Zawody pływackie w Polsce

Tydzień temu pisałem o moich wrażeniach ze świątecznych zawodów Christmas Cracker. W ten sam weekend w Warszawie miały natomiast miejsce świetne (jak zwykle) Mistrzostwa Warszawy Masters. Trochę z nostalgią oglądałem zdjęcia z Warszawy i przypomniałem sobie, jak wiele atutów mają polskie zawody, a których na próżno szukać w Kanadzie. Gdyby był to blog Kanadyjczyka, pewnie pisałby o polskich zawodach pływackich właśnie tak:

1. Większa rola spikera

Pierwszą rzeczą, która w polskich zawodach rzuca się w oczy (a raczej uszy), jest duża rola spikera. Mimo że rzadko kiedy są to zawodowcy specjalnie szkolący się w tym fachu, to jednak nadają zawodom pływackim specyficzną oprawę. Bardzo często to oni mają największy wpływ na atmosferę na pływalni, szczególnie jeżeli mają poczucie humoru lub dużą znajomość zawodników i środowiska. Oczywiście zdarza się, że nie są specjalnie wybitni, ale i tak są w Polsce standardem, nawet na zawodach najniższego szczebla.

Dla kontrastu, w Kanadzie spiker pełni bardzo ograniczoną rolę. Tu większą uwagę zwraca się na szybkość przeprowadzenia zawodów, więc nie ma co się na przykład spodziewać zapowiedzi zawodników startujących w serii. Przez większość czasu jest po prostu cicho, a zawody toczą się własnym rytmem. Nawet komunikaty o dyskwalifikacji są bardzo zwięzłe: „dyskwalifikacja w serii x na torze y”, co dla mnie, przyzwyczajonego do dłuższej (i wyczerpującej) formułki wydaje się jakieś dziwne.

2. Sędziowie

Sędziowie na zawodach w Polsce mają klasę. Ubrani na biało, z tabliczkami przypiętymi do piersi sprawiają wrażenie instytucji, która czuwa nad przeprowadzeniem zawodów zgodnie z przepisami. Nie są bezbłędni, ale sprawiają solidne wrażenie. W Kanadzie natomiast (przynajmniej do tej pory) miewałem ambiwalentne odczucia.

Najważniejszą różnicą w tej kwestii jest to, że w Kanadzie sędziowie to prawie w 100% wolontariusze pracujący za darmo. A jak bywa z wolontariuszami każdy z nas wie. Korzyścią z takiego systemu jest na pewno ograniczenie kosztów organizacji zawodów, bez czego większość imprez pewnie nie miałaby miejsca. Z drugiej strony są to często osoby „z łapanki”, których decyzje bywają kontrowersyjne. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się widzieć dyskwalifikacje, których ostatecznie nie było. Podobno na zawodach wyższego szczebla bywa lepiej, ale jak będzie, to już czas pokaże.

Nieznaną funkcją w Kanadzie jest też pozycja sędziego rozprowadzającego. Tutaj dzieci same muszą pilnować swoich wyścigów i pojawić się na czas. Na pewno uczy to odpowiedzialności, ale według mnie wprowadza też trochę chaosu.

12316395_926084660760711_7646306710227453128_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

3. Ceremonia

Nie wiem, czy jest to tylko nasza polska rzecz, czy europejska, ale wydaje mi się, że nasze zawody pływackie są przeprowadzane z większą pieczołowitością. Polskim standardem są nagrody: medale i dyplomy, a na bogatszych zawodach nagrody za klasyfikację generalną. I tak, pewnie można narzekać (tak jak to modne ostatnio), że nagrody za słabe, że kubki brzydkie, że nie ma nagród pieniężnych, albo że pieniędzy za mało, ale muszę przyznać że polskie zawody są pod tym względem całkiem solidne.

A w Kanadzie jak do tej pory tylko na jednych zawodach (eliminacje i finały) dzieci za swoje występy dostawały medale. Zapomnijcie jednak o dekoracji. Wszystkie nagrody były… wysyłane pocztą.

4. Rozgrzewka

Rozgrzewka przed zawodami zawsze jest trudna. W tłumie ciężko przepłynąć cokolwiek konkretnego, a warunki takie jak na zdjęciu poniżej zdarzają się niezwykle rzadko. W Kanadzie próbują nad tą sytuacją jakoś zapanować i wprowadzić ład, co wcale nie sprawia, że jest jeszcze lepiej.

Najbardziej wkurzającym przepisem jest nakaz wskakiwania do wody stopami w pierwszej kolejności (czyli zakaz skoków na główkę poza wyznaczonym torem). Za nieprzestrzeganie nakazu grozi dyskwalifikacja na cały dzień zawodów. Na niecce basenu porozstawiane są nawet specjalne osoby w odblaskowych kamizelkach, które mają tego pilnować. O ile rozumiem, że próba skoku startowego w tłum ludzi to czysty idiotyzm, to nie potrafię ogarnąć umysłem potrzeby bezwzględnego stosowania tego przepisu. Sam miałem sytuację, kiedy mój zawodnik ze zwykłego przyzwyczajenia wskoczył do pustego basenu na główkę. Ledwo udało mi się go od dyskwalifikacji uratować.

Takich idiotycznych przepisów jest więcej: na przykład zakaz wejścia do wody przed godziną oficjalnego rozpoczęcia rozgrzewki, albo zakaz wejścia na tor dla niepełnosprawnych, na którym aktualnie (i przez 75% czasu rozgrzewki) nikt nie pływa. W Polsce dla odmiany przepisów dotyczących rozgrzewki nie ma prawie wcale i płynność jej przeprowadzenia jest niemal taka sama, a może ciut lepsza.

11046320_926075687428275_4318690100047491049_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

Podsumowując oba wpisy o zawodach, nie da się stwierdzić, czy Polska czy Kanada górą. Obie pływackie kultury mają w sobie jakiś magnetyzm, który sprawia, że kiedy spróbuje się raz, ma się ochotę na więcej. Za świadectwo niech posłużą dwa blogowe wpisy: Aśki i Zuzy – swego czasu moich podopiecznych triathlonistek, które po raz pierwszy posmakowały pływackich zawodów właśnie w Warszawie. Z tego co wiem, dziewczyny zakochały się w zawodach pływackich i już nie mogą się doczekać, kiedy wystartują jeszcze raz.

Jeśli podobają Ci się materiały na blogu, pomóż mi się rozwijać. Możesz na przykład podzielić się wpisem ze znajomymi – najprościej kliknąć na ikonki na dole strony. A jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się do newslettera

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Christmas Cracker 2015
Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *