Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

Krążenia ramion z rotacją tułowia

Krążenia ramion z rotacją tułowia to tylko trochę bardziej złożona wersja zwykłych krążeń – ćwiczenia znajdującego się na podstawowej rozgrzewkowej checkliście każdego pływaka. Dodanie skrętów tułowia jest próbą dodania odrobiny  intensywności: poprzez zwiększenie zaangażowania układu nerwowego i użycie znacznie większej ilości grup mięśniowych.

W tym sezonie jest to moje ulubione ćwiczenie rozgrzewkowe i dość dużo czasu na lądzie poświęcamy na „wyczyszczenie” techniki u moich zawodników. Dwa warianty ćwiczenia prezentuję na filmiku poniżej:

Bezpośrednią inspiracją są krążenia ramion typowe dla wchodnich sztuk walki Wushu. Są jednak pewne różnice – w przedstawionej wersji nie schodzimy nisko na nogach (omijamy wątek mobilności bioder) oraz staramy się trzymać stopy przyklejone do ziemi, co zwiększa nacisk na rotację tułowia. Ściana (oprócz wrażeń estetycznych 😉 ) jest dobrą pomocą w uzyskaniu odpowiedniego zakresu ruchu. Jest też bardzo bezwzględna, co stwierdzi każdy, kto przygrzmoci w nią podczas błędnego wymachu. Dlatego też pamiętajcie: płaska ściana, bez żadnych parapetów lub innych wystających elementów.

Zanim do zwykłych krążeń ramion dodamy skręt tułowia, wszyscy moi pływacy muszą umieć:

  • krążenia ramion jednorącz (przód i tył) oraz naprzemianstronne krążenia ramion (przód i tył), prezentując dobrą mobilność obręczy barkowej i odpowiedni standard techniczny wykonywania;
  • rotację tułowia, w sensie posiadania odpowiedniego zrozumienia ruchu i wystarczającej mobilności. Osobom ze słabą kontrolą w tym zakresie polecam się trochę wstrzymać i zbudować najpierw odpowiednie podstawy. W związku z tym, że rotacja tułowia jest dla kręgosłupa dość problemowa, oraz że w ćwiczeniu może występować dość duża bezwładność, istnieje szansa na przeciążenia odcinka lędźwiowego – szczególnie w przypadku słabej kontroli. Swoją przygodę z rotacją zwykle zaczynamy więc w ten sposób: Jak poprawić rotację barków w pływaniu?;

Udanego krążenia i dajcie znać jak poszło.

Napisane przez: Paweł Rurak

PS W internecie krążenia ramion z rotacją tułowia w wersji Wushu można znaleźć pod hasłem Wushu wheel arms, albo po prostu Wushu arm circles.

Zobacz też:
Jak poprawić rotację barków w pływaniu?
Pływacka rozgrzewka

Siedemnaście cali

Poniższą historię przesłał mi ostatnio mailem jeden z trenerów pływania. Mimo że w tle przewija się baseball, a nie pływanie, opowieść ma wymiar bardzo uniwersalny i jest bardziej „o życiu”, niż o sporcie. Zachęcam do lektury.

Pierwszy tydzień roku 1996, Nashville w stanie Tennessee. Ponad 4000 trenerów baseballu zjeżdza się na 52 doroczną konferencję ABCA (American Baseball Coaches Association – Amerykański Związek Trenerów Baseballu).

Podczas gdy czekałem w kolejce do rejestracji, słuchałem rozmów innych trenerów – prawdziwych weteranów sportu, dyskutujących między innymi o liście prelegentów podczas zbliżającego się weekendu. Jedno nazwisko pojawiało się w rozmowach szczególnie często, za każdym razem budząc te same emocje: „John Scolinos przyleciał tutaj? Warte każdych pieniędzy”.

Kim do cholery jest ten John Scolinos, zastanawiałem się wtedy. Podczas konferencji (1996) Trener Scolinos miał mieć 78 lat i już od pięciu lat był na sportowej emeryturze. Swoje pierwsze trenerskie kroki stawiał w 1948 roku. Zresztą nieważne, po prostu cieszyłem się że mogę tu być.

Wszedł na scenę w akompaniamencie oklasków, ubrany z ciemne poliestrowe spodnie i jasnoniebieską koszulę. Na jego szyi wisiał dziwaczny przedmiot, który z daleka przypominał na bazę domową [home plate]. Lepsze światło rozwiało wkrótce wszelkie wątpliwości. John Scolinos wszedł na scenę z przewieszoną przez szyję, prawdziwą, pełnych rozmiarów bazą domową.

Baza domowa.

Baza domowa. By Gerald Klein (http://www.nationspark.com) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Kim do cholery jest ten dziwak?

John Scolinos przemawiał przez 25 minut i ani razu nawet nie zająknął się o rekwizycie wiszącym na jego szyi. Nie trzeba było czekać długo, żeby z sali zaczęły się podnosić szmery zniecierpliwionych trenerów. Nawet ci, którzy znali Trenera osobiście musieli nieźle zachodzić w głowę po co mu taki ekstrawagancki rekwizyt i czy na pewno o nim nie zapomniał, odkąd wszedł na scenę.

– Prawdopodobnie zastanawiacie się wszyscy czemu zawiesiłem domową bazę na swojej szyi. Niektórzy z was pewnie myślą, że uciekłem ze Stanowego Szpitala w Camarillo [szpital psychiatryczny – przyp. tłum.]? – powiedział żartobliwym głosem.

Śmiałem się razem z resztą widowni, na serio biorąc taką możliwość pod uwagę.

– Nie – kontynuował – Być może jestem stary, ale nie szalony. Jednym z powodów, dla których przed wami dzisiaj stoję, jest to, że chciałbym podzielić się moimi życiowymi doświadczeniami. Tym czego nauczyłem się o bazie domowej przez 78 lat mojego życia.

– Czy na sali są trenerzy Little Ligue? – zapytał po chwili przerwy.
Kilka rąk wystrzeliło do góry.
– Czy wiecie jaką szerokość ma baza domowa w Little League? – zapytał.
Po chwili ciszy ktoś z sali zebrał się na odwagę:
– Siedemnaście cali? – choć brzmiało to bardziej jak pytanie niż odpowiedź.
– Dokładnie – odpowiedział Scolinos – A co z Babe Ruth? Czy są jacyś trenerzy Babe Ruth na sali?
Kolejna pauza.
– Siedemnaście cali? – padł strzał od kogoś z głębi pokoju.
– Zgadza się – powiedział Scolinos – To ilu trenerów szkół średnich mamy na sali? Jaką szerokość ma baza domowa w baseballu szkół średnich?
Setki rąk wystrzeliły w powietrze, kiedy jasnym stało się jakiej John Scollinos oczekiwał odpowiedzi.
– Siedemnaście cali – powiedziało paru trenerów chórem.
– Macie rację! – krzyknął Scolinos – A wy trenerzy College’u, Minor League i Major League, jaką szerokość ma baza w waszych ligach?
– Siedemnaście cali! – wykrzykneła już razem prawie cała sala.
– SIE-DEM-NAŚ-CIE CA-LI! – potwierdził, a jego głos wypełnił całą salę.
– A co się robi z miotaczem Major League [najwyższa liga w zawodowym baseballu – przyp. tłum.], który nie potrafi rzucić piłki ponad owe siedemnaście cali?
Cisza.
– Wysyła się do Pocatello! – wykrzyknął, wzbudzając powszechny śmiech. [Pocatello to miasto znane ze znacznej ilości drużyn w mniejszych ligach – przyp. tłum.]

– Powiem Wam czego za to na pewno się nie robi: nie mówi się „Oh okey Bobby. Nie potrafisz rzucić ponad tymi siedemnastoma calami? Zrobimy ci baze szeroką na osiemnaście cali, albo dziewiętnaście. Zrobimy ci nawet taką dwudziestocalową, żebyś miał większą szansę na trafienie ponad nią piłką. Jeżeli nawet tego nie uda Ci się trafić, może powiekszymy ją bardziej. Co powiesz na dwadzieścia pięć cali?”

Cisza.

– Trenerzy! – powiedział – Co robimy, kiedy nasz najlepszy zawodnik spóźnia się na trening? Co kiedy nie przestrzega ciszy nocnej? A jak bierze narkotyki? Czy wyciągamy konsekwencje? Czy zmieniamy zasady, żeby do niego pasowały? Czy poszerzamy wtedy bazę domową?

Chichoty na sali zaczeły się gwałtownie wyciszać. Cztery tysiące trenerów na moment umilkło, rozumiejąc dokąd Trener zmierza z tym wykładem. Wtedy John Scolinos zwrocił bazę ku sobie i zaczął na niej rysować. Kiedy odwrócił ją z powrotem do widowni, naszym oczom ukazał się dom – z drzwiami, kominkiem i parą okien.

– To jest problem naszych współczesnych domów. Z naszymi małżeństwami, ze sposobem, w jaki wychowujemy dzieci i z naszą dyscypliną. Nie uczymy naszych dzieci odpowiedzialności i nie wyciągamy żadnych konsekwencji, kiedy łamią zasady. Powiekszamy naszą bazę domową!

– Jeżeli będę miał trochę szczęścia – podsumował Scolinos – wszyscy zapamiętacie dzisiaj jedną rzecz. Oto ona: jeżeli nawalimy w przestrzeganiu wyższych wartości, wartości, o których wiemy, że są ważne; jeżeli nie uda nam się sprawić, że nasi małżonkowie i dzieci będą przestrzegać tych samych standardów; jeżeli będziemy niechętni albo niezdolni wyciągnąc konsekwencji za nieprzestrzeganie owych standardów; to jedno jest pewne:

Tu John Scollinos zrobił chwilę pauzy i zaczął powoli odwracać bazę wiszącą na jego szyi, odsłaniając ciemną drugą stronę.

– Nastąpią mroczne dni.

Trener John Scollinos. Zdjęcie dzięki uprzejmości http://www.sperrybaseballlife.com/

Trener John Scollinos. Zdjęcie dzięki uprzejmości http://www.sperrybaseballlife.com/

Starałem się prześledzić źródło powyższej historii i wygląda na to, że jej autorem jest Chris Sperry i w oryginale można ją przeczytać tutaj: http://www.sperrybaseballlife.com/stay-at-17-inches/. Mam nadzieje, że podobała się Wam tak samo jak i mi. Chętnie usłyszę Waszą opinię w komentarzach. I pamiętajcie…

…zostańmy przy siedemnastu calach!

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Opowieść o szklance wody
Diana Nyad – z Kuby na Florydę

Diana Nyad – z Kuby na Florydę

Pierwszy raz usłyszałem o Dianie Nyad, zaraz po jej udanej próbie przepłynięcia z Kuby na Florydę we wrześniu 2013 roku. Zamiast podziwu dla morderczej próby (110,86 mil = 178,41 km) w środowisku słychać było pełno „hejtu” i wątpliwości. „Podpłynęła łódką”, „pływała za łodzią, żeby zmniejszyć opór” – to przykładowe hasła, które wtedy słyszałem na temat tej przeprawy. Niespecjalnie lubię uczestniczyć w dyskusjach pełnych oskarżeń, więc odsunąłem to na bok i o temacie praktycznie zapomniałem.

Diana Nyad zainteresowała mnie na nowo, kiedy dostałem na urodziny książkę „Diana Nyad – Find a Way”. Pomyślałem, że temat kontrowersyjnej przeprawy już ucichł na tyle, że wreszcie będę mógł wyrobić sobie o nim własne zdanie. W dodatku skoro istnieje już książka, to obraz sytuacji można uzupełnić o punkt widzenia samej bohaterki.

Diana Nyad - Find a Way

Diana Nyad – Find a Way

Czytaj dalej

Najpiękniejszy kraul na świecie

Zostałem ostatnio zapytany, którego kraulistę uważam za pływającego najładniej w świecie. Pytanie bardzo ciekawe, dlatego myślę że warto je skierować również do Czytelników. Który kraulista według Was cieszy oko najbardziej? Ja zaczynam i ciekaw jestem Waszych opinii – piszcie i wrzucajcie odesłania do youtube w komentarzach.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Moją odpowiedzią musi być chyba Aleksander Popov. Mimo, że na końcu języka mam jeszcze kilku innych pływaków, to Popov jest osobą, która wywarła na mnie chyba największy wpływ. Od najmłodszych zawodniczych lat kojarzyłem go z pływakiem, który pokazywał, że szybkie pływanie może iść w parze z estetyką. Oglądając imprezę rangi międzynarodowej, często zdarzało się słyszeć pytania nie-pływaków: „jak to się dzieje, że on [Popov] wygląda jakby mniej się męczył, a wygrywa wszystko?”. Jest to chyba najlepsze świadectwo jego świetnej techniki. Styl Aleksandra Popova zawsze wyglądał po prostu lepiej, a porównywany był przecież do najlepszych pływaków świata.

Największą inspiracją Popov był dla mnie w wieku 12-14 lat. Internet jeszcze w kołysce, więc nie ma mowy o szukaniu pływackich inspiracji na youtube. Na szczeście nasz trener, a zarazem wychowawca w szkole nagrywa imprezy pływackie na kasecie VHS i zdarza nam się czasami oglądać urywki światowych zawodów na godzinie wychowawczej. Są to właśnie czasy dominacji Popova i mam szczęście oglądać jego wyczyny (i dyskutować) razem z innymi pływakami w moim wieku, siedząc przed jednym telewizorem.

Poniżej wybrany wyścig Aleksandra Popova na 100 m stylem dowolnym z MŚ w Perth. Obok same sławy: Michael Klim, Lars Frolander, Peter van der Hoogenband.

Migawkę na temat techniki Popova można zobaczyć tutaj (jest to wycięty fragment dłuższego filmu o nim, całość można zobaczyć pod linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=8BrRIZFk7O4):

Jestem ciekawy Waszych typów. Piszcie i wrzucajcie filmiki w komentarze. Jeśli dobrze pójdzie, uda nam się zrobić listę najładniej pływających kraulistów – do inspiracji na przyszłość.

Napisane przez: Paweł Rurak

PS Korzystając z okazji, pozdrawiam wcześniej wspomnianego we wpisie trenera i wychowawcę Edwarda Deca. 🙂

Zobacz też:
Ewolucja stylu dowolnego w pływaniu

Pływacy grają w bingo

Na ostatnich zawodach zagraliśmy w grę. Pływackie bingo to jeden z pomysłów na to, jak urozmaicić młodzieży rutynę (długich) zawodów, a przy okazji trochę zachęcić do myślenia o swoich startach i wyznaczania bardzo specyficznych celów. Praca z nastolatkami różni się trochę od pracy z dorosłymi. Rutynowe działania, mimo że często są nieodłącznym składnikiem rzeczywistości zawodnika, bardzo szybko się nudzą. Znudzone dzieci bywają natomiast bardzo słabo skoncentrowane, stąd pomysł małej grywalizacji w wyznaczaniu celów.

Sam pomysł bingo wziął się z jednego z cotygodniowych spotkań trenerów w klubie, gdzie dyskutujemy nad różnymi merytorycznymi aspektami treningu – tym razem rozmawialiśmy o wyznaczaniu celów na zbliżające się zawody. Zasady bingo bardzo podobne do tego tradycyjnego – za wykreślenie kolumn, wierszy lub przekątnych dostaje się nagrodę (cukierki). Pola można wykreślać po wypełnieniu podanych celów podczas własnych startów. Jeden start może posłużyć do wykreślenia większej liczby pól, niż tylko jedno. W przypadku celów, które powtarzają się na planszy więcej niż jeden raz, jeden start uprawnia do wykreślenia jendego pola danego typu. Planszę, której używaliśmy wrzucam poniżej:

Plansza do pływackiego bingo.

Plansza do pływackiego bingo. VIR to nazwa zawodów, w których startowaliśmy w ubiegły weekend. Skrót oznacza Vancouver Island Regionals, czyli mistrzostwa wyspy Vancouver Island – w Polsce byłby to odpowiednik mistrzostw wojewódzwa (biorąc pod uwagę poziom zawodów, niekoniecznie podział administracyjny).

Czytaj dalej