Archiwa kategorii: Pływanie długodystansowe

Lewis Pugh – pionier pływania, Patron Oceanów

Lewis Pugh, brytyjski pływak, nazywany jest Edmundem Hillarym pływania. To pierwsza i jedyna osoba na świecie, która pokonała długi dystans w każdym oceanie świata (Pacyfik, Atlantyk, Indyjski, Południowy i Północny). Wyczyn też ma również swoją nazwę – Święty Graal Pływania. Koronę Oceanów wszyscy już znają, czemu by więc nie podnieść poprzeczki jeszcze wyżej?

Niewątpliwa trudność fizyczna i psychiczna tego wyzwania nie jest jednak tym co sprawia, że Lewis Pugh jest taki wyjątkowy. Prawdziwą wartością Brytyjczyka jest jego zaangażowanie w walkę o dobro środowiska, a konkretnie walkę z ociepleniem klimatu. Większość jego wyzwań ma zwracać uwagę opinii publicznej na szybko postępujące zmiany i wzywać do natychmiastowego działania. Osobiście uważam, że trudniej o bardziej wymowny argument w dyskusji o ocieplaniu klimatu niż facet w slipkach, pokonujący kolejne metry w Oceanie Arktycznym.

Lewis Pugh skacze do wody z góry lodowej.

Lewis Pugh skacze do wody z góry lodowej. fot. Lewispugh – Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Berg_Jump_Lewis_Pugh.JPG

Czytaj dalej

Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej Open Water

Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej AAA trwały od 6 do 10 lipca. Następnego dnia pływaliśmy jeszcze w mistrzostwach prowincji na wodach otwartych. Zmęczenia po 5 dniach trudnych zawodów w zasadzie nie było widać – wygląda na to, że perspektywa „wykąpania” się w jeziorku w ciepły dzień zadziałała wystarczająco pobudzająco. 😉

Zawody odbywały się na trzech dystansach, zależnych od kategorii wiekowej (1 km, 2 km i 5 km). Organizacyjnie nie odbiegały one w zasadzie od tych polskich. Jedyną różnicą był wyczuwalny nacisk na szybkie skończenie rywalizacji – poszczególne kategorie wiekowe startowały w falach w odstępach 1,5-2 min od siebie. Dawało to trochę poczucie niepotrzebnego pośpiechu i na pewno odbierały widowiskowości i prestiżu, a były to w końcu zawody rangi mistrzowskiej. Podobnie zresztą jest w zawodach basenowych o czym pisałem nieco wcześniej tutaj: http://paulpipers.pl/blog/2015/12/w-obronie-polskich-zawodow-plywackich/. Tak czy inaczej plan został osiągnięty. Zawodnicy wystartowali o 9:45, a o 11:30 było już po dekoracjach, szybciej chyba się już nie dało.

Były też medale moich podopiecznych. W kategorii chłopców 13-14 lat złoty medal zdobył Anthony Gutierrez, a brąz Artem Kuklev.

Podium w kategorii 13-14 lat. Na pierwszym miejscu Anthony Gutierrez, na trzecim Aretm Kuklev.

Podium w kategorii 13-14 lat. Na pierwszym miejscu Anthony Gutierrez, na trzecim Artem Kuklev.

Krótka migawka z zawodów w galerii poniżej:

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej AAA
Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Diana Nyad – z Kuby na Florydę

Pierwszy raz usłyszałem o Dianie Nyad, zaraz po jej udanej próbie przepłynięcia z Kuby na Florydę we wrześniu 2013 roku. Zamiast podziwu dla morderczej próby (110,86 mil = 178,41 km) w środowisku słychać było pełno „hejtu” i wątpliwości. „Podpłynęła łódką”, „pływała za łodzią, żeby zmniejszyć opór” – to przykładowe hasła, które wtedy słyszałem na temat tej przeprawy. Niespecjalnie lubię uczestniczyć w dyskusjach pełnych oskarżeń, więc odsunąłem to na bok i o temacie praktycznie zapomniałem.

Diana Nyad zainteresowała mnie na nowo, kiedy dostałem na urodziny książkę „Diana Nyad – Find a Way”. Pomyślałem, że temat kontrowersyjnej przeprawy już ucichł na tyle, że wreszcie będę mógł wyrobić sobie o nim własne zdanie. W dodatku skoro istnieje już książka, to obraz sytuacji można uzupełnić o punkt widzenia samej bohaterki.

Diana Nyad - Find a Way

Diana Nyad – Find a Way

Czytaj dalej

Nawigacja i open water

O tym, że w wyścigach na wodach otwartych trzeba nawigować wie pewnie każdy pływak i triathlonista. Dobrodziejstwem ery GPSów w zegarkach jest łatwość porównania trasy zawodów z tą rzeczywistą. Mimo drobnych niedokładności, obraz zygzaków na mapie potrafi naprawdę otworzyć oczy. Dzięki temu wiemy jak ważna na otwartych akwenach jest nawigacja i jak wiele czasu trzeba poświęcić na doskonalenie tej umiejętności.

Dzisiaj jednak spojrzenie na problem z trochę innej perspektywy. Jeden z moich pływaków – Paweł Bieńkowski podesłał świetny filmik nagrany podczas zakończenia etapu pływackiego Half Ironman w Australii. Jak na dłoni widać, że nie wszyscy opanowali nawigację i dodają do swojego wyścigu nawet po kilkaset metrów. Nagranie jest o tyle ciekawe, że zostało złapane w niemal idealnych warunkach – bez fal i prądów morskich. Warto też zaznaczyć, że kamera bardzo spłaszcza obraz (żółte bojki znajdują się w odległości ok. 200-300 m od brzegu).

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Pływanie w triathlonie: mit numer 1
Korona oceanów

Warszawa pływa Open Water

Miniona sobota była dobrym dniem dla warszawskiego pływania. Duże zasługi w tej kwestii miały I Mistrzostwa Warszawy Open Water, w których wystartowały aż 132 osoby, bijąc tym samym polski rekord frekwencji w zawodach tego typu. Ktoś może zapyta: czy w Warszawie można w ogóle zorganizować maraton pływacki? Można i jak sie okazuje na calkiem wysokim poziomie organizacyjnym.

A wszystko to z inicjatywy Andrzeja Skorykowa (Warsaw Masters Team), który postanowił wskrzesić tradycję wyścigów na wodach otwartych rozgrywanych na Jeziorku Czerniakowskim. W latach 90. startowali tu triathlonisci. Znacznie wcześniej, bo w latach 60. i 70. odbywały się pierwsze zawody pływackie. Podobno już przed II Wojną Światową rozgrywany był tu wielki wyścig. Niestety do historii Open Water na Jeziorku strasznie trudno się dokopać, więc jeśli ktoś posiada więcej informacji to proszę o wsparcie.

Janek Urbaniak ściga się na trasie z kaczkami

Janek Urbaniak ściga się na trasie z kaczkami. [fot. Wojtek Wydmuch]

Czytaj dalej

Korona Oceanów

Korona Oceanów* to pływacki odpowiednik Korony Ziemi. Jest to siedem najważniejszych przepraw w pływaniu długodystansowym na całym świecie. Jeśli wierzyć statystykom, to do tej pory Koronę Ziemi zdobyło już 347 wspinaczy, Koronę Oceanów natomiast jedynie czterech pływaków. Pierwszy był Stephen Redmond z Irlandii, który „dołożył” ostatnią przeprawę 14 czerwca 2012 r. Pierwszą kobietą została Anna-Carin Nordin ze Szwecji.

Pomysł Korony Oceanów jako pierwszy podrzucił Steven Munatones w 2008 r.** Uważał, że pływanie długodystansowe zasługuje na „wodny” odpowiednik Korony Ziemi – prawdziwe wyzwanie dla najlepszych długodystansowców. I taka właśnie jest Korona Oceanów. Jest to siedem oceanicznych przepraw w skrajnie różniących się od siebie warunkach. Jej ukończenie wymaga od pływaka ogromnej wszechstronności – umiejętności pływania zarówno w zimnej i ciepłej wodzie, zdolności do radzenia sobie z wysokimi falami, pływami morskimi, niekorzystną pogodą i morskimi zwierzętami. Ale sama wytrwałość i chęci niestety nie wystarczą. Podobnie jak w przypadku Korony Ziemi, samo podjęcie próby ukończenia Korony Oceanów wymaga od pływaków wiele planowania oraz dużego nakładu środków finansowych. Mimo to śmiałków raczej nie zabraknie.

Czytaj dalej

Alex Meyer: trening długodystansowca na lądzie

Widzieliście kiedyś pływaka specjalizującego się w Open Water, który dobrze radzi sobie z ćwiczeniami na lądzie? Chociaż jest to prawdziwa rzadkość, udało mi się takiego poznać w tym roku na BCT Maratonie w Gdyni. Alex Meyer od razu zwrócił moją uwagę całkiem sensowną i nieprzypadkową rozgrzewką przed startem, potem wygrał zawody z dużą przewagą i jak się wydawało bez wielkiego trudu.

Okazuje się, że nie jest to wyłączny efekt pracy w wodzie. Jak zobaczycie na filmie poniżej Alex całkiem przyzwoicie radzi sobie na lądzie i choć nie są to ćwiczenia na dużym obciążeniu, to jakość ich wykonania stoi na naprawdę wysokim poziomie. Rzadko kiedy można zobaczyć pływaków ćwiczących z taką precyzją. Taką pracę na lądzie bardzo lubię oglądać, dlatego tym bardziej zachęcam do oglądania.

PS Prywatnie Alex Meyer to bardzo sympatyczny i skromny gość, więc odsyłam na jego stronę: http://www.alexmeyerswimming.com/ – warto zapoznać się z jego sylwetką.

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz również:
Przepłynąć Kanał La Manche
Trening lądowy w plywaniu

Przepłynąć kanał La Manche

Kanał La Manche w pływaniu długodystansowym jest jak Everest w himalaizmie. Pobudza wyobraźnię. Od kiedy tylko pierwsza osoba udowodniła, że jest to realne i że można dopłynąć na drugi brzeg w jednym ciągu, rzesza śmiałków-marzycieli systematycznie się powiększa. Bez wątpienia jest to najbardziej rozpoznawalna przeprawa openwater i swoista wizytówka pływania długodystansowego.

Kanał w prostej linii z Dover do Calais ma 33,1 km (20,6 mili), a temperatura wody waha się w granicach 5°C a 15°C (w porywach zdarza się nawet 18°C). W przeprawie, oprócz zimnej wody, nie pomagają też silne prądy morskie i intensywny ruch w Kanale (żeby wyobrazić sobie skalę tłoku, polecam zobaczyć mapę satelitarną). Mimo, że wszystkie te przeciwności zdecydowanie nie ułatwiają pływakom zadania, to na dzień dzisiejszy już setki osób przepłynęły kanał La Manche – niektórzy nawet po kilka(naście) razy. Rekordzistką jest Brytyjka Alison Streeter, która na swoim koncie ma 43 takie przeprawy (z czego raz trzykrotnie w jednym ciągu) i zasłużyła sobie na miano Królowej kanału La Manche. Królem jest też Brytyjczyk Kevin Murphy, który Kanał przepłynął tylko 34 razy (!) z czego trzy razy w dwie strony.

Ktoś zapyta: po co? dlaczego? Odpowiedź zwykle jest bardzo prosta: dlatego, że jest.

Przepłynąć kanał La Manche

La Manche jak Everest.

Czytaj dalej

BCT Gdynia Marathon 2013 z trochę innej perspektywy…

…a mianowicie z perspektywy feedera. Kim jest feeder na takim maratonie? Inaczej assistant, supporter, coach, to osoba, która wspiera zawodnika z łodzi, podczas wyścigu. Taka też była moja rola w tegorocznym BCT Gdynia Marathon. Jak się potem okazało, do opieki dostałem nie byle jaką zawodniczkę, bo Christine Jennings – utytułowaną amerykankę, 6. kobietę w rankingu światowym FINA, ubiegłoroczną i tegoroczną (!) zwyciężczynię wyścigu. Jak wygląda współpraca zawodnikiem takiej klasy i jakie są moje wrażenia z nowej roli, postaram się po kolei opowiedzieć poniżej.

BCT Gdynia Marathon 2013 - jeszcze przed startem...

BCT Gdynia Marathon 2013 – jeszcze przed startem…

Praca feedera opiera się przede wszystkim na dobrej organizacji, współpracy z pływakiem i przygotowaniu takich warunków, żeby zawodnik, czy zawodniczka mogli myśleć wyłącznie o tym, jak wygrać wyścig. W związku z tym dużą część pracy wykonuje się odpowiednio wcześniej. Ważne jest skompletowanie odpowiedniego sprzętu, przede wszystkim: kija do karmienia, tablicy do pisania komunikatów, zestawu do pisania (markerów i szmatki) oraz napoi, żeli energetycznych i jedzenia. Warto wspomnieć, że wszyscy dobrze wiedzą, że na ostatnią chwilę ciężko czasem dostać potrzebne rzeczy, mimo to wieczorem – dzień przed startem, hotel był pełen szwendających się ludzi, poszukujących zapomnianych rzeczy do swojego ekwipunku. 🙂

Kij do karmienia, to długa, zwykle teleskopowa tyczka, najczęściej zakończona miejscem na dwa kubeczki. Kij, jak sama nazwa wskazuje, służy do karmienia zawodnika podczas wyścigu i jest wymagany ze względu na przepisy FINA. Po pierwsze, nie można podawać jedzenia albo picia bezpośrednio z ręki, żeby sędziowie mieli pewność, że zawodnik nie jest podciągany przez załogę z łodzi. Po drugie, kij stanowi pewien bufor bezpieczeństwa, który pozwala nakarmić pływaka z bezpiecznej odległości, tak żeby nie dotknął łodzi (co może spowodować jego dyskwalifikację). Kije do karmienia są  „produkowane” samodzielnie przez zawodnika, lub jego ekipę, więc każdy z nich jest inny, unikalny. Niektóre z nich wyglądają bardzo profesjonalnie, inne przypominają totalną prowizorkę, na przykład dwa koszyczki od bidonu rowerowego, sklejone taśmą izolacyjną. Cóż, najważniejsze, że działa.

BCT Gdynia Marathon 2013 - kije do karmienia

Ważną sprawą jest też komunikacja z zawodnikiem. Na morzu generalnie słabo słychać, więc przydatnym patentem są przenośne tablice, na których zapisuje się proste komunikaty. Dzień przed startem usiedliśmy razem z Christine i umówiliśmy się na podstawowe „kody”, których miałem używać, żeby ogłosić porę karmienia, podawać międzyczasy, dystans do końca, oraz odległość od rywali/rywalek. Kody działały świetnie, ale na morzu okazało się, że mamy pierwszą „wtopę” – marker z tablicy zmywał się bardzo źle i nie dało się szybko pisać nowych komunikatów na tej samej tablicy. Na szczęście mieliśmy zapasowe kartki na łodzi i udało się wybrnąć z problemu obronną ręką.

Jak wyglądał sam maraton? Rano, po śniadaniu wypłynęliśmy promem z portu w Gdyni na Hel. W czasie rejsu zawodnicy zostali przebadani przez lekarzy, dostali numery startowe i chipy do pomiaru czasu. Pomimo, że do startu zostawała nieco ponad godzina, a na promie okropnie bujało, humory dopisywały, co doskonale widać na zdjęciu.

BCT Gdynia Marathon 2013 - podróż promem

Na brzegu ostatnie przygotowania: rozgrzewka, zakładanie strojów, smarowanie. O ile stroje wszyscy zawodnicy mieli prawie identyczne (muszą spełniać regulacje FINA), to przy smarowaniu znowu było widać indywidualne preferencje, żeby nie powiedzieć: rytuały. Patentów było tyle samo co zawodników. Najczęściej stosowane były różne kombinacje tłustych kremów: wazeliny, lanoliny i kremów do opalania. W mojej świadomości przemknęła też cicho parafina oraz inne mazie, o których istnieniu do tej pory nie słyszałem. Najbardziej wyluzowani byli jednak Rosjanie, którzy smarowali się bardzo lekko, pewnie tylko dla tradycji i chyba nie uważali 18 stopni w morzu, za wielkie wyzwanie pod względem termicznym.

BCT Gdynia Marathon 2013 - smarowanie

Smarowanie. Po lewej niewzruszeni zimną wodą Rosjanie.

Sam start maratonu miał małą obsuwę, głównie dlatego, że czekaliśmy aż fale nieco ucichną (a i tak nieźle kołysało!). O 10:40 zawodniczy ruszyli do wyścigu i zaczął się najtrudniejszy moment dla nas feederów. Problem wynikał z faktu, że na początku zawodnicy płyną w jednej grupie i podąża za nimi cała chmara łodzi, w której każdy być najbliżej swojego pływaka. Dodajmy do tego spore fale oraz problemy ze sterowaniem łodzią i przepis na awantury mamy gwarantowany. Pierwsze karmienia to ciągła walka o znalezienie dogodnej pozycji tak, żeby nikogo nie staranować, co najboleśniej odczuła by sama zawodniczka – dyskwalifikacją. Dość szybko jednak stawka się rozciągnęła i można było trochę odetchnąć. Tylko trochę.

BCT Gdynia Marathon 2013 - wyścig

BCT Gdynia Marathon 2013 – wyścig.

Christina jest mocna na tych zawodach. Długo płynie z najmocniejszymi chłopakami i zostawia w tyle resztę rywalek. Zupełnie nie wygląda na zmęczoną i czasami nawet rzuci z wody jakiś żart. W pewnym momencie wydaje się, że można już całkowicie się rozluźnić i łatwo dowieźć zwycięstwo do końca. Przed 15 kilometrem mocno z tyłu napiera jednak Rosjanka Aleksandra Sokolova, która w krytycznym momencie zbliża się do Christine na prawie 100 m. Relaks się skończył, a łódź wibruje od krzyków i kibicowania całej załogi naszej łodzi. „Don’t let her catch my legs”, mówi Christine i ostro podkręca tempo.

Mimo szybkiego tempa, Rosjanka cały czas utrzymuje odległość i cały czas jest groźna. Rywalizacja jest na tyle zacięta, że doganiamy chłopaków, których przez większość wyścigu nawet nie widzieliśmy. Na ostatnich 500 metrach sprawa jest już przesądzona –  Christine będzie pierwsza w klasyfikacji kobiet. Co więcej, jeśli dobrze powalczy, ma szansę ścigać się z chłopakami o 3 miejsce w klasyfikacji generalnej. „Go, go, go!”, nic więcej oprócz krzyków już nie słychać.

Na koniec dzieje się rzecz niesamowita. Chłopaki zgubili trochę kierunek i nadkładają sporo drogi. My płyniemy w miarę prosto i to Christine wpływa pierwsza w ostatni korytarz z bojek. Ostatnie metry nic już nie zmieniają w kolejności i to właśnie ona kończy maraton jako trzecia w klasyfikacji generalnej. Czapki z głów.

BCT Gdynia Marathon 2013 - Christine pierwsza wśród kobiet

BCT Gdynia Marathon 2013 – Christine wychodzi z wody pierwsza wśród kobiet.

Przyznam szczerze, że pierwotnie miałem zamiar robić dużo zdjęć podczas wyścigu. Na początku i w końcówce wyścigu było jednak tyle roboty, że po prostu nie było na to czasu. Częste karmienia, pilnowanie tempa, rywali i przede wszystkim kierunku zajmują tyle uwagi, że nie ma nawet kiedy wyjąć aparatu i zrobić kilku fotek. Pierwszy raz w roli feedera był stresujący, to muszę przyznać. Mimo to nie ma chyba nic tak fajnego, jak zobaczyć wspieraną zawodniczkę, wygrywającą zawody z taką klasą jak Christine.

Napisane przez: Paweł Rurak