Miesięczne archiwum: Październik 2015

Wrażenia z zawodów NRST Fall Invitational

Pierwsze zawody za granicą już za mną. Nie będę się zbyt szczegółowo rozwodził nad wynikami, powiem tylko, że jak na otwarcie sezonu poszło świetnie – dużo życiówek (niektóre nawet po kilkanaście sekund ), wypełnione cele treningowe, ale też sporo informacji na temat niedociągnięć. Mamy nad czym pracować. Zamiast obszernej relacji, chciałem jednak napisać kilka słów o tym, czym różnią się zawody w Kanadzie od zawodów w Polsce. Nie jest to oczywiście jakaś wielka rewolucja, wszystko odbywa się według tego samego schematu. Mimo jest parę szczegółów, które wpływają na odbiór zawodów i sprawiają, że długie godziny na basenie stają się odrobinę krótsze.

1. Serie mieszane dziewczyny-chłopcy

Rozwiązanie podobno stosowane dopiero od 2-3 lat, ale bardzo skracające zawody – szczególnie jeżeli nie są to wyścigi jakiejś wielkiej rangi. Dziewczyny ścigają się z chłopakami w tych samych seriach, nie ma niepotrzebnych pustek, a końcowe wyniki i tak klasyfikowane są wg płci. W dodatku serie wydają się być bardziej wyrównane.

2. „Team cheer” i barwy klubowe

Temat przynależności klubowej jest tutaj traktowany naprawdę serio. Nawet tutaj, na zawodach, w których uczestniczyły dzieciaki w wieku od 8 lat wzwyż, ciężko zauważyć zawodnika bez pełnego ubioru klubowego (koszulka, dresy, plecak, gadżety). Szczególnie podobały mi się metody integracji młodych adeptów z grupą starszych zawodników. Rozgrzewka na lądzie zwykle odbywa się w jednej grupie (my przywieźliśmy 94 dzieci), a same ćwiczenia prowadzą najstarsi pływacy. Fajnym zwyczajem jest też team cheer, czyli okrzyk klubowy, który przed rozpoczęciem zawodów, przybiera formę publicznego pojedynku między grupami. Oczywiście każdy klub ma po kilka wersji okrzyków, a słowa znają nawet 8-latkowie.

3. Bufet dla trenerów

Najsmaczniejsza część zawodów. Co jakiś czas, pomiędzy seriami przejeżdża wózek z kanapkami, herbatą/kawą, owocami, słodkimi bułeczkami i Bóg jeden wie jakimi przekąskami. Poczęstunek tylko dla trenerów, co sprawia, że praca staje się dużo przyjemniejsza (głodny z pewnością nikt nie wyjdzie). Ciekawe jest też to, że całą obsługę zawodów zapewniają wolontariusze, łącznie z sędziami i pomiarem czasu. Kanadyjczycy nie mają zwyczaju płacić za tego typu usługi, dzięki temu mogą zapewnić bogatszą oprawę samych zawodów.

Niestety nie miałem czasu zrobić zbyt wielu zdjęć, które nadawałyby się na bloga. W ramach pocieszenia zdjęcie pływackiej bluzy, która naprawdę mnie urzekła.

1-1-IMG_2596

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Nowe barwy klubowe
Przed pierwszymi zawodami z PCS

Przywilej młodości. Kilka centymetrów wzrostu więcej przez wakacje daje bardzo dużo. ;)
Zaraz po tym kiedy wspomniałem swoim kolegom, że na prawdę lubię ten zwyczaj, zostałem poinformowany, że jedzenie w Nanaimo to nic specjalnego. W grudniu PCS organizuje zawody Christmas Cracker, na których jedzenie to rzekomo prawdziwy róg obfitości. Już nie mogę się doczekać. :)

Przed pierwszymi zawodami z PCS

NRST Fall Invitational organizowane w najbliższy weekend przez pobliski klub Nanaimo Riptides to pierwsze zawody w tym sezonie, na które jadę ze swoimi podopiecznymi. Limit uczestników ustawiony na 250, już kilka razy był przesuwany – coś czuję, że czeka nas niezłe ściganie.

Mimo, że stawka zawodów nie jest jakaś wygórowana, to nie chcemy zmarnować zawodów – mamy do sprawdzenia kilka rzeczy, nad którymi pracowaliśmy w ostatnich tygodniach:

  • 200 zmiennym i strategia pływania tego dystansu;
  • test szybkości nawrotu na 50 dowolnym (mierzony 5 m przed ścianą i 10 metrów po odbiciu);
  • rozkład tempa na 400 dowolnym – praca nad „negative split”;

Cała grupa płynie konkurencje wymienione powyżej + 3 własne do wyboru. Nie chcemy się specjalizować, w końcu to dopiero 12-14 latki. Na specjalizację jeszcze przyjdzie czas.

Tak czy inaczej to pierwsze moje zawody w nowych barwach i powoli czuć zbliżające się emocję. Na relację zapraszam po weekendzie, a tymczasem…

…trzymajcie kciuki!

Coś mi mówi, że "Pioruny" zrobią w Nanaimo niezłą burzę. ;) [fot. David Lewis, https://flic.kr/p/6RALUT, CC BY-NC-ND 2.0]

Coś mi mówi, że „Pioruny” zrobią w Nanaimo niezłą burzę. 😉 [fot. David Lewis, https://flic.kr/p/6RALUT, CC BY-NC-ND 2.0]

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Nowe barwy klubowe
Kalendarz zawodów metodą 1-3-2

Kalendarz zawodów w pływaniu metodą 1-3-2

Kiedy sam jeszcze byłem zawodnikiem nie poświęcałem zbyt wiele czasu rozmyślaniom nad kalendarzem zawodów. Każdy z nas wiedział, że Mistrzostwa Polski są dwa razy w roku, po drodze jest parę Grand Prix, a jak sezon na prawdę dobrze pójdzie, to jest szansa na jakieś zawody międzynarodowe. O wyborze zawodów mocno decydowały też finanse i odległość od miejsca zamieszkania. I to w zasadzie tyle. Nigdy nie musiałem zbyt wiele się tym przejmować i nie uświadamiałem sobie, ile pracy trzeba włożyć, żeby ułożyć dobry kalendarz zawodów na cały sezon.

Od kiedy jestem w Victorii, coraz bardziej uświadamiam sobie, że diabeł tkwi w szczegółach. Prosty kalendarz zawodów – coś co dla mnie zawsze „po prostu było”, tutaj traktowany jest serio i dobierany do potrzeb zawodników. Jak wszędzie na świecie są tu pływacy mocni i nieco wolniejsi, starsi i młodsi, pewni siebie i nieśmiali, a na dodatek dochodzą standardy czasowe, bez których nie można startować w niektórych konkurencjach. Traktowanie ich wszystkich po równo byłoby więc mało logiczne z punktu widzenia programowania treningu.

Popularną metodą stosowaną tutaj w Pacific Coast Swimming jest 1-3-2. Oznacza ona, że każdy zawodnik powinien startować: 1 raz w zawodach trudnych, 3 razy w zawodach na własnym poziomie i 2 razy w zawodach łatwych.

Zawody trudne to takie, w których pływak musi wystartować na prawdę wybitnie, żeby chociaż dostać się do finału. Polskim odpowiednikiem jest na przykład udział zdolniejszych juniorów w MP Seniorów. Wiele razy widzieliśmy już przecież młodych aspirujących, którym udzieliła się atmosfera seniorskiej imprezy i popłynęli tam zadziwiająco dobrze.

Zawody na własnym poziomie to takie, w których pływak jest w stanie być co najmniej finalistą.  Są to zazwyczaj imprezy docelowe na koniec sezonu, z optymalnymi warunkami do bicia życiówek.

Zawody łatwe  to takie w których zdobycie medalu przez zawodnika nikogo specjalnie nie dziwi. Są to zawody służące głównie do zdobywania pewności siebie i uczenia dużej ilości ścigania, również w mniej komfortowych konkurencjach.

Oczywiście 1-3-2 jest to wyłącznie sugestia dotycząca proporcji – w kalendarzu każdego z pływaków znajduje się ok. 12 imprez, więc staramy się znaleźć po 2-6-4 zawody w ciągu sezonu.

Jeszcze jedną kwestią jest finansowanie. Pamiętam, że ze względu na pieniądze nie zawsze udawało się nam wyjeżdżać na niektóre zawody w Polsce. W Kanadzie koszty wyjazdów wydają się być jeszcze bardziej zaporowe – wylot na zawody poza prowincję to przyjemność wahająca się w granicach 2000 kanadyjskich dolarów za jednego zawodnika (nie ma tutaj tanich linii lotniczych). W związku z tym na kalendarz zawodów patrzy się również z punktu widzenia pieniędzy. Zawsze staramy się mieć pewność, że zawodnik będzie mógł zapłacić za wyjazd na swoje najważniejsze zawody w sezonie, a cała reszta imprez dobierana jest również z myślą o finansach.

Kalendarz zawodów w pływaniu to nie taki błahy szczegół w przygotowaniu zawodnika.

Kalendarz zawodów w pływaniu to nie taki błahy szczegół w przygotowaniu zawodnika. [fot. https://flic.kr/p/cuxKUq, US NAVy, CC by 2.0]

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Nowe barwy klubowe
Projekt Kanada

Wyobraźcie sobie jak ciężkie życie mają zawodnicy z Whitehorse w prowincji Yukon. Są jedynym klubem w tej położonej prawie na końcu świata prowincji, a na KAŻDE zawody muszą lecieć co najmniej 2000 kilometrów. Nie organizują nawet swoich Mistrzostw Prowincji – bo dla kogo? ;)
Tu akurat zawodnicy z Victorii mają sporo szczęścia. Większość klubów w British Columbii znajduje się albo na wyspie albo na wybrzeżu. Tu odbywają się też prawie wszystkie imprezy. W związku z tym koszty dojazdu nie są jakieś przerażające.