Archiwa kategorii: Small talk

Umiesz liczyć? Licz na siebie (a przynajmniej samodzielnie)

Jeszcze stosunkowo niedawno technologia nie była zbyt widoczna w pływaniu. Najbardziej zaawansowana elektronika jaką można było zobaczyć na treningu ograniczała się wyłącznie do trenerskiego stopera i analogowego zegara zawieszonego na ścianie. Obecnie sytuacja ta dość gwałtownie się zmienia. Weszliśmy w erę smartfonów, pulsometrów, zegarków i innych gadżetów do monitorowania treningu, o których parę lat wcześniej nawet nam się nie śniło. Czy to dobry kierunek? Powiem szczerze, że nie wiem. O ile sam jestem fanem technologii, to zaczynam mieć wrażenie, że w przypadku treningu pływackiego przynosi ona efekt przeciwny od zamierzonego. Technologiczny skok w przód często oznacza niestety (spory) treningowy krok w tył.

Kto jeszcze pamięta takie stopery?

Kto jeszcze pamięta takie stopery?

Czytaj dalej

Uczmy mistrzostwa! – Sal Khan

Wpadł mi ostatnio w ręce ciekawy wykład o uczeniu się. Sal Khan, pedagog, założyciel Khan Academy, wchodzi w nim w polemikę z obowiązującym powszechnie systemem edukacji i dość skutecznie punktuje jego największe wady. Co ma to wspólnego z pływaniem? Otóż system klas sportowych, w jakim działa większość pływackich klubów działa identycznie. Zobaczmy co mówi o tym Sal Khan (tu akurat na przykładzie matematyki):

W tradycyjnym szkolnym modelu grupujemy uczniów razem, zwykle na podstawie wieku i prowadzimy ich wszystkich w tym samym tempie. Powiedzmy, że jesteśmy w szkole średniej i na zajęciach matematyki zajmujemy się potęgami. Nauczyciel daje wykład o potegach, potem idziemy do domu, robimy pracę domową. Następnego ranka sprawdzimy pracę domową, następny wykład, praca domowa, wykład, praca domowa. Trwa to przez dwa albo trzy tygodnie i wtedy piszemy sprawdzian. Na tym teście dostanę może 75 procent, może ty dostaniesz 90 procent, a może 95. I nawet jeśli sprawdzian ma identyfikować luki w zdobytej wiedzy, to nie znałem 25 procent materiału. A uczeń który dostał piątkę – co stanowiło 5 procent materiału którego nie zrozumiał?

Mimo że zidentyfikowaliśmy luki w wiedzy, cała klasa przejdzie do innego tematu, może nawet bardziej złożonego tematu. Może logarytmy albo ujemne potęgi. I ten proces trwa i od razu zaczynacie uświadamiać sobie jak dziwne to jest. Nie rozumiałem 25 procent podstawowego materiału, a teraz jestem wepchnięty w uczenie się bardziej złożonej rzeczy. I to będzie trwało miesiącami i latami aż rzyjde na zajęcia z algebry albo trygonometrii i zderzę się ze ścianą. I nie dlatego, że algebra jest wyjątkowo trudna albo że uczeń nie jest utalentowany. To dlatego że widzą równanie w którym muszę poradzić sobie z potęgami i muszę poradzić sobie akurat tymi 25 procentami, których nie rozumiałem. I wtedy zaczynam się wyłączać.

System, w który wchodzą młodzi zawodnicy pływania wygląda dokładnie tak samo. Ilu pływaków „straciliśmy” dlatego, że program nie uzwględniał indywidualnego tempa uczenia różnych umiejętności?

Bardzo podoba mi się idea uczenia do osiągnięcia mistrzostwa. Oczywiście nie zawsze jest to wykonalne ze względów organizacyjnych, ale jak często bywamy zbyt niecierpliwi i gnamy do przodu z materiałem, mimo że podstawy nie są nauczone wystarczająco solidnie?

Idealnie pasuje tu analogia do budowy domu. Nigdy nie stawiamy pierwszego piętra budynku, jeżeli fundamenty nie są do końca wylane i w dodatku nie spełniają wymaganych norm. Fundamenty 75%, pierwsze piętro 80%, drugie 60%. Czy dom budowany w ten sposób miałby szansę w ogóle powstać?

Żeby było ciekawiej, system oparty na nauczaniu mistrzostwa umiejętności nie jest niczym nowym. Każdy z nas kojarzy miejsca, w których on działa i w dodatku sprawdza się od lat. Są to sztuki walki. Tam, żeby osiągnąć pas wyższego koloru, trzeba spełnić określone kryteria. Nie można zdać testu pokazując biegłość tylko w części wymaganych umiejętności. Nie umiesz wszystkiego na zielony pas? Naucz się cierpliwości, bądź odpowiedzialny za swoją naukę i wróć na test kiedy dasz radę pokazać wystarczającą biegłość.

A w pływaniu? Nie musimy wprowadzać kolorowych pasów. Wystarczy, że będziemy odrobinę bardziej cierpliwi i konsekwentni.

Czarny pas - symbol zdobycia mistrzostwa w sztukach walki.

Czarny pas – symbol zdobycia mistrzostwa w sztukach walki. [fot. Sebastian, https://flic.kr/p/4VTg1G]

Napisane przez: Paweł Rurak

 

Jeśli podobał Ci się wpis, zobacz też inne teksty poświęcone zbliżonym tematom:
Keep it simple!
Złota proporcja

Pracuję na nawiedzonym basenie

Z okazji Halloween, historia o nawiedzonym basenie. Najlepiej czyta się późnym wieczorem, kiedy wszyscy w domu poszli już spać, haha. Autorem jest użytkownik Reddita o nicku LifeguardGuy48 i jego opowieść w oryginale można znaleźć tutaj.

Basen na nawiedzonym statku Queen Mary na Long Beach.

Basen na nawiedzonym statku Queen Mary na Long Beach. [fot. Trey Ratcliff, https://flic.kr/p/dZzHu8]

Czytaj dalej

Pływanie bez nóg to przywilej

W zeszłym tygodniu rozmawiałem z Kubą Karpiem, redaktorem wydawnictwa Inne Spacery, o paru mitach, na które wyeksponowani są początkujący triathloniści. Rozmowę nagraliśmy i można ją odsłuchać w formie podcastu, do czego bardzo gorąco wszystkich zachęcam.

W podcaście między innymi:

1. Najważniejsza jest technika
2. W triathlonie nogi nie są potrzebne
3. Nie warto oddychać na dwie strony
4. Dla triathlonisty pływanie w wodzie otwartej w piance jest lepsze niż na basenie
5. Chcesz startować w Ironmanie – postaw na długie, wolne treningi.
6. Jeśli nie pływałeś od małego niemal zawodniczo, po 30. czy 40. roku życia nie masz szans pływać szybko.

I pytanie bonusowe.

Napisane przez: Paweł Rurak

Jeśli podobała Ci się rozmowa, zobacz też inne wpisy poruszające zbliżone tematy:
Pływanie w triathlonie: mit nr 1
Pogromcy pływackich mitów

O talentach i różnicach między ludźmi

Bardzo spodobała mi się ostatnio pewna bajka. Autorem jest Dr R. H. Reeves i leci ona mniej więcej tak:

Pewnego razu leśne zwierzęta postanowiły, że muszą zrobić coś dla rozwiązania problemów Nowego Świata, więc założyły szkołę. Wspólnie usiadły do układania programu, w którym znalazło się bieganie, wspinanie, pływanie i latanie. W celu łatwiejszej administracji szkołą zgodziły się, że wszystkie zwierzęta powinny obowiązkowo uczestniczyć we wszystkich przedmiotach.

Kaczka była świetna w pływaniu, nawet lepsza niż nauczyciel. Miała świetne oceny w lataniu ale niestety fatalnie radziła sobie z bieganiem. Słabe wyniki w bieganiu sprawiły, że musiała zostawać po szkole. Aby dogonić inne zwierzęta, udała się na korepetycje i z braku czasu przestała pływać. Trwało to do momentu, kiedy pozdzierała stopy i stała się przeciętna nawet w pływaniu . Przeciętność była jednak w szkole akceptowalna i nikt się tym za bardzo nie przejmował – no może poza samą kaczką.

Królik zaczął rok jako najlepszy w klasie w bieganiu, ale bardzo szybko nabawił się załamania nerwowego, z powodu zajęć wyrównawczych z pływania.

Wiewiórka nie miała sobie równych we wspinaniu ale zaczęły ją frustrować zajęcia z latania, gdyż nauczyciel kazał jej startować z ziemi, a nie z koron drzew, do czego była przyzwyczajona. Była ambitna i szybko się przemęczyła. W rezultacie nawet z testów wspinania i biegania dostała tróje.

Orzeł od samego początku był trudnym dzieckiem i większość czasu spędzał w oślej ławce. Na wspinaniu pokonał wszystkich w wyścigu na czubek drzewa, ale uparcie robił to po swojemu doprowadzając nauczycieli do wściekłości.

Na koniec roku najlepszym uczniem szkoły został węgorz. Pływał świetnie, przeciętny w bieganiu i wspinaniu, umiał nawet trochę poszybować, jeśli go zrzucić z wysokości. Miał jednak najlepszą średnią ze wszystkich zwierząt w szkole i to właśnie on dostał dyplom wyróżnienie.

Pieski preriowe nie zapisały się do szkoły i walczyły z systemem, bo administracja szkoły nie zgodziła się uwzględnić kopania w programie nauczania. Wysłały swoje dzieci na prywatne zajęcia do borsuka, a za jakiś czas, w spółce ze świstakami, założyły bardzo udaną szkołę prywatną.

tumblr_lteusu0d0k1r54seio1_500

Napisane przez: Paweł Rurak

Jeśli podobała Ci się bajka, zobacz też inne wpisy o podobnym charakterze:
Opowieść o szklance wody
Siedemnaście cali

Stare ale jare #2 – Trening (do porzygu) w Auburn

Trening nie musi być schematyczny – taką tezę próbował udowodnić parę lat temu trener Auburn University w Alabamie, Brett Hawke. W rezultacie powstał filmik, który wzbudził wiele kontrowersji w pływackim świecie i obok którego nikt ze środowiska nie potrafił przejść obojętnie. Auburn Puke Session – bo o tym nagraniu mowa – to zapis wideo z treningu czołowych światowych sprinterów. Wspomnę tu choćby takie nazwiska jak Cesar Cielo, Alex Puninski, Bryan Lyndquist, które zapewniły filmikowi naprawdę szeroki odbiór w sieci.

Trening na filmie jest wyjątkowo niestandardowy: główne zadanie to serie po 100 m na maksa z przerwą na wypicie całego Gatorade’a, powtarzane aż do skutku, czyli… do zrzygania się. Zanim napiszę więcej o ciekawym kontekscie nagrywania tego treningu oraz o burzliwym odbiorze zapraszam do oglądania i wyrobienia swojego zdania. „Momentów” nie ma zbyt wiele i są bardzo łagodnie przedstawione, ale osoby o dużej wrażliwości i słabym żołądku uczulam na widok wymiocin.

Czytaj dalej

Artykuł we wrześniowym „Bieganiu” i ćwiczenia techniczne

W najnowszym, wrześniowym numerze magazynu „Bieganie” dość obszerny artykuł zatytułowany „Zacząć pływanie od nowa”. W tekście parę słów o tym, jak wygląda nauka pływania oczami trenera i jak „wycisnąć” z niej dla siebie jak najwięcej. Polecam nie tylko początkującym, ale również tym, którzy swoje kilometry w wodzie już przerobili.

Do artykułu dołączony jest też bonus! Jako uzupełnienie do tekstu multimedialny przewodnik po podstawowych ćwiczeniach stosowanych w pływaniu. Są to filmiki przedstawiające ćwiczenia techniczne w ich podstawowych wersjach, bez dodatkowego sprzętu. Taki standard wykonania obowiązuje również na moich zajęciach.

Uzupełnienie do wersji papierowej można zobaczyć tutaj: http://www.magazynbieganie.pl/zaczac-plywanie-od-nowa-cwiczenia/

A tymczasem, nie przedłużając, zapraszam wszystkich do kiosków! 🙂

14088835_10208900488841807_1436134865_n

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Zdechły wieloryb (dead whale)
Krążenia ramion z rotacją

Siedemnaście cali

Poniższą historię przesłał mi ostatnio mailem jeden z trenerów pływania. Mimo że w tle przewija się baseball, a nie pływanie, opowieść ma wymiar bardzo uniwersalny i jest bardziej „o życiu”, niż o sporcie. Zachęcam do lektury.

Pierwszy tydzień roku 1996, Nashville w stanie Tennessee. Ponad 4000 trenerów baseballu zjeżdza się na 52 doroczną konferencję ABCA (American Baseball Coaches Association – Amerykański Związek Trenerów Baseballu).

Podczas gdy czekałem w kolejce do rejestracji, słuchałem rozmów innych trenerów – prawdziwych weteranów sportu, dyskutujących między innymi o liście prelegentów podczas zbliżającego się weekendu. Jedno nazwisko pojawiało się w rozmowach szczególnie często, za każdym razem budząc te same emocje: „John Scolinos przyleciał tutaj? Warte każdych pieniędzy”.

Kim do cholery jest ten John Scolinos, zastanawiałem się wtedy. Podczas konferencji (1996) Trener Scolinos miał mieć 78 lat i już od pięciu lat był na sportowej emeryturze. Swoje pierwsze trenerskie kroki stawiał w 1948 roku. Zresztą nieważne, po prostu cieszyłem się że mogę tu być.

Wszedł na scenę w akompaniamencie oklasków, ubrany z ciemne poliestrowe spodnie i jasnoniebieską koszulę. Na jego szyi wisiał dziwaczny przedmiot, który z daleka przypominał na bazę domową [home plate]. Lepsze światło rozwiało wkrótce wszelkie wątpliwości. John Scolinos wszedł na scenę z przewieszoną przez szyję, prawdziwą, pełnych rozmiarów bazą domową.

Baza domowa.

Baza domowa. By Gerald Klein (http://www.nationspark.com) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Kim do cholery jest ten dziwak?

John Scolinos przemawiał przez 25 minut i ani razu nawet nie zająknął się o rekwizycie wiszącym na jego szyi. Nie trzeba było czekać długo, żeby z sali zaczęły się podnosić szmery zniecierpliwionych trenerów. Nawet ci, którzy znali Trenera osobiście musieli nieźle zachodzić w głowę po co mu taki ekstrawagancki rekwizyt i czy na pewno o nim nie zapomniał, odkąd wszedł na scenę.

– Prawdopodobnie zastanawiacie się wszyscy czemu zawiesiłem domową bazę na swojej szyi. Niektórzy z was pewnie myślą, że uciekłem ze Stanowego Szpitala w Camarillo [szpital psychiatryczny – przyp. tłum.]? – powiedział żartobliwym głosem.

Śmiałem się razem z resztą widowni, na serio biorąc taką możliwość pod uwagę.

– Nie – kontynuował – Być może jestem stary, ale nie szalony. Jednym z powodów, dla których przed wami dzisiaj stoję, jest to, że chciałbym podzielić się moimi życiowymi doświadczeniami. Tym czego nauczyłem się o bazie domowej przez 78 lat mojego życia.

– Czy na sali są trenerzy Little Ligue? – zapytał po chwili przerwy.
Kilka rąk wystrzeliło do góry.
– Czy wiecie jaką szerokość ma baza domowa w Little League? – zapytał.
Po chwili ciszy ktoś z sali zebrał się na odwagę:
– Siedemnaście cali? – choć brzmiało to bardziej jak pytanie niż odpowiedź.
– Dokładnie – odpowiedział Scolinos – A co z Babe Ruth? Czy są jacyś trenerzy Babe Ruth na sali?
Kolejna pauza.
– Siedemnaście cali? – padł strzał od kogoś z głębi pokoju.
– Zgadza się – powiedział Scolinos – To ilu trenerów szkół średnich mamy na sali? Jaką szerokość ma baza domowa w baseballu szkół średnich?
Setki rąk wystrzeliły w powietrze, kiedy jasnym stało się jakiej John Scollinos oczekiwał odpowiedzi.
– Siedemnaście cali – powiedziało paru trenerów chórem.
– Macie rację! – krzyknął Scolinos – A wy trenerzy College’u, Minor League i Major League, jaką szerokość ma baza w waszych ligach?
– Siedemnaście cali! – wykrzykneła już razem prawie cała sala.
– SIE-DEM-NAŚ-CIE CA-LI! – potwierdził, a jego głos wypełnił całą salę.
– A co się robi z miotaczem Major League [najwyższa liga w zawodowym baseballu – przyp. tłum.], który nie potrafi rzucić piłki ponad owe siedemnaście cali?
Cisza.
– Wysyła się do Pocatello! – wykrzyknął, wzbudzając powszechny śmiech. [Pocatello to miasto znane ze znacznej ilości drużyn w mniejszych ligach – przyp. tłum.]

– Powiem Wam czego za to na pewno się nie robi: nie mówi się „Oh okey Bobby. Nie potrafisz rzucić ponad tymi siedemnastoma calami? Zrobimy ci baze szeroką na osiemnaście cali, albo dziewiętnaście. Zrobimy ci nawet taką dwudziestocalową, żebyś miał większą szansę na trafienie ponad nią piłką. Jeżeli nawet tego nie uda Ci się trafić, może powiekszymy ją bardziej. Co powiesz na dwadzieścia pięć cali?”

Cisza.

– Trenerzy! – powiedział – Co robimy, kiedy nasz najlepszy zawodnik spóźnia się na trening? Co kiedy nie przestrzega ciszy nocnej? A jak bierze narkotyki? Czy wyciągamy konsekwencje? Czy zmieniamy zasady, żeby do niego pasowały? Czy poszerzamy wtedy bazę domową?

Chichoty na sali zaczeły się gwałtownie wyciszać. Cztery tysiące trenerów na moment umilkło, rozumiejąc dokąd Trener zmierza z tym wykładem. Wtedy John Scolinos zwrocił bazę ku sobie i zaczął na niej rysować. Kiedy odwrócił ją z powrotem do widowni, naszym oczom ukazał się dom – z drzwiami, kominkiem i parą okien.

– To jest problem naszych współczesnych domów. Z naszymi małżeństwami, ze sposobem, w jaki wychowujemy dzieci i z naszą dyscypliną. Nie uczymy naszych dzieci odpowiedzialności i nie wyciągamy żadnych konsekwencji, kiedy łamią zasady. Powiekszamy naszą bazę domową!

– Jeżeli będę miał trochę szczęścia – podsumował Scolinos – wszyscy zapamiętacie dzisiaj jedną rzecz. Oto ona: jeżeli nawalimy w przestrzeganiu wyższych wartości, wartości, o których wiemy, że są ważne; jeżeli nie uda nam się sprawić, że nasi małżonkowie i dzieci będą przestrzegać tych samych standardów; jeżeli będziemy niechętni albo niezdolni wyciągnąc konsekwencji za nieprzestrzeganie owych standardów; to jedno jest pewne:

Tu John Scollinos zrobił chwilę pauzy i zaczął powoli odwracać bazę wiszącą na jego szyi, odsłaniając ciemną drugą stronę.

– Nastąpią mroczne dni.

Trener John Scollinos. Zdjęcie dzięki uprzejmości http://www.sperrybaseballlife.com/

Trener John Scollinos. Zdjęcie dzięki uprzejmości http://www.sperrybaseballlife.com/

Starałem się prześledzić źródło powyższej historii i wygląda na to, że jej autorem jest Chris Sperry i w oryginale można ją przeczytać tutaj: http://www.sperrybaseballlife.com/stay-at-17-inches/. Mam nadzieje, że podobała się Wam tak samo jak i mi. Chętnie usłyszę Waszą opinię w komentarzach. I pamiętajcie…

…zostańmy przy siedemnastu calach!

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Opowieść o szklance wody
Diana Nyad – z Kuby na Florydę

Zawody pływackie w Polsce

Tydzień temu pisałem o moich wrażeniach ze świątecznych zawodów Christmas Cracker. W ten sam weekend w Warszawie miały natomiast miejsce świetne (jak zwykle) Mistrzostwa Warszawy Masters. Trochę z nostalgią oglądałem zdjęcia z Warszawy i przypomniałem sobie, jak wiele atutów mają polskie zawody, a których na próżno szukać w Kanadzie. Gdyby był to blog Kanadyjczyka, pewnie pisałby o polskich zawodach pływackich właśnie tak:

1. Większa rola spikera

Pierwszą rzeczą, która w polskich zawodach rzuca się w oczy (a raczej uszy), jest duża rola spikera. Mimo że rzadko kiedy są to zawodowcy specjalnie szkolący się w tym fachu, to jednak nadają zawodom pływackim specyficzną oprawę. Bardzo często to oni mają największy wpływ na atmosferę na pływalni, szczególnie jeżeli mają poczucie humoru lub dużą znajomość zawodników i środowiska. Oczywiście zdarza się, że nie są specjalnie wybitni, ale i tak są w Polsce standardem, nawet na zawodach najniższego szczebla.

Dla kontrastu, w Kanadzie spiker pełni bardzo ograniczoną rolę. Tu większą uwagę zwraca się na szybkość przeprowadzenia zawodów, więc nie ma co się na przykład spodziewać zapowiedzi zawodników startujących w serii. Przez większość czasu jest po prostu cicho, a zawody toczą się własnym rytmem. Nawet komunikaty o dyskwalifikacji są bardzo zwięzłe: „dyskwalifikacja w serii x na torze y”, co dla mnie, przyzwyczajonego do dłuższej (i wyczerpującej) formułki wydaje się jakieś dziwne.

2. Sędziowie

Sędziowie na zawodach w Polsce mają klasę. Ubrani na biało, z tabliczkami przypiętymi do piersi sprawiają wrażenie instytucji, która czuwa nad przeprowadzeniem zawodów zgodnie z przepisami. Nie są bezbłędni, ale sprawiają solidne wrażenie. W Kanadzie natomiast (przynajmniej do tej pory) miewałem ambiwalentne odczucia.

Najważniejszą różnicą w tej kwestii jest to, że w Kanadzie sędziowie to prawie w 100% wolontariusze pracujący za darmo. A jak bywa z wolontariuszami każdy z nas wie. Korzyścią z takiego systemu jest na pewno ograniczenie kosztów organizacji zawodów, bez czego większość imprez pewnie nie miałaby miejsca. Z drugiej strony są to często osoby „z łapanki”, których decyzje bywają kontrowersyjne. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się widzieć dyskwalifikacje, których ostatecznie nie było. Podobno na zawodach wyższego szczebla bywa lepiej, ale jak będzie, to już czas pokaże.

Nieznaną funkcją w Kanadzie jest też pozycja sędziego rozprowadzającego. Tutaj dzieci same muszą pilnować swoich wyścigów i pojawić się na czas. Na pewno uczy to odpowiedzialności, ale według mnie wprowadza też trochę chaosu.

12316395_926084660760711_7646306710227453128_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

3. Ceremonia

Nie wiem, czy jest to tylko nasza polska rzecz, czy europejska, ale wydaje mi się, że nasze zawody pływackie są przeprowadzane z większą pieczołowitością. Polskim standardem są nagrody: medale i dyplomy, a na bogatszych zawodach nagrody za klasyfikację generalną. I tak, pewnie można narzekać (tak jak to modne ostatnio), że nagrody za słabe, że kubki brzydkie, że nie ma nagród pieniężnych, albo że pieniędzy za mało, ale muszę przyznać że polskie zawody są pod tym względem całkiem solidne.

A w Kanadzie jak do tej pory tylko na jednych zawodach (eliminacje i finały) dzieci za swoje występy dostawały medale. Zapomnijcie jednak o dekoracji. Wszystkie nagrody były… wysyłane pocztą.

4. Rozgrzewka

Rozgrzewka przed zawodami zawsze jest trudna. W tłumie ciężko przepłynąć cokolwiek konkretnego, a warunki takie jak na zdjęciu poniżej zdarzają się niezwykle rzadko. W Kanadzie próbują nad tą sytuacją jakoś zapanować i wprowadzić ład, co wcale nie sprawia, że jest jeszcze lepiej.

Najbardziej wkurzającym przepisem jest nakaz wskakiwania do wody stopami w pierwszej kolejności (czyli zakaz skoków na główkę poza wyznaczonym torem). Za nieprzestrzeganie nakazu grozi dyskwalifikacja na cały dzień zawodów. Na niecce basenu porozstawiane są nawet specjalne osoby w odblaskowych kamizelkach, które mają tego pilnować. O ile rozumiem, że próba skoku startowego w tłum ludzi to czysty idiotyzm, to nie potrafię ogarnąć umysłem potrzeby bezwzględnego stosowania tego przepisu. Sam miałem sytuację, kiedy mój zawodnik ze zwykłego przyzwyczajenia wskoczył do pustego basenu na główkę. Ledwo udało mi się go od dyskwalifikacji uratować.

Takich idiotycznych przepisów jest więcej: na przykład zakaz wejścia do wody przed godziną oficjalnego rozpoczęcia rozgrzewki, albo zakaz wejścia na tor dla niepełnosprawnych, na którym aktualnie (i przez 75% czasu rozgrzewki) nikt nie pływa. W Polsce dla odmiany przepisów dotyczących rozgrzewki nie ma prawie wcale i płynność jej przeprowadzenia jest niemal taka sama, a może ciut lepsza.

11046320_926075687428275_4318690100047491049_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

Podsumowując oba wpisy o zawodach, nie da się stwierdzić, czy Polska czy Kanada górą. Obie pływackie kultury mają w sobie jakiś magnetyzm, który sprawia, że kiedy spróbuje się raz, ma się ochotę na więcej. Za świadectwo niech posłużą dwa blogowe wpisy: Aśki i Zuzy – swego czasu moich podopiecznych triathlonistek, które po raz pierwszy posmakowały pływackich zawodów właśnie w Warszawie. Z tego co wiem, dziewczyny zakochały się w zawodach pływackich i już nie mogą się doczekać, kiedy wystartują jeszcze raz.

Jeśli podobają Ci się materiały na blogu, pomóż mi się rozwijać. Możesz na przykład podzielić się wpisem ze znajomymi – najprościej kliknąć na ikonki na dole strony. A jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się do newslettera

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Christmas Cracker 2015
Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Rusza newsletter Paul Piper’s blog!

Moim marzeniem jest zebranie pływackiej społeczności i stworzenie miejsca do merytorycznej dyskusji na temat pływania i dyscyplin pokrewnych. Bloga odwiedza bardzo wielu amatorów, zawodników i trenerów, ale w tej formie nie mamy zbyt wielu okazji do komunikacji.

Pierwszym krokiem aby to usprawnić jest newsletter jako sposób na bardziej bezpośrednią komunikację (bo przecież na maila można odpisać!).  Chciałbym, żeby oprócz miesięcznego podsumowania wpisów, w newsletterze znalazło się coś więcej. Czasem będzie to rozwinięcie wpisu, dodatkowe zdjęcia, a czasem myśl, którą chciałbym się podzielić albo poddać pod dyskusję. Coś dla stałych i bardziej zaangażowanych Czytelników.

Sam nie lubię zapchanej skrzynki odbiorczej, więc newsletter będę rozsyłał raz na miesiąc. Nie przedłużam i zapraszam do zapisywania się!