Miesięczne archiwum: Grudzień 2015

Sztafeta 4 x 100 dowolnym Londyn 2012

Są takie wydarzenia sportowe, które zostawiają ślad w historii na długie lata. Wydaje się, że stwierdzenie to działa szczególnie mocno, kiedy mówimy o Igrzyskach Olimpijskich. Tam wszystko dzieje się jakoś szybciej i intensywniej. W 2008 roku w Pekinie, Francuzi przegrali z Amerykanami sztafetę 4 x 100 dowolnym dosłownie na ostatnim wyciągnięciu ręki, po elektryzującym finiszu. Sztafeta ta należy do moich ulubionych wyścigów w historii – nie dlatego, że jakoś szczególnie kibicuję Amerykanom czy Francuzom, ale dlatego że był to wyścig najwyższej światowej klasy.

Cztery lata później, głodni olimpijskiego złota Francuzi mieli przystąpić do rewanżu. Z tym że, o ile w Pekinie byli niewątpliwymi faworytami, to w Londynie ich ewentualne zwycięstwo nie było aż tak prawdopodobne. Przed wyścigiem nie byli nawet kandydatami do złota. To Australijczycy byli groźni i to oni mieli złoić skórę Amerykanom. Przez 4 lata zmienił się też skład francuskiej sztafety: przede wszystkim w finale nie wystąpił gigant Allain Bernard, który jeszcze w Pekinie uchodził za niemożliwego do pokonania na 100 dowolnym. Zamiast niego na ostatniej zmianie miał popłynąć młodzik, wtedy jeszcze zaledwie 20-letni, Yannick Agnel.

Dla tych, którzy nie oglądali lub nie pamiętają tego wyścigu, nie zdradzam wyniku. Jest to pojedynek, który zdecydowanie może konkurować o miano najbardziej emocjonującego wyścigu ostatnich lat – przynajmniej w kategorii sztafet. Jeżeli cztery lata wcześniej mogliśmy cieszyć oczy niesamowitym finiszem, to tym razem… też! Zapraszam do oglądania.

Jak widać historia lubi się odwracać. Na podium nie załapali się też główni faworyci do złota, Australijczycy. Nie dlatego, że pływali wolno – po prostu wyścig był cholernie szybki. Ostateczne wyniki medalistów poniżej:

1st  France 3:09.93
Amaury Leveaux (48.13)
Fabien Gilot (47.67)
Clément Lefert (47.39)
Yannick Agnel (46.74)

2nd United States 3:10.38
Nathan Adrian (47.89)
Michael Phelps (47.15)
Cullen Jones (47.60)
Ryan Lochte (47.74)

3rd Russia 3:11.41 
Andrey Grechin (48.57)
Nikita Lobintsev (47.39)
Vladimir Morozov (47.85)
Danila Izotov (47.60)

Stany Zjednoczone w 2008, Francja w 2012. Kto okaże się zwycięzcą w Rio w 2016? Dowiemy się już za 8,5 miesiąca!

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Wielkie pływackie pojedynki: sztafeta 4 x 100 dow, Pekin
Wielkie pływackie pojedynki: Thorpe,Hoogenband, Phelps

Zawody pływackie w Polsce

Tydzień temu pisałem o moich wrażeniach ze świątecznych zawodów Christmas Cracker. W ten sam weekend w Warszawie miały natomiast miejsce świetne (jak zwykle) Mistrzostwa Warszawy Masters. Trochę z nostalgią oglądałem zdjęcia z Warszawy i przypomniałem sobie, jak wiele atutów mają polskie zawody, a których na próżno szukać w Kanadzie. Gdyby był to blog Kanadyjczyka, pewnie pisałby o polskich zawodach pływackich właśnie tak:

1. Większa rola spikera

Pierwszą rzeczą, która w polskich zawodach rzuca się w oczy (a raczej uszy), jest duża rola spikera. Mimo że rzadko kiedy są to zawodowcy specjalnie szkolący się w tym fachu, to jednak nadają zawodom pływackim specyficzną oprawę. Bardzo często to oni mają największy wpływ na atmosferę na pływalni, szczególnie jeżeli mają poczucie humoru lub dużą znajomość zawodników i środowiska. Oczywiście zdarza się, że nie są specjalnie wybitni, ale i tak są w Polsce standardem, nawet na zawodach najniższego szczebla.

Dla kontrastu, w Kanadzie spiker pełni bardzo ograniczoną rolę. Tu większą uwagę zwraca się na szybkość przeprowadzenia zawodów, więc nie ma co się na przykład spodziewać zapowiedzi zawodników startujących w serii. Przez większość czasu jest po prostu cicho, a zawody toczą się własnym rytmem. Nawet komunikaty o dyskwalifikacji są bardzo zwięzłe: „dyskwalifikacja w serii x na torze y”, co dla mnie, przyzwyczajonego do dłuższej (i wyczerpującej) formułki wydaje się jakieś dziwne.

2. Sędziowie

Sędziowie na zawodach w Polsce mają klasę. Ubrani na biało, z tabliczkami przypiętymi do piersi sprawiają wrażenie instytucji, która czuwa nad przeprowadzeniem zawodów zgodnie z przepisami. Nie są bezbłędni, ale sprawiają solidne wrażenie. W Kanadzie natomiast (przynajmniej do tej pory) miewałem ambiwalentne odczucia.

Najważniejszą różnicą w tej kwestii jest to, że w Kanadzie sędziowie to prawie w 100% wolontariusze pracujący za darmo. A jak bywa z wolontariuszami każdy z nas wie. Korzyścią z takiego systemu jest na pewno ograniczenie kosztów organizacji zawodów, bez czego większość imprez pewnie nie miałaby miejsca. Z drugiej strony są to często osoby „z łapanki”, których decyzje bywają kontrowersyjne. Nie raz, nie dwa zdarzyło mi się widzieć dyskwalifikacje, których ostatecznie nie było. Podobno na zawodach wyższego szczebla bywa lepiej, ale jak będzie, to już czas pokaże.

Nieznaną funkcją w Kanadzie jest też pozycja sędziego rozprowadzającego. Tutaj dzieci same muszą pilnować swoich wyścigów i pojawić się na czas. Na pewno uczy to odpowiedzialności, ale według mnie wprowadza też trochę chaosu.

12316395_926084660760711_7646306710227453128_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

3. Ceremonia

Nie wiem, czy jest to tylko nasza polska rzecz, czy europejska, ale wydaje mi się, że nasze zawody pływackie są przeprowadzane z większą pieczołowitością. Polskim standardem są nagrody: medale i dyplomy, a na bogatszych zawodach nagrody za klasyfikację generalną. I tak, pewnie można narzekać (tak jak to modne ostatnio), że nagrody za słabe, że kubki brzydkie, że nie ma nagród pieniężnych, albo że pieniędzy za mało, ale muszę przyznać że polskie zawody są pod tym względem całkiem solidne.

A w Kanadzie jak do tej pory tylko na jednych zawodach (eliminacje i finały) dzieci za swoje występy dostawały medale. Zapomnijcie jednak o dekoracji. Wszystkie nagrody były… wysyłane pocztą.

4. Rozgrzewka

Rozgrzewka przed zawodami zawsze jest trudna. W tłumie ciężko przepłynąć cokolwiek konkretnego, a warunki takie jak na zdjęciu poniżej zdarzają się niezwykle rzadko. W Kanadzie próbują nad tą sytuacją jakoś zapanować i wprowadzić ład, co wcale nie sprawia, że jest jeszcze lepiej.

Najbardziej wkurzającym przepisem jest nakaz wskakiwania do wody stopami w pierwszej kolejności (czyli zakaz skoków na główkę poza wyznaczonym torem). Za nieprzestrzeganie nakazu grozi dyskwalifikacja na cały dzień zawodów. Na niecce basenu porozstawiane są nawet specjalne osoby w odblaskowych kamizelkach, które mają tego pilnować. O ile rozumiem, że próba skoku startowego w tłum ludzi to czysty idiotyzm, to nie potrafię ogarnąć umysłem potrzeby bezwzględnego stosowania tego przepisu. Sam miałem sytuację, kiedy mój zawodnik ze zwykłego przyzwyczajenia wskoczył do pustego basenu na główkę. Ledwo udało mi się go od dyskwalifikacji uratować.

Takich idiotycznych przepisów jest więcej: na przykład zakaz wejścia do wody przed godziną oficjalnego rozpoczęcia rozgrzewki, albo zakaz wejścia na tor dla niepełnosprawnych, na którym aktualnie (i przez 75% czasu rozgrzewki) nikt nie pływa. W Polsce dla odmiany przepisów dotyczących rozgrzewki nie ma prawie wcale i płynność jej przeprowadzenia jest niemal taka sama, a może ciut lepsza.

11046320_926075687428275_4318690100047491049_n

fot. Warsaw Masters Team / Podwójny Punkt Widzenia www.facebook.com/PodwojnyPunktWidzenia

Podsumowując oba wpisy o zawodach, nie da się stwierdzić, czy Polska czy Kanada górą. Obie pływackie kultury mają w sobie jakiś magnetyzm, który sprawia, że kiedy spróbuje się raz, ma się ochotę na więcej. Za świadectwo niech posłużą dwa blogowe wpisy: Aśki i Zuzy – swego czasu moich podopiecznych triathlonistek, które po raz pierwszy posmakowały pływackich zawodów właśnie w Warszawie. Z tego co wiem, dziewczyny zakochały się w zawodach pływackich i już nie mogą się doczekać, kiedy wystartują jeszcze raz.

Jeśli podobają Ci się materiały na blogu, pomóż mi się rozwijać. Możesz na przykład podzielić się wpisem ze znajomymi – najprościej kliknąć na ikonki na dole strony. A jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się do newslettera

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Christmas Cracker 2015
Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Zawody Christmas Cracker 2015

Christmas Cracker to najbardziej znane zawody organizowane przez mój klub – Pacific Coast Swimming. Są na tyle popularne, że podróżując w wakacje po Kolumbii Brytyjskiej spotkałem na plaży osobę, która nie tylko o tych zawodach słyszała, ale powiedziała, że to najlepsze zawody w roku. Spodziewając się wysokiej frekwencji, organizatorzy początkowo ustalili limit uczestników na 650 pływaków.  Ostatecznie na zawodach startowało 820, a następne 170 czekało w kolejce. W jednej tylko konkurencji – 200 dowolnym wystawionych było 501 osób!

Jak oni to robią? Przede wszystkim muszą mieć basen, który udźwignie organizację takich zawodów: Saanich Commonwealth Place:

Christmas Cracker i Saanich Commonwealth Place przystrojone w świąteczne barwy.

Christmas Cracker i Saanich Commonwealth Place przystrojone w świąteczne barwy.

Czytaj dalej

Rusza newsletter Paul Piper’s blog!

Moim marzeniem jest zebranie pływackiej społeczności i stworzenie miejsca do merytorycznej dyskusji na temat pływania i dyscyplin pokrewnych. Bloga odwiedza bardzo wielu amatorów, zawodników i trenerów, ale w tej formie nie mamy zbyt wielu okazji do komunikacji.

Pierwszym krokiem aby to usprawnić jest newsletter jako sposób na bardziej bezpośrednią komunikację (bo przecież na maila można odpisać!).  Chciałbym, żeby oprócz miesięcznego podsumowania wpisów, w newsletterze znalazło się coś więcej. Czasem będzie to rozwinięcie wpisu, dodatkowe zdjęcia, a czasem myśl, którą chciałbym się podzielić albo poddać pod dyskusję. Coś dla stałych i bardziej zaangażowanych Czytelników.

Sam nie lubię zapchanej skrzynki odbiorczej, więc newsletter będę rozsyłał raz na miesiąc. Nie przedłużam i zapraszam do zapisywania się!