Paradoks pływaka: przyspieszam, ale nie płynę szybciej

Nauczyłeś się już pływać. Potrafisz przepłynąć dłuższy ciąg kraulem bez zatrzymywania się przy ścianie i dotykania dna. Żaden problem. Jednak nauka pływania się jeszcze nie skończyła, a w dodatku jej złożoność zaczyna wzrastać znacząco. Zwiększa się też przekrój umiejętności, które trzeba zdobyć, żeby zacząć pływać szybko. Jedną z nich jest kontrola tempa pływania – podstawowy wymóg przed rozpoczęciem „prawdziwych” treningów.

Wielu dorosłych pływaków ma problem z przyspieszaniem. Mimo, że zjawisko to wśród tych „świeżo upieczonych” nie powinno zaskakiwać, to bardzo dziwi jeśli obserwujemy je u pływaków już od wielu lat startujących w zawodach (specjalizujących się w pływaniu masters albo w wyścigach triathlonowych). Parametr prędkości jest najważniejszym parametrem w treningu pływackim, więc kontrola tempa powinna być fundamentalną umiejętnością każdego zawodnika. A często nie jest.

Weźmy jako przykład proste zadanie: 4 x 100 dowolnym, pływane na cztery tempa. Esencją zadania jest to, że każda następna setka powinna być przepłynięta wyraźnie szybcej od poprzedniej (powiedzmy o ok. 5 sek. na każdym powtórzeniu). Niestety zdecydowanie zbyt często wśród dorosłych pływaków widać zbyt małe różnicowanie tempa. Zdarza się nawet, że wszystkie odcinki pływane są w tym samym czasie. Dlaczego?

3551166555_818f1e434b_z

[foto: Michael Lokner, https://www.flickr.com/photos/wwarby/3296379139]

Błąd pierwszy – utrata techniki podczas przyspieszania

Technika pływania ma to do siebie, że im większe tempo pływania, tym trudniej ją utrzymać. Ponieważ ładne pływanie nie jest wcale tożsame z szybkim, podczas przyspieszania intuicyjnie odpuszczamy sobie kontrolę techniki na poczet generowania coraz większej mocy. Wtedy jednak bardzo szybko okazuje się, że utrata techniki pływania jednak jakiś wpływ na szybkie pływanie ma i często wkładając w pływanie więcej energii płyniemy w identycznym tempie. Jest to oczywiście bez sensu z punktu widzenia ekonomiki ruchu, bo po co bardziej się bardziej męczyć, skoro w ogóle nie widać tego na zegarku.

Błąd ten poprawić można między innymi przez zachowane konkretnej sekwencji przyspieszania. Poniższa kolejność nie jest oczywiście jakimiś sztywnymi regułami. Poszczególne punkty mogą się trochę przenikać i nakładać na siebie. Ważna jednak jest kolejność. Każdy następny punkt może być zastosowany pod warunkiem, że poprzedni cały czas funkcjonuje poprawnie.

1. Najpierw pływak minimalizuje opory. Zanim zacznie przykladać jakąkolwiek siłę dba o lepsze ułożenie w wodzie, zmniejszenie oporu czołowego i zredukowanie niepotrzebnych ruchów.
2. Potem pływak zwiększa siłę odepchnięcia ramion.
3. Następnie pływak zwiększa siłę kopnięć nogami.
4. Na koniec pływak zwiększa frekwencję ruchów.

Bez sensu jest przyspieszanie w innej kolejności. Przykładowo po co zwiększać frekwencję pływania, skoro pozycja na wodzie kuleje? Ciekawą modyfikacją jest sposób pływania zawodników open water, którzy omijają punkt 3 – mimo to cały czas zachowują wyżej wypisaną kolejność.

3551983574_8fa78d03a3_z

[foto: Michael Lokner, https://www.flickr.com/photos/wwarby/3296379139]

Błąd drugi – poświęcenie małej ilości czasu na trening zmiany tempa

Kontrola tempa wymaga niestety dużej ilości praktyki. Nauczenie swobodnych zmian prędkości to często kwestia lat precyzyjnego treningu ze stoperem. Wśród dobrych zawodników pływania nie jest jednak rzadkością wypełnianie określonych limitów treningowych z dokładnością co do sekundy. Trener mówi „płyń każdą setkę po 1:05”, a może 8 x 50, każda o 1 sek. szybciej niż poprzednia? Żaden problem. W wodzie można być bardzo precyzyjnym, trzeba tylko wyczucie tempa trenować wystarczająco regularnie.

Stoper jest najlepszym przyjacielem zawodnika w takich sytuacjach. Wszystko zależy od ciągłego otrzymywania informacji zwrotnej, prostego analizowania tej informacji (płynę za szybko/dobrze/za wolno) i modyfikowania tempa w zależności od potrzeb. I dużej ilości praktyki oraz utrzymywania ustalonych przez siebie standardów.

3296379139_7b768490a9_z

[foto: William Warby, https://www.flickr.com/photos/wwarby/3296379139]

Kontroli tempa nie zrobi się pływając wszystko metodą ciągłą. Żeby się tego nauczyć trzeba ciągle zmieniać tempo, stale zwiększać poziom trudności zadań i ustawiać sobie wysokie standardy. Pływak, którego dzięki tej metodzie otrzymamy, jest jednak bardziej wszechstronny, skoncentrowany na zadaniach i lepiej przygotowany do wymagających treningów, które w końcu pojawią się gdzieś na horyzoncie.

Napisane przez: Paweł Rurak

Zobacz też:
Pływanie w triathlonie: mit numer 1
Korona oceanów

Share

Jedna myśl nt. „Paradoks pływaka: przyspieszam, ale nie płynę szybciej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *