Warsztaty Fighting Monkey

Stawiam sobie za cel regularnie uczyć się od innych nauczycieli i co jakiś czas szukać nowego źródła inspiracji. Tym razem wypadło na warsztaty Fighting Monkey w Kopenhadze, organizowane przez grupę Rootlessroot. I już na etapie decyzji pojawiła się pierwsza bariera – Rootlesroot to grupa taneczna, a ja w życiu z tańcem nie miałem nic wspólnego. Po zasięgnięciu kilku opinii, postanowiłem jednak rzucić się na głęboką wodę i jak się okazało później, brałem udział w najlepszych warsztatach ruchowych w jakich udało mi się do tej pory uczestniczyć (i nie, nie trzeba było być tancerzem).

Fighting Monkey to nie system treningowy, a platforma badawcza – co bardzo często podkreślają jej twórcy. To ważna różnica, bo pozwala na praktycznie nieograniczoną swobodę w doborze środków i metod. Autorzy: Jozef Frucek i Linda Kapetanea zapraszają do wspólnego odkrywania ludzi z różnych dyscyplin: tańca, sztuk walki, sportów siłowych, gier zespołowych itd., co sprawia, że sama platforma bardzo szybko ewoluuje i nie pozwala zamknąć się w ciasnym pudełku.

Przedmiotem badania jest sam ruch – w najprostszej, wręcz prymitywnej postaci. Na warsztach nie tańczyliśmy, ale ćwiczyliśmy koordynację i rytmikę, nie uprawialiśmy sztuk walki, a pracowaliśmy w integracji z partnerem. Ćwiczyliśmy reakcje na zmieniające się warunki w otoczeniu, ale ponad to wszystko bawiliśmy się i graliśmy w gry ruchowe – coś co ludzie robią od urodzenia, ale do czego razem z poważnym, dorosłym wiekiem wstydzą się (boją się?) przyznać. Osobom pytającym: „co wy tam właściwie robiliście?” nie potrafię odpowiedzieć prościej. Skoro jednak obraz wart jest tysiąca słów odsyłam do filmu poniżej, z którego można odczytać ogólny obraz platformy Fighting Monkey.

Warsztaty to pięć dni po cztery godziny intensywnego ruchu. Tak intensywnego, że po skończonym dniu można było wykręcać ubrania z potu i czekać aż wyschnie podłoga w sali. Mimo to, zaplanowane cztery godziny każdego dnia uciekały bardzo szybko – to nic, większa część grupy i tak zostawała dłużej. Tym razem na warsztatach nie było Lindy. Jozefowi pomagał Antonis Strouzas, który doskonale spełniał swoją rolę w partnerowaniu. Fajnie popatrzeć nie tylko na jakość i swobodę ich ruchów, ale również na to ile zabawy daje obu prowadzącym zwykły ruch.

Dalszą część tekstu chciałbym zamieścić w podobnej formie, jak w przypadku warsztatów Movement-X z Ido Portalem – paru lekcji, które wyniosłem z zajęć. Potrzebuję tego dla samego siebie, żeby ułożyć niektóre myśli w głowie, a jeśli przy okazji komuś z czytających da to pretekst to własnych rozważań, tym bardziej będę z tego tytułu zadowolony.

1. Nie jesteś sam

Większą część warsztatów spędziliśmy na pracy z partnerem. Można powiedzieć, że jest to główny przedmiot zainteresowania Fighting Monkey. Obecność partnera jest w stanie sprowokować scenariusze, które nigdy nie zaistniałyby w izolacji od świata. Partner wymaga, ogranicza swobodę, myśli w zupełnie inny sposób, wymusza więc znalezienie rozwiązań, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Pracując indywidualnie natomiast wszystkie ruchy są doskonałe i wszystko pozostaje pod kontrolą. W odniesieniu do rzeczywistości taki trening sprawia jednak wrażenie dość sztucznego (oczywiście ma też swoje przeznaczenie). Prawdziwie dobre przygotowanie fizyczne powinno więc też uwzględniać komponent zmienności warunków w prawdziwym życiu i „dialog” z innymi ludźmi.

Już od początku dało się odczuć, że praca z partnerem jest bardzo wymagająca. Oprócz znacznych wymagań fizycznych, znacznie mocniej stymuluje układ nerwowy, uczy go plastyczności. Żadna sytuacja nie powtarza się nigdy dwa razy, nigdy dwa razy nie wykonuje się tego samego ruchu. Co więcej, czasami wystarczy zwykła zmiana partnera, żeby wymusić całkowitą zmianę strategii i adaptację do zupełnie innych warunków. Trener gimnastyki, lekka tancerka współczesna, a zaraz potem zawodnik jiu-jitsu – każdy z nich reprezentuje inny styl, co nawet w najprostszych grach ruchowych wymusza całkowitą zmianę podejścia.

W całej tej interakcji kryje się jednak jeszcze głębszy sens, bo chcąc nie chcąc, jako ludzie jesteśmy istotami społecznymi. Wspólny ruch nie odbywa się wyłącznie na płaszczyźnie fizycznej. Korzystając z czyjejś pomocy i z czyjegoś czasu, trzeba też ofiarować coś od siebie. Tylko wtedy ma to jakąkolwiek wartość. Jaki jest więc sens stawać się silniejszym, wytrzymalszym, czy szybszym w izolacji od społeczeństwa, skoro nikt nie jest w stanie z tego skorzystać? Wyłącznie, żeby podkarmić swoje ego?

Na koniec mała dygresja, ciekawostka opowiedziana przez jedną z uczestniczek, która swoje korzenie wywodzi z Chin. Znak w alfabecie chińskim oznaczający człowieka, to dwie zakrzywione kreski, które utrzymują równowagę opierając się o siebie. Gdyby jednej z nich zabrakło, druga straci oparcie i upadnie na ziemię. Symbolika zadziwiająco prosta, wręcz prymitywna, a jednocześnie jaka celna. Piękne.

Rén - Człowiek

Rén – Człowiek

2. Baw się!

„Why are you acting so serious? Play more! It’s a joke!” – to chyba najlepsza wskazówka, którą usłyszałem od Jozefa podczas jednej z gier ruchowych. Prawda jest taka, że dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo staraliśmy się wygrać, a zapominaliśmy o tym ile przyjemności daje sama gra.

Takie luźne podejście wnosiło do gier ruchowych jeden ważny pierwiastek – kreatywność. Kiedy cel – wygrana, przestaje oślepiać, możliwe stają się sytuacje, które w normalnej rywalizacji w ogóle nie miałyby miejsca. Co z tego, że z punktu widzenia efektywności, zdobywania punktów nie były to rozwiązania optymalne – pomagały za to w tworzeniu bardziej skomplikowanych sytuacji ruchowych i rozwijaniu zmysłu taktycznego. No i oczywiście dawały dużo czystej przyjemności z zabawy.

W ogóle temat gier, jako istotnego elementu w kulturze i rozwoju człowieka, jest bardzo ciekawy i spróbuje go poruszyć w najbliższym czasie na blogu.

Z Jozefem i Antonisem - prowadzącymi warsztaty Fighting Monkey...

Z Jozefem i Antonisem – prowadzącymi warsztaty Fighting Monkey…

3. Wszystko zostało już wymyślone

Podejście twórców Fighting Monkey jest dosyć niespotykane w dzisiejszych czasach, bo wbrew powszechnie stosowanym praktykom nie roszczą sobie praw autorskich do pokazywanych ćwiczeń i gier ruchowych. Jak sami wielokrotnie podkreślali, wszystkie fizyczne formy ruchu pojawiły się już kiedyś – w bogatej historii dziejów człowieka. Kto twierdzi inaczej, albo tego nie rozumie albo świadomie wprowadza w błąd. Przez tyle lat zmienił się jedynie kontekst w którym są one stosowane. Kiedyś ruch był niezbędny do przeżycia, obecnie musimy zmuszać się do niego, jako formę „dodatku” do codziennych obowiązków. Mimo to, ludzkie ciało działa dokładnie tak samo jak tysiące lat temu i jest jednym z najlepszych źródeł wiedzy o nas samych.

Fighting Monkey to tak na prawdę podróż we własną, ludzką przeszłość – znacznie wcześniejszą od czasów wyspecjalizowanych dyscyplin sportowych. Kiedyś był tylko ruch. Wszyscy byli biegaczami, kiedy trzeba było uciekać, żołnierzami, kiedy trzeba było walczyć o dominację i tancerzami, kiedy była okazja do radości i święta. Sport, w takiej formie, jaką znamy dzisiaj pojawił się stosunkowo niedawno i stanowi zaledwie ułamek naszej historii. Bardzo ciekawie było na moment zapomnieć o wszystkich współczesnych formach i strukturach treningu i wczuć się w rolę pierwszych badaczy własnego ciała, odkrywając jak ono działa. Było w tym coś z dalekowschodniej poetyki. Naśladowanie starożytnych mistrzów sztuk walki, którzy dopiero wymyślają „formy”, bawią się swoi ciałem i znajdują jego niuanse.

4. Brak ruchu jest tak samo ciekawy na ruch

Ruch zaczyna robić się coraz bardziej modny. Co tu dużo mówić – sam przyjechałem na warsztaty, żeby uczyć się ruszać lepiej, płynniej i lżej. Ale jak często zdarza się ćwiczyć na zajęciach brak ruchu? Kto w ogóle robi coś takiego?

Nie-ruszanie się wbrew pozorom może być bardzo interesujące. Szczególnie, że najzwyczajniej w świecie nie umiemy tego robić. Straciliśmy tę swobodę w którymś z etapów swojego życia w nowoczesnej, wygodnej cywilizacji.  Zwykłe stanie lub klęczenie może dostarczyć wiele informacji na temat własnych ograniczeń, ale co najciekawsze po kilku chwilach zaczyna przekształcać się ze zwykłego dyskomfortu w ocean bólu. Na własne oczy widziałem ludzi aktywnych od lat, nie potrafiących ustać w miejscu nawet godziny, czy usiedzieć 20 minut. Od razu nasuwa się więc pytanie: ile wart jest trening, który nie jest w stanie przygotować na tak prozaiczną, podstawową czynność?

Czas w bezruchu charakteryzował się wbrew pozorom całkiem sporą ilością drobnych ruchów. Stopniowe korekty pozycji były niezbędne do wytrzymania długich (dłużących się) minut. Ciało uczyło się używać małych mięśni, zamiast dużych grup mięśniowych i cały czas poprawiało swoją ekonomikę. Nawet podczas pojedynczego ćwiczenia ilość „uczenia się” przez organizm była zadziwiająco duża. Pomijam już aspekt psychiczny, gdyż dialog wewnętrzny to temat na oddzielny esej. Oczywiście wszystko to z zewnątrz nie wyglądało zbyt imponująco (a na pewno dziwnie), ale pozwalało na zmianę perspektywy i odkrycie wielu ciekawych rzeczy na swój temat.

W końcu nasi przodkowie musieli czasami godzinami stać w miejscu, czy siedzieć ukrywając się od wrogów i drapieżników – od tego zależało ich być albo nie być. My już nie musimy, ale trochę głupio jest tak elementarną zdolność utracić.

5. Architektura wytrzymała na trzęsienia ziemi

Ciało odporne na trzęsienia ziemi to centralna koncepcja, wokół której obraca się ideologia Fighting Monkey. Ludzkie ciało powinno być elastyczne i zdolne do reakcji w zmiennych warunkach, wcale nie tak rzadko spotykanych w naszej chaotycznej rzeczywistości. Podobnie jak w znanej wypowiedzi o drzewach: grube i ciężkie, stosunkowo łatwo wyrwie silny wiatr, podczas gdy miękki bambus ugnie się na wietrze.

Wiedzą o tym wszyscy sportowcy, którzy mieli w swojej karierze kontakt z kontuzją. Urazów nie da się przewidzieć, nigdy nie występują w kontrolowanych okolicznościach. W związku z tym powszechnie stosowane ćwiczenia prewencyjne i wzmacniające mogą się okazać niewystarczające. Potrzeba więc innych metod – takich, które będą rozwijać wyobraźnię i inteligencję ruchową, oraz nauczą kreatywności w trudnych sytuacjach.

Taki właśnie jest trening Fighting Monkey. Medody stosowane na tych warsztatach stawiają na zmienność i nieprzewidywalność. Ciągłą naukę nowych ruchów, poprawę koordynacji. Co prawda bodźce tego typu nie są w stanie, wykreować pięknego, umięśnionego  i idealnie proporcjonalnego ciała, ale tworzą coś innego, moim zdaniem znacznie ważniejszego: ciało zdolne do pracy w każdych warunkach i przygotowane na nieznane. W związku z tym również ciało zdrowe i przydatne w społeczeństwie.

... i z wszystkimi "małpami" ;) [fot. Fighting Monkey/Rootlessroot]

… i z wszystkimi „małpami” 😉 [fot. Fighting Monkey/Rootlessroot]

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Czego nauczył mnie Ido Portal?
Aśka Ciszewska Mistrzynią Świata MTB 12 h SOLO

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *