Archiwa kategorii: Kanada

Mistrzostwa Kanady Juniorów 2016

Rok minął jak z bicza strzelił. Wspomnienia z pierwszych kroków w Kanadzie jeszcze świeże, a już trzeba wracać. Na zwieńczenie sezonu zostały jednak najważniejsze zawody – Mistrzostwa Kanady Juniorów w Calgary. Po udanych Mistrzostwach Kolumbii Brytyjskiej apetyt na medale mieliśmy całkiem duży, ale wiedzieliśmy też że łatwo nie będzie. W końcu do Calgary miało przyjechać niemal 900 zawodników z całego kraju, mimo dość wyśrubowanych minimów na zawody.

Już na samym wstępie napotykamy pierwszą przeszkodę: Calgary znajduje się na 1200 m. n. p. m. i na basenie zaczyna naszych zawodników lekko dusić. Nie jest to jakaś potężna wysokość, ale dość zasadnicza w porównaniu do Victorii, która leży dosłownie na poziomie morza. Problem jest przede wszystkim natury mentalnej, a plotka o utrudnionym oddychaniu wymyka nam się trochę spod kontroli. Można to zobaczyć na wynikach z pierwszego dnia, gdzie widać, że większość dzieci pływa sporo poniżej oczekiwań. Mamy też na szczęście takich, którzy bimbają sobie na wysokość i bez zbędnej reflekcji zdobywają pierwsze medale. Dobry przykład sprawia, ze powoli wraca pewność siebie i kolejne dni są już znacznie lepsze.

Michael Schmidt zdobywa pierwszy medal (złoty) dla naszej grupy.

Michael Schmidt zdobywa pierwszy medal (złoty) dla naszej grupy.

Czytaj dalej

Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej Open Water

Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej AAA trwały od 6 do 10 lipca. Następnego dnia pływaliśmy jeszcze w mistrzostwach prowincji na wodach otwartych. Zmęczenia po 5 dniach trudnych zawodów w zasadzie nie było widać – wygląda na to, że perspektywa „wykąpania” się w jeziorku w ciepły dzień zadziałała wystarczająco pobudzająco. 😉

Zawody odbywały się na trzech dystansach, zależnych od kategorii wiekowej (1 km, 2 km i 5 km). Organizacyjnie nie odbiegały one w zasadzie od tych polskich. Jedyną różnicą był wyczuwalny nacisk na szybkie skończenie rywalizacji – poszczególne kategorie wiekowe startowały w falach w odstępach 1,5-2 min od siebie. Dawało to trochę poczucie niepotrzebnego pośpiechu i na pewno odbierały widowiskowości i prestiżu, a były to w końcu zawody rangi mistrzowskiej. Podobnie zresztą jest w zawodach basenowych o czym pisałem nieco wcześniej tutaj: http://paulpipers.pl/blog/2015/12/w-obronie-polskich-zawodow-plywackich/. Tak czy inaczej plan został osiągnięty. Zawodnicy wystartowali o 9:45, a o 11:30 było już po dekoracjach, szybciej chyba się już nie dało.

Były też medale moich podopiecznych. W kategorii chłopców 13-14 lat złoty medal zdobył Anthony Gutierrez, a brąz Artem Kuklev.

Podium w kategorii 13-14 lat. Na pierwszym miejscu Anthony Gutierrez, na trzecim Aretm Kuklev.

Podium w kategorii 13-14 lat. Na pierwszym miejscu Anthony Gutierrez, na trzecim Artem Kuklev.

Krótka migawka z zawodów w galerii poniżej:

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej AAA
Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Mistrzostwa Kolumbii Brytyjskiej AAA

Muszę przyznać, że Kanadyjczycy mają talent do organizowania zawodów, w których rywalizacja drużynowa budzi niesamowite emocje. Pewnie, wyścigi indywidualne dalej pozostają najważniejsze, w końcu pływanie to głównie sport indywidualny. Gdzieś na drugim planie jednak odbywa się pojedynek drużyn, w którym każdy punkt ma ogromne znaczenie, a każda wygrana sztafeta, lub (niestety) dyskwalifikacja może zmienić finalną klasyfikację.

Tak było na właśnie skończonych Mistrzostwach Kolumbii Brytyskiej w Victorii. I choć najważniejsze zawody tego sezonu jeszcze przed nami (Mistrzostwa Kanady Juniorów), to wszyscy zaabsorbowani byli osiągnięciem wspólnego celu jako drużyna – był to wyścig o piąty z rzędu tytuł najlepszego klubu prowincji. Taka sztuka nie udała się jeszcze żadnemu klubowi Kolumbii Brytyjskiej.

Mistrzowie prowincji po raz piąty z rzędu! (fot. Santiago Gutierrez)

Mistrzowie prowincji po raz piąty z rzędu! (fot. Santiago Gutierrez)

Czytaj dalej

Pływacy grają w bingo

Na ostatnich zawodach zagraliśmy w grę. Pływackie bingo to jeden z pomysłów na to, jak urozmaicić młodzieży rutynę (długich) zawodów, a przy okazji trochę zachęcić do myślenia o swoich startach i wyznaczania bardzo specyficznych celów. Praca z nastolatkami różni się trochę od pracy z dorosłymi. Rutynowe działania, mimo że często są nieodłącznym składnikiem rzeczywistości zawodnika, bardzo szybko się nudzą. Znudzone dzieci bywają natomiast bardzo słabo skoncentrowane, stąd pomysł małej grywalizacji w wyznaczaniu celów.

Sam pomysł bingo wziął się z jednego z cotygodniowych spotkań trenerów w klubie, gdzie dyskutujemy nad różnymi merytorycznymi aspektami treningu – tym razem rozmawialiśmy o wyznaczaniu celów na zbliżające się zawody. Zasady bingo bardzo podobne do tego tradycyjnego – za wykreślenie kolumn, wierszy lub przekątnych dostaje się nagrodę (cukierki). Pola można wykreślać po wypełnieniu podanych celów podczas własnych startów. Jeden start może posłużyć do wykreślenia większej liczby pól, niż tylko jedno. W przypadku celów, które powtarzają się na planszy więcej niż jeden raz, jeden start uprawnia do wykreślenia jendego pola danego typu. Planszę, której używaliśmy wrzucam poniżej:

Plansza do pływackiego bingo.

Plansza do pływackiego bingo. VIR to nazwa zawodów, w których startowaliśmy w ubiegły weekend. Skrót oznacza Vancouver Island Regionals, czyli mistrzostwa wyspy Vancouver Island – w Polsce byłby to odpowiednik mistrzostw wojewódzwa (biorąc pod uwagę poziom zawodów, niekoniecznie podział administracyjny).

Czytaj dalej

Zawody pływackie w Polsce

Tydzień temu pisałem o moich wrażeniach ze świątecznych zawodów Christmas Cracker. W ten sam weekend w Warszawie miały natomiast miejsce świetne (jak zwykle) Mistrzostwa Warszawy Masters. Trochę z nostalgią oglądałem zdjęcia z Warszawy i przypomniałem sobie, jak wiele atutów mają polskie zawody, a których na próżno szukać w Kanadzie. Gdyby był to blog Kanadyjczyka, pewnie pisałby o polskich zawodach pływackich właśnie tak:

1. Większa rola spikera

Pierwszą rzeczą, która w polskich zawodach rzuca się w oczy (a raczej uszy), jest duża rola spikera. Mimo że rzadko kiedy są to zawodowcy specjalnie szkolący się w tym fachu, to jednak nadają zawodom pływackim specyficzną oprawę. Bardzo często to oni mają największy wpływ na atmosferę na pływalni, szczególnie jeżeli mają poczucie humoru lub dużą znajomość zawodników i środowiska. Oczywiście zdarza się, że nie są specjalnie wybitni, ale i tak są w Polsce standardem, nawet na zawodach najniższego szczebla.

Dla kontrastu, w Kanadzie spiker pełni bardzo ograniczoną rolę. Tu większą uwagę zwraca się na szybkość przeprowadzenia zawodów, więc nie ma co się na przykład spodziewać zapowiedzi zawodników startujących w serii. Przez większość czasu jest po prostu cicho, a zawody toczą się własnym rytmem. Nawet komunikaty o dyskwalifikacji są bardzo zwięzłe: „dyskwalifikacja w serii x na torze y”, co dla mnie, przyzwyczajonego do dłuższej (i wyczerpującej) formułki wydaje się jakieś dziwne.

2. Sędziowie

Sędziowie na zawodach w Polsce mają klasę. Ubrani na biało, z tabliczkami przypiętymi do piersi sprawiają wrażenie instytucji, która czuwa nad przeprowadzeniem zawodów zgodnie z przepisami. Nie są bezbłędni, ale sprawiają solidne wrażenie. W Kanadzie natomiast (przynajmniej do tej pory) miewałem ambiwalentne odczucia.

Najważniejszą różnicą w tej kwestii jest to, że w Kanadzie sędziowie to prawie w 100% wolontariusze pracujący za darmo. A jak bywa z wolontariuszami każdy z nas wie. Korzyścią z takiego systemu jest na pewno ograniczenie kosztów organizacji zawodów, bez czego większość imprez pewnie nie miałaby miejsca. Z drugiej strony są to często osoby „z łapanki”, których decyzje bywają kontrowersyjne. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się widzieć dyskwalifikacje, których ostatecznie nie było. Podobno na zawodach wyższego szczebla bywa lepiej, ale jak będzie, to już czas pokaże.

Nieznaną funkcją w Kanadzie jest też pozycja sędziego rozprowadzającego. Tutaj dzieci same muszą pilnować swoich wyścigów i pojawić się na czas. Na pewno uczy to odpowiedzialności, ale według mnie wprowadza też trochę chaosu.

12316395_926084660760711_7646306710227453128_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

3. Ceremonia

Nie wiem, czy jest to tylko nasza polska rzecz, czy europejska, ale wydaje mi się, że nasze zawody pływackie są przeprowadzane z większą pieczołowitością. Polskim standardem są nagrody: medale i dyplomy, a na bogatszych zawodach nagrody za klasyfikację generalną. I tak, pewnie można narzekać (tak jak to modne ostatnio), że nagrody za słabe, że kubki brzydkie, że nie ma nagród pieniężnych, albo że pieniędzy za mało, ale muszę przyznać że polskie zawody są pod tym względem całkiem solidne.

A w Kanadzie jak do tej pory tylko na jednych zawodach (eliminacje i finały) dzieci za swoje występy dostawały medale. Zapomnijcie jednak o dekoracji. Wszystkie nagrody były… wysyłane pocztą.

4. Rozgrzewka

Rozgrzewka przed zawodami zawsze jest trudna. W tłumie ciężko przepłynąć cokolwiek konkretnego, a warunki takie jak na zdjęciu poniżej zdarzają się niezwykle rzadko. W Kanadzie próbują nad tą sytuacją jakoś zapanować i wprowadzić ład, co wcale nie sprawia, że jest jeszcze lepiej.

Najbardziej wkurzającym przepisem jest nakaz wskakiwania do wody stopami w pierwszej kolejności (czyli zakaz skoków na główkę poza wyznaczonym torem). Za nieprzestrzeganie nakazu grozi dyskwalifikacja na cały dzień zawodów. Na niecce basenu porozstawiane są nawet specjalne osoby w odblaskowych kamizelkach, które mają tego pilnować. O ile rozumiem, że próba skoku startowego w tłum ludzi to czysty idiotyzm, to nie potrafię ogarnąć umysłem potrzeby bezwzględnego stosowania tego przepisu. Sam miałem sytuację, kiedy mój zawodnik ze zwykłego przyzwyczajenia wskoczył do pustego basenu na główkę. Ledwo udało mi się go od dyskwalifikacji uratować.

Takich idiotycznych przepisów jest więcej: na przykład zakaz wejścia do wody przed godziną oficjalnego rozpoczęcia rozgrzewki, albo zakaz wejścia na tor dla niepełnosprawnych, na którym aktualnie (i przez 75% czasu rozgrzewki) nikt nie pływa. W Polsce dla odmiany przepisów dotyczących rozgrzewki nie ma prawie wcale i płynność jej przeprowadzenia jest niemal taka sama, a może ciut lepsza.

11046320_926075687428275_4318690100047491049_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

Podsumowując oba wpisy o zawodach, nie da się stwierdzić, czy Polska czy Kanada górą. Obie pływackie kultury mają w sobie jakiś magnetyzm, który sprawia, że kiedy spróbuje się raz, ma się ochotę na więcej. Za świadectwo niech posłużą dwa blogowe wpisy: Aśki i Zuzy – swego czasu moich podopiecznych triathlonistek, które po raz pierwszy posmakowały pływackich zawodów właśnie w Warszawie. Z tego co wiem, dziewczyny zakochały się w zawodach pływackich i już nie mogą się doczekać, kiedy wystartują jeszcze raz.

Jeśli podobają Ci się materiały na blogu, pomóż mi się rozwijać. Możesz na przykład podzielić się wpisem ze znajomymi – najprościej kliknąć na ikonki na dole strony. A jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się do newslettera

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Christmas Cracker 2015
Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Zawody Christmas Cracker 2015

Christmas Cracker to najbardziej znane zawody organizowane przez mój klub – Pacific Coast Swimming. Są na tyle popularne, że podróżując w wakacje po Kolumbii Brytyjskiej spotkałem na plaży osobę, która nie tylko o tych zawodach słyszała, ale powiedziała, że to najlepsze zawody w roku. Spodziewając się wysokiej frekwencji, organizatorzy początkowo ustalili limit uczestników na 650 pływaków.  Ostatecznie na zawodach startowało 820, a następne 170 czekało w kolejce. W jednej tylko konkurencji – 200 dowolnym wystawionych było 501 osób!

Jak oni to robią? Przede wszystkim muszą mieć basen, który udźwignie organizację takich zawodów: Saanich Commonwealth Place:

Christmas Cracker i Saanich Commonwealth Place przystrojone w świąteczne barwy.

Christmas Cracker i Saanich Commonwealth Place przystrojone w świąteczne barwy.

Czytaj dalej

Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Pierwsze zawody za granicą już za mną. Nie będę się zbyt szczegółowo rozwodził nad wynikami, powiem tylko, że jak na otwarcie sezonu poszło świetnie – dużo życiówek (niektóre nawet po kilkanaście sekund ), wypełnione cele treningowe, ale też sporo informacji na temat niedociągnięć. Mamy nad czym pracować. Zamiast obszernej relacji, chciałem jednak napisać kilka słów o tym, czym różnią się zawody w Kanadzie od zawodów w Polsce. Nie jest to oczywiście jakaś wielka rewolucja, wszystko odbywa się według tego samego schematu. Mimo jest parę szczegółów, które wpływają na odbiór zawodów i sprawiają, że długie godziny na basenie stają się odrobinę krótsze.

1. Serie mieszane dziewczyny-chłopcy

Rozwiązanie podobno stosowane dopiero od 2-3 lat, ale bardzo skracające zawody – szczególnie jeżeli nie są to wyścigi jakiejś wielkiej rangi. Dziewczyny ścigają się z chłopakami w tych samych seriach, nie ma niepotrzebnych pustek, a końcowe wyniki i tak klasyfikowane są wg płci. W dodatku serie wydają się być bardziej wyrównane.

2. „Team cheer” i barwy klubowe

Temat przynależności klubowej jest tutaj traktowany naprawdę serio. Nawet tutaj, na zawodach, w których uczestniczyły dzieciaki w wieku od 8 lat wzwyż, ciężko zauważyć zawodnika bez pełnego ubioru klubowego (koszulka, dresy, plecak, gadżety). Szczególnie podobały mi się metody integracji młodych adeptów z grupą starszych zawodników. Rozgrzewka na lądzie zwykle odbywa się w jednej grupie (my przywieźliśmy 94 dzieci), a same ćwiczenia prowadzą najstarsi pływacy. Fajnym zwyczajem jest też team cheer, czyli okrzyk klubowy, który przed rozpoczęciem zawodów, przybiera formę publicznego pojedynku między grupami. Oczywiście każdy klub ma po kilka wersji okrzyków, a słowa znają nawet 8-latkowie.

3. Bufet dla trenerów

Najsmaczniejsza część zawodów. Co jakiś czas, pomiędzy seriami przejeżdża wózek z kanapkami, herbatą/kawą, owocami, słodkimi bułeczkami i Bóg jeden wie jakimi przekąskami. Poczęstunek tylko dla trenerów, co sprawia, że praca staje się dużo przyjemniejsza (głodny z pewnością nikt nie wyjdzie). Ciekawe jest też to, że całą obsługę zawodów zapewniają wolontariusze, łącznie z sędziami i pomiarem czasu. Kanadyjczycy nie mają zwyczaju płacić za tego typu usługi, dzięki temu mogą zapewnić bogatszą oprawę samych zawodów.

Niestety nie miałem czasu zrobić zbyt wielu zdjęć, które nadawałyby się na bloga. W ramach pocieszenia zdjęcie pływackiej bluzy, która naprawdę mnie urzekła.

1-1-IMG_2596

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Nowe barwy klubowe
Przed pierwszymi zawodami z PCS

Przywilej młodości. Kilka centymetrów wzrostu więcej przez wakacje daje bardzo dużo. ;)
Zaraz po tym kiedy wspomniałem swoim kolegom, że na prawdę lubię ten zwyczaj, zostałem poinformowany, że jedzenie w Nanaimo to nic specjalnego. W grudniu PCS organizuje zawody Christmas Cracker, na których jedzenie to rzekomo prawdziwy róg obfitości. Już nie mogę się doczekać. :)

Przed pierwszymi zawodami z PCS

NRST Fall Invitational organizowane w najbliższy weekend przez pobliski klub Nanaimo Riptides to pierwsze zawody w tym sezonie, na które jadę ze swoimi podopiecznymi. Limit uczestników ustawiony na 250, już kilka razy był przesuwany – coś czuję, że czeka nas niezłe ściganie.

Mimo, że stawka zawodów nie jest jakaś wygórowana, to nie chcemy zmarnować zawodów – mamy do sprawdzenia kilka rzeczy, nad którymi pracowaliśmy w ostatnich tygodniach:

  • 200 zmiennym i strategia pływania tego dystansu;
  • test szybkości nawrotu na 50 dowolnym (mierzony 5 m przed ścianą i 10 metrów po odbiciu);
  • rozkład tempa na 400 dowolnym – praca nad „negative split”;

Cała grupa płynie konkurencje wymienione powyżej + 3 własne do wyboru. Nie chcemy się specjalizować, w końcu to dopiero 12-14 latki. Na specjalizację jeszcze przyjdzie czas.

Tak czy inaczej to pierwsze moje zawody w nowych barwach i powoli czuć zbliżające się emocję. Na relację zapraszam po weekendzie, a tymczasem…

…trzymajcie kciuki!

Coś mi mówi, że "Pioruny" zrobią w Nanaimo niezłą burzę. ;) [fot. David Lewis, https://flic.kr/p/6RALUT, CC BY-NC-ND 2.0]

Coś mi mówi, że „Pioruny” zrobią w Nanaimo niezłą burzę. 😉 [fot. David Lewis, https://flic.kr/p/6RALUT, CC BY-NC-ND 2.0]

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Nowe barwy klubowe
Kalendarz zawodów metodą 1-3-2

Kalendarz zawodów w pływaniu metodą 1-3-2

Kiedy sam jeszcze byłem zawodnikiem nie poświęcałem zbyt wiele czasu rozmyślaniom nad kalendarzem zawodów. Każdy z nas wiedział, że Mistrzostwa Polski są dwa razy w roku, po drodze jest parę Grand Prix, a jak sezon na prawdę dobrze pójdzie, to jest szansa na jakieś zawody międzynarodowe. O wyborze zawodów mocno decydowały też finanse i odległość od miejsca zamieszkania. I to w zasadzie tyle. Nigdy nie musiałem zbyt wiele się tym przejmować i nie uświadamiałem sobie, ile pracy trzeba włożyć, żeby ułożyć dobry kalendarz zawodów na cały sezon.

Od kiedy jestem w Victorii, coraz bardziej uświadamiam sobie, że diabeł tkwi w szczegółach. Prosty kalendarz zawodów – coś co dla mnie zawsze „po prostu było”, tutaj traktowany jest serio i dobierany do potrzeb zawodników. Jak wszędzie na świecie są tu pływacy mocni i nieco wolniejsi, starsi i młodsi, pewni siebie i nieśmiali, a na dodatek dochodzą standardy czasowe, bez których nie można startować w niektórych konkurencjach. Traktowanie ich wszystkich po równo byłoby więc mało logiczne z punktu widzenia programowania treningu.

Popularną metodą stosowaną tutaj w Pacific Coast Swimming jest 1-3-2. Oznacza ona, że każdy zawodnik powinien startować: 1 raz w zawodach trudnych, 3 razy w zawodach na własnym poziomie i 2 razy w zawodach łatwych.

Zawody trudne to takie, w których pływak musi wystartować na prawdę wybitnie, żeby chociaż dostać się do finału. Polskim odpowiednikiem jest na przykład udział zdolniejszych juniorów w MP Seniorów. Wiele razy widzieliśmy już przecież młodych aspirujących, którym udzieliła się atmosfera seniorskiej imprezy i popłynęli tam zadziwiająco dobrze.

Zawody na własnym poziomie to takie, w których pływak jest w stanie być co najmniej finalistą.  Są to zazwyczaj imprezy docelowe na koniec sezonu, z optymalnymi warunkami do bicia życiówek.

Zawody łatwe  to takie w których zdobycie medalu przez zawodnika nikogo specjalnie nie dziwi. Są to zawody służące głównie do zdobywania pewności siebie i uczenia dużej ilości ścigania, również w mniej komfortowych konkurencjach.

Oczywiście 1-3-2 jest to wyłącznie sugestia dotycząca proporcji – w kalendarzu każdego z pływaków znajduje się ok. 12 imprez, więc staramy się znaleźć po 2-6-4 zawody w ciągu sezonu.

Jeszcze jedną kwestią jest finansowanie. Pamiętam, że ze względu na pieniądze nie zawsze udawało się nam wyjeżdżać na niektóre zawody w Polsce. W Kanadzie koszty wyjazdów wydają się być jeszcze bardziej zaporowe – wylot na zawody poza prowincję to przyjemność wahająca się w granicach 2000 kanadyjskich dolarów za jednego zawodnika (nie ma tutaj tanich linii lotniczych). W związku z tym na kalendarz zawodów patrzy się również z punktu widzenia pieniędzy. Zawsze staramy się mieć pewność, że zawodnik będzie mógł zapłacić za wyjazd na swoje najważniejsze zawody w sezonie, a cała reszta imprez dobierana jest również z myślą o finansach.

Kalendarz zawodów w pływaniu to nie taki błahy szczegół w przygotowaniu zawodnika.

Kalendarz zawodów w pływaniu to nie taki błahy szczegół w przygotowaniu zawodnika. [fot. https://flic.kr/p/cuxKUq, US NAVy, CC by 2.0]

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Nowe barwy klubowe
Projekt Kanada

Wyobraźcie sobie jak ciężkie życie mają zawodnicy z Whitehorse w prowincji Yukon. Są jedynym klubem w tej położonej prawie na końcu świata prowincji, a na KAŻDE zawody muszą lecieć co najmniej 2000 kilometrów. Nie organizują nawet swoich Mistrzostw Prowincji – bo dla kogo? ;)
Tu akurat zawodnicy z Victorii mają sporo szczęścia. Większość klubów w British Columbii znajduje się albo na wyspie albo na wybrzeżu. Tu odbywają się też prawie wszystkie imprezy. W związku z tym koszty dojazdu nie są jakieś przerażające.