Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Pierwsze zawody za granicą już za mną. Nie będę się zbyt szczegółowo rozwodził nad wynikami, powiem tylko, że jak na otwarcie sezonu poszło świetnie – dużo życiówek (niektóre nawet po kilkanaście sekund ), wypełnione cele treningowe, ale też sporo informacji na temat niedociągnięć. Mamy nad czym pracować. Zamiast obszernej relacji, chciałem jednak napisać kilka słów o tym, czym różnią się zawody w Kanadzie od zawodów w Polsce. Nie jest to oczywiście jakaś wielka rewolucja, wszystko odbywa się według tego samego schematu. Mimo jest parę szczegółów, które wpływają na odbiór zawodów i sprawiają, że długie godziny na basenie stają się odrobinę krótsze.

1. Serie mieszane dziewczyny-chłopcy

Rozwiązanie podobno stosowane dopiero od 2-3 lat, ale bardzo skracające zawody – szczególnie jeżeli nie są to wyścigi jakiejś wielkiej rangi. Dziewczyny ścigają się z chłopakami w tych samych seriach, nie ma niepotrzebnych pustek, a końcowe wyniki i tak klasyfikowane są wg płci. W dodatku serie wydają się być bardziej wyrównane.

2. „Team cheer” i barwy klubowe

Temat przynależności klubowej jest tutaj traktowany naprawdę serio. Nawet tutaj, na zawodach, w których uczestniczyły dzieciaki w wieku od 8 lat wzwyż, ciężko zauważyć zawodnika bez pełnego ubioru klubowego (koszulka, dresy, plecak, gadżety). Szczególnie podobały mi się metody integracji młodych adeptów z grupą starszych zawodników. Rozgrzewka na lądzie zwykle odbywa się w jednej grupie (my przywieźliśmy 94 dzieci), a same ćwiczenia prowadzą najstarsi pływacy. Fajnym zwyczajem jest też team cheer, czyli okrzyk klubowy, który przed rozpoczęciem zawodów, przybiera formę publicznego pojedynku między grupami. Oczywiście każdy klub ma po kilka wersji okrzyków, a słowa znają nawet 8-latkowie.

3. Bufet dla trenerów

Najsmaczniejsza część zawodów. Co jakiś czas, pomiędzy seriami przejeżdża wózek z kanapkami, herbatą/kawą, owocami, słodkimi bułeczkami i Bóg jeden wie jakimi przekąskami. Poczęstunek tylko dla trenerów, co sprawia, że praca staje się dużo przyjemniejsza (głodny z pewnością nikt nie wyjdzie). Ciekawe jest też to, że całą obsługę zawodów zapewniają wolontariusze, łącznie z sędziami i pomiarem czasu. Kanadyjczycy nie mają zwyczaju płacić za tego typu usługi, dzięki temu mogą zapewnić bogatszą oprawę samych zawodów.

Niestety nie miałem czasu zrobić zbyt wielu zdjęć, które nadawałyby się na bloga. W ramach pocieszenia zdjęcie pływackiej bluzy, która naprawdę mnie urzekła.

1-1-IMG_2596

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Nowe barwy klubowe
Przed pierwszymi zawodami z PCS

Share
Przywilej młodości. Kilka centymetrów wzrostu więcej przez wakacje daje bardzo dużo. ;)
Zaraz po tym kiedy wspomniałem swoim kolegom, że na prawdę lubię ten zwyczaj, zostałem poinformowany, że jedzenie w Nanaimo to nic specjalnego. W grudniu PCS organizuje zawody Christmas Cracker, na których jedzenie to rzekomo prawdziwy róg obfitości. Już nie mogę się doczekać. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *