BCT Gdynia Marathon 2013 z trochę innej perspektywy…

…a mianowicie z perspektywy feedera. Kim jest feeder na takim maratonie? Inaczej assistant, supporter, coach, to osoba, która wspiera zawodnika z łodzi, podczas wyścigu. Taka też była moja rola w tegorocznym BCT Gdynia Marathon. Jak się potem okazało, do opieki dostałem nie byle jaką zawodniczkę, bo Christine Jennings – utytułowaną amerykankę, 6. kobietę w rankingu światowym FINA, ubiegłoroczną i tegoroczną (!) zwyciężczynię wyścigu. Jak wygląda współpraca zawodnikiem takiej klasy i jakie są moje wrażenia z nowej roli, postaram się po kolei opowiedzieć poniżej.

BCT Gdynia Marathon 2013 - jeszcze przed startem...

BCT Gdynia Marathon 2013 – jeszcze przed startem…

Praca feedera opiera się przede wszystkim na dobrej organizacji, współpracy z pływakiem i przygotowaniu takich warunków, żeby zawodnik, czy zawodniczka mogli myśleć wyłącznie o tym, jak wygrać wyścig. W związku z tym dużą część pracy wykonuje się odpowiednio wcześniej. Ważne jest skompletowanie odpowiedniego sprzętu, przede wszystkim: kija do karmienia, tablicy do pisania komunikatów, zestawu do pisania (markerów i szmatki) oraz napoi, żeli energetycznych i jedzenia. Warto wspomnieć, że wszyscy dobrze wiedzą, że na ostatnią chwilę ciężko czasem dostać potrzebne rzeczy, mimo to wieczorem – dzień przed startem, hotel był pełen szwendających się ludzi, poszukujących zapomnianych rzeczy do swojego ekwipunku. 🙂

Kij do karmienia, to długa, zwykle teleskopowa tyczka, najczęściej zakończona miejscem na dwa kubeczki. Kij, jak sama nazwa wskazuje, służy do karmienia zawodnika podczas wyścigu i jest wymagany ze względu na przepisy FINA. Po pierwsze, nie można podawać jedzenia albo picia bezpośrednio z ręki, żeby sędziowie mieli pewność, że zawodnik nie jest podciągany przez załogę z łodzi. Po drugie, kij stanowi pewien bufor bezpieczeństwa, który pozwala nakarmić pływaka z bezpiecznej odległości, tak żeby nie dotknął łodzi (co może spowodować jego dyskwalifikację). Kije do karmienia są  „produkowane” samodzielnie przez zawodnika, lub jego ekipę, więc każdy z nich jest inny, unikalny. Niektóre z nich wyglądają bardzo profesjonalnie, inne przypominają totalną prowizorkę, na przykład dwa koszyczki od bidonu rowerowego, sklejone taśmą izolacyjną. Cóż, najważniejsze, że działa.

BCT Gdynia Marathon 2013 - kije do karmienia

Ważną sprawą jest też komunikacja z zawodnikiem. Na morzu generalnie słabo słychać, więc przydatnym patentem są przenośne tablice, na których zapisuje się proste komunikaty. Dzień przed startem usiedliśmy razem z Christine i umówiliśmy się na podstawowe „kody”, których miałem używać, żeby ogłosić porę karmienia, podawać międzyczasy, dystans do końca, oraz odległość od rywali/rywalek. Kody działały świetnie, ale na morzu okazało się, że mamy pierwszą „wtopę” – marker z tablicy zmywał się bardzo źle i nie dało się szybko pisać nowych komunikatów na tej samej tablicy. Na szczęście mieliśmy zapasowe kartki na łodzi i udało się wybrnąć z problemu obronną ręką.

Jak wyglądał sam maraton? Rano, po śniadaniu wypłynęliśmy promem z portu w Gdyni na Hel. W czasie rejsu zawodnicy zostali przebadani przez lekarzy, dostali numery startowe i chipy do pomiaru czasu. Pomimo, że do startu zostawała nieco ponad godzina, a na promie okropnie bujało, humory dopisywały, co doskonale widać na zdjęciu.

BCT Gdynia Marathon 2013 - podróż promem

Na brzegu ostatnie przygotowania: rozgrzewka, zakładanie strojów, smarowanie. O ile stroje wszyscy zawodnicy mieli prawie identyczne (muszą spełniać regulacje FINA), to przy smarowaniu znowu było widać indywidualne preferencje, żeby nie powiedzieć: rytuały. Patentów było tyle samo co zawodników. Najczęściej stosowane były różne kombinacje tłustych kremów: wazeliny, lanoliny i kremów do opalania. W mojej świadomości przemknęła też cicho parafina oraz inne mazie, o których istnieniu do tej pory nie słyszałem. Najbardziej wyluzowani byli jednak Rosjanie, którzy smarowali się bardzo lekko, pewnie tylko dla tradycji i chyba nie uważali 18 stopni w morzu, za wielkie wyzwanie pod względem termicznym.

BCT Gdynia Marathon 2013 - smarowanie

Smarowanie. Po lewej niewzruszeni zimną wodą Rosjanie.

Sam start maratonu miał małą obsuwę, głównie dlatego, że czekaliśmy aż fale nieco ucichną (a i tak nieźle kołysało!). O 10:40 zawodniczy ruszyli do wyścigu i zaczął się najtrudniejszy moment dla nas feederów. Problem wynikał z faktu, że na początku zawodnicy płyną w jednej grupie i podąża za nimi cała chmara łodzi, w której każdy być najbliżej swojego pływaka. Dodajmy do tego spore fale oraz problemy ze sterowaniem łodzią i przepis na awantury mamy gwarantowany. Pierwsze karmienia to ciągła walka o znalezienie dogodnej pozycji tak, żeby nikogo nie staranować, co najboleśniej odczuła by sama zawodniczka – dyskwalifikacją. Dość szybko jednak stawka się rozciągnęła i można było trochę odetchnąć. Tylko trochę.

BCT Gdynia Marathon 2013 - wyścig

BCT Gdynia Marathon 2013 – wyścig.

Christina jest mocna na tych zawodach. Długo płynie z najmocniejszymi chłopakami i zostawia w tyle resztę rywalek. Zupełnie nie wygląda na zmęczoną i czasami nawet rzuci z wody jakiś żart. W pewnym momencie wydaje się, że można już całkowicie się rozluźnić i łatwo dowieźć zwycięstwo do końca. Przed 15 kilometrem mocno z tyłu napiera jednak Rosjanka Aleksandra Sokolova, która w krytycznym momencie zbliża się do Christine na prawie 100 m. Relaks się skończył, a łódź wibruje od krzyków i kibicowania całej załogi naszej łodzi. „Don’t let her catch my legs”, mówi Christine i ostro podkręca tempo.

Mimo szybkiego tempa, Rosjanka cały czas utrzymuje odległość i cały czas jest groźna. Rywalizacja jest na tyle zacięta, że doganiamy chłopaków, których przez większość wyścigu nawet nie widzieliśmy. Na ostatnich 500 metrach sprawa jest już przesądzona –  Christine będzie pierwsza w klasyfikacji kobiet. Co więcej, jeśli dobrze powalczy, ma szansę ścigać się z chłopakami o 3 miejsce w klasyfikacji generalnej. „Go, go, go!”, nic więcej oprócz krzyków już nie słychać.

Na koniec dzieje się rzecz niesamowita. Chłopaki zgubili trochę kierunek i nadkładają sporo drogi. My płyniemy w miarę prosto i to Christine wpływa pierwsza w ostatni korytarz z bojek. Ostatnie metry nic już nie zmieniają w kolejności i to właśnie ona kończy maraton jako trzecia w klasyfikacji generalnej. Czapki z głów.

BCT Gdynia Marathon 2013 - Christine pierwsza wśród kobiet

BCT Gdynia Marathon 2013 – Christine wychodzi z wody pierwsza wśród kobiet.

Przyznam szczerze, że pierwotnie miałem zamiar robić dużo zdjęć podczas wyścigu. Na początku i w końcówce wyścigu było jednak tyle roboty, że po prostu nie było na to czasu. Częste karmienia, pilnowanie tempa, rywali i przede wszystkim kierunku zajmują tyle uwagi, że nie ma nawet kiedy wyjąć aparatu i zrobić kilku fotek. Pierwszy raz w roli feedera był stresujący, to muszę przyznać. Mimo to nie ma chyba nic tak fajnego, jak zobaczyć wspieraną zawodniczkę, wygrywającą zawody z taką klasą jak Christine.

Napisane przez: Paweł Rurak

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *