą inspiracją Popov był dla mnie w wieku 12-14 lat. Internet jeszcze w kołysce, więc nie ma mowy o szukaniu pływackich inspiracji na youtube. Na szczeście nasz trener, a zarazem wychowawca w szkole nagrywa imprezy pływackie na kasecie VHS i zdarza nam się czasami oglądać urywki światowych zawodów na godzinie wychowawczej. Są to właśnie czasy dominacji Popova i mam szczęście oglądać jego wyczyny (i dyskutować) razem z innymi pływakami w moim wieku, siedząc przed jednym telewizorem.

Poniżej wybrany wyścig Aleksandra Popova na 100 m stylem dowolnym z MŚ w Perth. Obok same sławy: Michael Klim, Lars Frolander, Peter van der Hoogenband.

Migawkę na temat techniki Popova można zobaczyć tutaj (jest to wycięty fragment dłuższego filmu o nim, całość można zobaczyć pod linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=8BrRIZFk7O4):

Jestem ciekawy Waszych typów. Piszcie i wrzucajcie filmiki w komentarze. Jeśli dobrze pójdzie, uda nam się zrobić listę najładniej pływających kraulistów – do inspiracji na przyszłość.

Napisane przez: Paweł Rurak

PS Korzystając z okazji, pozdrawiam wcześniej wspomnianego we wpisie trenera i wychowawcę Edwarda Deca. 🙂

Zobacz też:
Ewolucja stylu dowolnego w pływaniu

Sztafeta 4 x 100 dowolnym Londyn 2012

Są takie wydarzenia sportowe, które zostawiają ślad w historii na długie lata. Wydaje się, że stwierdzenie to działa szczególnie mocno, kiedy mówimy o Igrzyskach Olimpijskich. Tam wszystko dzieje się jakoś szybciej i intensywniej. W 2008 roku w Pekinie, Francuzi przegrali z Amerykanami sztafetę 4 x 100 dowolnym dosłownie na ostatnim wyciągnięciu ręki, po elektryzującym finiszu. Sztafeta ta należy do moich ulubionych wyścigów w historii – nie dlatego, że jakoś szczególnie kibicuję Amerykanom czy Francuzom, ale dlatego że był to wyścig najwyższej światowej klasy.

Cztery lata później, głodni olimpijskiego złota Francuzi mieli przystąpić do rewanżu. Z tym że, o ile w Pekinie byli niewątpliwymi faworytami, to w Londynie ich ewentualne zwycięstwo nie było aż tak prawdopodobne. Przed wyścigiem nie byli nawet kandydatami do złota. To Australijczycy byli groźni i to oni mieli złoić skórę Amerykanom. Przez 4 lata zmienił się też skład francuskiej sztafety: przede wszystkim w finale nie wystąpił gigant Allain Bernard, który jeszcze w Pekinie uchodził za niemożliwego do pokonania na 100 dowolnym. Zamiast niego na ostatniej zmianie miał popłynąć młodzik, wtedy jeszcze zaledwie 20-letni, Yannick Agnel.

Dla tych, którzy nie oglądali lub nie pamiętają tego wyścigu, nie zdradzam wyniku. Jest to pojedynek, który zdecydowanie może konkurować o miano najbardziej emocjonującego wyścigu ostatnich lat – przynajmniej w kategorii sztafet. Jeżeli cztery lata wcześniej mogliśmy cieszyć oczy niesamowitym finiszem, to tym razem… też! Zapraszam do oglądania.

Jak widać historia lubi się odwracać. Na podium nie załapali się też główni faworyci do złota, Australijczycy. Nie dlatego, że pływali wolno – po prostu wyścig był cholernie szybki. Ostateczne wyniki medalistów poniżej:

1st  France 3:09.93
Amaury Leveaux (48.13)
Fabien Gilot (47.67)
Clément Lefert (47.39)
Yannick Agnel (46.74)

2nd United States 3:10.38
Nathan Adrian (47.89)
Michael Phelps (47.15)
Cullen Jones (47.60)
Ryan Lochte (47.74)

3rd Russia 3:11.41 
Andrey Grechin (48.57)
Nikita Lobintsev (47.39)
Vladimir Morozov (47.85)
Danila Izotov (47.60)

Stany Zjednoczone w 2008, Francja w 2012. Kto okaże się zwycięzcą w Rio w 2016? Dowiemy się już za 8,5 miesiąca!

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Wielkie pływackie pojedynki: sztafeta 4 x 100 dow, Pekin
Wielkie pływackie pojedynki: Thorpe,Hoogenband, Phelps

Stare, ale jare #1 – Ed Moses

Jednego wieczoru, podczas szukania inspiracji do treningu moich młodych żabkarzy, youtube podpowiedział mi film, którego nie widziałem już dawno. Bohaterem jest Ed Moses, złoty medalista olimpijski (Sydney 2000) i były rekordzista świata na krótkim basenie na 100 m klasycznym. Film ten był hitem parę lat temu. Do dziś pamiętam emocje, jakie wzbudzał wśród zawodników i trzeba przyznać, że niewiele stracił na aktualności. Bez wątpienia można też powiedzieć, że Ed Moses wprowadził bardzo świeże podejście do treningu tego stylu, a niektóre z jego metod stały się kanonem wśród współczesnych żabkarzy. Kto nie widział, zdecydowanie polecam (ci, co znają i tak na pewno obejrzą kolejny raz 😉 ).

Kilka luźnych myśli po obejrzeniu filmu:

Staw skokowy

Imponująca mobilność w stawie skokowym nie jest dziełem przypadku. Można oczywiście zadawać pytanie, jak istotne są tu wrodzone predyspozycje Mosesa. Ulubione hasło hejterów? Genetyka. Jedno jest jednak pewne: bez treningu ukierunkowanego na ten jeden, bardzo specyficzny element, taka elastyczność w wodzie nie byłaby możliwa do osiągnięcia.

Z drugiej strony warto odpowiedzieć na pytanie, czy kopiowanie metod takiego treningu na pewno jest bezpieczne i optymalne dla każdego. Osoby nieprzygotowane do tego rodzaju przeciążeń mogą sobie poważnie uszkodzić kolana. Taka już specyfika tego rodzaju filmów – są świetnym źródłem inspiracji, ale pokazują jedynie wybrane fragmenty całej treningowej układanki. Równie ciekawe byłoby pokazanie wszystkich działań zapobiegających i chroniących kolana. Z oczywistych względów nie znalazły się na filmie, ponieważ nie są tak świeże i ciekawe dla widza.

Ed Moses majsterkowicz

Szczególnie podoba mi się zmysł majsterkowicza przewijający się w tle filmu. Nie ogranicza się on tylko do wymyślania nowych treningowych zabawek, ale często manifestuje się w przeprojektowywaniu istniejących rozwiązań. Czasami jest to kwestia drobnych modyfikacji, na przykład przesunięcia paska z obszaru kostek na śródstopie. Taka drobiazgowość jednak ewidentnie się opłaca –  bo to często szczegóły treningu decydują, czy ktoś zostanie mistrzem czy z zazdrością będzie spoglądał na podium z trybun.

Co ciekawe gadżety, które stosował w swoim treningu Ed Moses, niejako otworzyły nową drogę producentom sprzętu. Kiedyś mało kto myślał o płetwach do stylu klasycznego. Kiedy Moses „zrobił” swoje łapki na nogi, płetwy tego typu zaczęły się jednak pojawiać jak grzyby po deszczu.

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Nowe barwy klubowe
Przed pierwszymi zawodami z PCS

Miejcie na nich oko w tym sezonie, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że sporo namieszają. ;)

Czemu nie przekonuje mnie Brett Sutton?

Tak naprawdę nie bardzo wiem kim jest Brett Sutton. Nigdy nie miałem okazji go spotkać, ani zamienić z nim nawet paru słów. Uważam jednak, że za teksty zamieszczone w Internecie trzeba brać odpowiedzialność, szczególnie jeśli mocno mijają się z prawdą. Poniższy tekst to odpowiedź na artykuł, który ukazał się w Akademii Triathlonu tydzień temu: 7 mitów na temat pływania – Brett Sutton. Zdecydowanie nie jest to atak personalny i mam nadzieję, że za taki nie zostanie odebrany. Chciałbym za to rozwiązać kilka kwestii merytorycznych, które szczególnie początkujących triathlonistów mogą sprowadzić na wczesną drogę na manowce.

Pierwsze i najważniejsze: kontekst

Najważniejszą rzeczą, którą trzeba uwzględnić w każdym programie treningowym jest kontekst. Brett Sutton to trener triathlonistów z „górnej półki”, zawodników posiadających już pewną bazę pływackich umiejętności. Z tej właśnie perspektywy napisany jest jego tekst. Rozwiązania, które proponuje być może sprawdzają się wśród jego podopiecznych (przynajmniej za bardzo nie przeszkadzają), kierowane natomiast do szerokiej społeczności amatorów wołają o pomstę do nieba.

To właśnie jest mój największy zarzut do tekstu Suttona – nagłówki mają brzmieć kontrowersyjnie i podbijać oglądalność, a przy okazji utwierdzają triathlonistów w tym, że ich złe pływackie nawyki są tak naprawdę uzasadnione. Nie wszystko co Brett Sutton pisze jest też fundamentalnie złe. Są rzeczy, z którymi mógłbym się zgodzić, gdyby tylko nie ta jednostronność w wyrażaniu poglądów.

Tłum ludzi, a każdy inny.

Tłum ludzi, a każdy inny. Inny organizm, inne tło, inne cele.

Czytaj dalej

Asia Ciszewska nominowana do Nagrody Alchemika

Dzisiejszy wpis nie do końca pływacki, ale ważny, bo powiązany z moją podopieczną. Asia Ciszewska, mistrzyni świata MTB 12h solo, którą w zeszłym sezonie wspierałem w treningu siłowym, została nominowana do Nagrody Alchemika. Opisana przez organizatorów jako „nasza nieznana mistrzyni świata” zbiera głosy internautów do 15 listopada. Gra warta jest świeczki, tym bardziej że Asia zadeklarowała przeznaczenie połowy wygranej dalej, jako wsparcie dla społeczności kolarskiej (więcej o tym poniżej).

Głosowanie zajmuje jedynie chwilkę, wiec bez zbędnego przedłużania kieruje na stronę konkursu: http://www.nagrodaalchemika.pl/ – zakładka ZAGŁOSUJ.

Tych jeszcze niezdecydowanych lub wręcz przeciwnie – zainteresowanych wyczynami Asi kieruje do materiału filmowego zrobionego na potrzeby konkursu.

Asia o konkursie:

To dla mnie ogromny zaszczyt, słowo! Uważam jednak, że jeżeli uśmiechnęło się do mnie szczęście, to warto, a nawet trzeba! 🙂 to szczęście podać dalej. Dlatego zdecydowałam się przekazać połowę swojej ewentualnej wygranej, niemalże 10.000 złotych dalej. 

Chciałabym, żeby to był: Wiktor Zemanek i jego trasy lub Mirek Bieniasz i jego Juniorzy, lub twórcy tras Enduro w Srebrnej Górze. Komu przekażę połowę wygranej na trasy marzeń i marzenia innych, zadecyduje głosowanie na naszym Facebook’u i/lub na naszym blogu

Dlatego, ślicznie proszę o Wasz głos: Niech się dzieją trasy!

Nie zapomnijcie też zajrzeć na blog Asi i Artura „Przygoda i Rower”: http://przygodairower.pl/

Asia Ciszewska, fot. Kamila Panasiuk

Asia Ciszewska, fot. Kamila Panasiuk

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Aśka Ciszewska Mistrzynią Świata MTB 12h SOLO
Nowe barwy klubowe