Miesięczne archiwum: Sierpień 2013

BCT Gdynia Marathon 2013 z trochę innej perspektywy…

…a mianowicie z perspektywy feedera. Kim jest feeder na takim maratonie? Inaczej assistant, supporter, coach, to osoba, która wspiera zawodnika z łodzi, podczas wyścigu. Taka też była moja rola w tegorocznym BCT Gdynia Marathon. Jak się potem okazało, do opieki dostałem nie byle jaką zawodniczkę, bo Christine Jennings – utytułowaną amerykankę, 6. kobietę w rankingu światowym FINA, ubiegłoroczną i tegoroczną (!) zwyciężczynię wyścigu. Jak wygląda współpraca zawodnikiem takiej klasy i jakie są moje wrażenia z nowej roli, postaram się po kolei opowiedzieć poniżej.

BCT Gdynia Marathon 2013 - jeszcze przed startem...

BCT Gdynia Marathon 2013 – jeszcze przed startem…

Praca feedera opiera się przede wszystkim na dobrej organizacji, współpracy z pływakiem i przygotowaniu takich warunków, żeby zawodnik, czy zawodniczka mogli myśleć wyłącznie o tym, jak wygrać wyścig. W związku z tym dużą część pracy wykonuje się odpowiednio wcześniej. Ważne jest skompletowanie odpowiedniego sprzętu, przede wszystkim: kija do karmienia, tablicy do pisania komunikatów, zestawu do pisania (markerów i szmatki) oraz napoi, żeli energetycznych i jedzenia. Warto wspomnieć, że wszyscy dobrze wiedzą, że na ostatnią chwilę ciężko czasem dostać potrzebne rzeczy, mimo to wieczorem – dzień przed startem, hotel był pełen szwendających się ludzi, poszukujących zapomnianych rzeczy do swojego ekwipunku. 🙂

Kij do karmienia, to długa, zwykle teleskopowa tyczka, najczęściej zakończona miejscem na dwa kubeczki. Kij, jak sama nazwa wskazuje, służy do karmienia zawodnika podczas wyścigu i jest wymagany ze względu na przepisy FINA. Po pierwsze, nie można podawać jedzenia albo picia bezpośrednio z ręki, żeby sędziowie mieli pewność, że zawodnik nie jest podciągany przez załogę z łodzi. Po drugie, kij stanowi pewien bufor bezpieczeństwa, który pozwala nakarmić pływaka z bezpiecznej odległości, tak żeby nie dotknął łodzi (co może spowodować jego dyskwalifikację). Kije do karmienia są  „produkowane” samodzielnie przez zawodnika, lub jego ekipę, więc każdy z nich jest inny, unikalny. Niektóre z nich wyglądają bardzo profesjonalnie, inne przypominają totalną prowizorkę, na przykład dwa koszyczki od bidonu rowerowego, sklejone taśmą izolacyjną. Cóż, najważniejsze, że działa.

BCT Gdynia Marathon 2013 - kije do karmienia

Ważną sprawą jest też komunikacja z zawodnikiem. Na morzu generalnie słabo słychać, więc przydatnym patentem są przenośne tablice, na których zapisuje się proste komunikaty. Dzień przed startem usiedliśmy razem z Christine i umówiliśmy się na podstawowe „kody”, których miałem używać, żeby ogłosić porę karmienia, podawać międzyczasy, dystans do końca, oraz odległość od rywali/rywalek. Kody działały świetnie, ale na morzu okazało się, że mamy pierwszą „wtopę” – marker z tablicy zmywał się bardzo źle i nie dało się szybko pisać nowych komunikatów na tej samej tablicy. Na szczęście mieliśmy zapasowe kartki na łodzi i udało się wybrnąć z problemu obronną ręką.

Jak wyglądał sam maraton? Rano, po śniadaniu wypłynęliśmy promem z portu w Gdyni na Hel. W czasie rejsu zawodnicy zostali przebadani przez lekarzy, dostali numery startowe i chipy do pomiaru czasu. Pomimo, że do startu zostawała nieco ponad godzina, a na promie okropnie bujało, humory dopisywały, co doskonale widać na zdjęciu.

BCT Gdynia Marathon 2013 - podróż promem

Na brzegu ostatnie przygotowania: rozgrzewka, zakładanie strojów, smarowanie. O ile stroje wszyscy zawodnicy mieli prawie identyczne (muszą spełniać regulacje FINA), to przy smarowaniu znowu było widać indywidualne preferencje, żeby nie powiedzieć: rytuały. Patentów było tyle samo co zawodników. Najczęściej stosowane były różne kombinacje tłustych kremów: wazeliny, lanoliny i kremów do opalania. W mojej świadomości przemknęła też cicho parafina oraz inne mazie, o których istnieniu do tej pory nie słyszałem. Najbardziej wyluzowani byli jednak Rosjanie, którzy smarowali się bardzo lekko, pewnie tylko dla tradycji i chyba nie uważali 18 stopni w morzu, za wielkie wyzwanie pod względem termicznym.

BCT Gdynia Marathon 2013 - smarowanie

Smarowanie. Po lewej niewzruszeni zimną wodą Rosjanie.

Sam start maratonu miał małą obsuwę, głównie dlatego, że czekaliśmy aż fale nieco ucichną (a i tak nieźle kołysało!). O 10:40 zawodniczy ruszyli do wyścigu i zaczął się najtrudniejszy moment dla nas feederów. Problem wynikał z faktu, że na początku zawodnicy płyną w jednej grupie i podąża za nimi cała chmara łodzi, w której każdy być najbliżej swojego pływaka. Dodajmy do tego spore fale oraz problemy ze sterowaniem łodzią i przepis na awantury mamy gwarantowany. Pierwsze karmienia to ciągła walka o znalezienie dogodnej pozycji tak, żeby nikogo nie staranować, co najboleśniej odczuła by sama zawodniczka – dyskwalifikacją. Dość szybko jednak stawka się rozciągnęła i można było trochę odetchnąć. Tylko trochę.

BCT Gdynia Marathon 2013 - wyścig

BCT Gdynia Marathon 2013 – wyścig.

Christina jest mocna na tych zawodach. Długo płynie z najmocniejszymi chłopakami i zostawia w tyle resztę rywalek. Zupełnie nie wygląda na zmęczoną i czasami nawet rzuci z wody jakiś żart. W pewnym momencie wydaje się, że można już całkowicie się rozluźnić i łatwo dowieźć zwycięstwo do końca. Przed 15 kilometrem mocno z tyłu napiera jednak Rosjanka Aleksandra Sokolova, która w krytycznym momencie zbliża się do Christine na prawie 100 m. Relaks się skończył, a łódź wibruje od krzyków i kibicowania całej załogi naszej łodzi. „Don’t let her catch my legs”, mówi Christine i ostro podkręca tempo.

Mimo szybkiego tempa, Rosjanka cały czas utrzymuje odległość i cały czas jest groźna. Rywalizacja jest na tyle zacięta, że doganiamy chłopaków, których przez większość wyścigu nawet nie widzieliśmy. Na ostatnich 500 metrach sprawa jest już przesądzona –  Christine będzie pierwsza w klasyfikacji kobiet. Co więcej, jeśli dobrze powalczy, ma szansę ścigać się z chłopakami o 3 miejsce w klasyfikacji generalnej. „Go, go, go!”, nic więcej oprócz krzyków już nie słychać.

Na koniec dzieje się rzecz niesamowita. Chłopaki zgubili trochę kierunek i nadkładają sporo drogi. My płyniemy w miarę prosto i to Christine wpływa pierwsza w ostatni korytarz z bojek. Ostatnie metry nic już nie zmieniają w kolejności i to właśnie ona kończy maraton jako trzecia w klasyfikacji generalnej. Czapki z głów.

BCT Gdynia Marathon 2013 - Christine pierwsza wśród kobiet

BCT Gdynia Marathon 2013 – Christine wychodzi z wody pierwsza wśród kobiet.

Przyznam szczerze, że pierwotnie miałem zamiar robić dużo zdjęć podczas wyścigu. Na początku i w końcówce wyścigu było jednak tyle roboty, że po prostu nie było na to czasu. Częste karmienia, pilnowanie tempa, rywali i przede wszystkim kierunku zajmują tyle uwagi, że nie ma nawet kiedy wyjąć aparatu i zrobić kilku fotek. Pierwszy raz w roli feedera był stresujący, to muszę przyznać. Mimo to nie ma chyba nic tak fajnego, jak zobaczyć wspieraną zawodniczkę, wygrywającą zawody z taką klasą jak Christine.

Napisane przez: Paweł Rurak

Paul Piper’s Swimming Challenge

Pływacy powoli kończą swój sezon wakacyjny, triathloniści niedługo go zaczną. Moment wydaje się więc dobry, żeby odejść trochę od rutynowych treningów w wodzie i nieco się pobawić. Dlatego też zapraszam do udziału w pierwszym wyzwaniu z cyklu Paul Piper’s Swimming Challenge, w którym Wasze umiejętności pływackie zostaną poddane najbardziej wymagającym i niewybrednym testom. No i są nagrody, więc chyba warto. 😉

Pierwsze wyzwanie: wyścig na 50 m kraulem od tyłu

Zasady:

1. Żeby wziąć udział w wyzwaniu, trzeba przepłynąć 50 m kraulem od tyłu, na 25 metrowym (!) basenie.

2. Cały dystans rejestrujemy kamerą/aparatem/komórką i wrzucamy na youtube. Link do filmiku wrzucamy do komentarzy pod tym wpisem na blogu.

3.  Osoba z najszybszym czasem na 50 m, wygrywa darmową wideoanalizę techniki, podobną do tej, wcześniej zamieszczonej na blogu.

4. Dodatkowo, wszyscy pozostali uczestnicy wyzwania, biorą udział w losowaniu trzech nagród dodatkowych – darmowej godziny indywidualnych zajęć ze mną na basenie.

5. Oczywiście dużo łatwiej i najszybciej jest po prostu odwrócić się na ścianie, niż próbować nawrotu koziołkowego. Aby jednak zachęcić do próbowania swoich sił z odwróconym koziołkiem, za jego wykonanie jest bonus w postaci -7 sekund od całkowitego czasu na 50 m.

6. Pierwsza osoba, która zamieści swój filmik może odjąć od swojego czasu 5 sekund, druga 3 sekundy, a trzecia 1 sekundę – premia za odwagę. 😉

7. Do ostatecznej klasyfikacji liczy się czas po odjęciu wszystkich ewentualnych bonusów. Czas liczy się od oderwania rąk od ściany, do ponownego kontaktu ze ścianą – tym razem nogami.

8. Na podsyłanie filmów jest równo 28 dni od teraz, więc ostateczny termin to 9.09.2013 do godz 23:59 23.09.2013 do godz. 23.59 (o przyczynach wydłużenia można przeczytać tutaj). Filmy można podesłać więcej, niż jeden raz – ważne, żeby wyrobić się w terminie. Decyduje data zamieszczenia komentarza.

9. Nie traktujemy konkursu przesadnie poważnie – w końcu chodzi wyłącznie o dobrą zabawę. 🙂

10. Challenge accepted?

Napisane przez: Paweł Rurak

Paul Piper's Swimming Challenge

Zobacz też:
Analiza wideo techniki pływania
Analiza techniki pływania – Marcin 19.06.2013

Slackline w treningu

Slackline staje się ostatnio popularny jako narzędzie treningu równowagi wśród zawodników różnych dyscyplin. Szczególnie mocno spodobał się wspinaczom, którzy z początku traktowali go wyłącznie jako sposób na relaks w dni odpoczynkowe, obecnie zaczynają myśleć o nim w kategoriach treningu uzupełniającego. Inne dyscypliny też zaczęły przyglądać się slackline’owi całkiem uważnie. W dobie kiedy dużą popularność zdobywa tak zwany trening „core”, slackline wydaje się zdobywać całkiem niezłą szansę na zaistnienie w sportowym światku. Czy jednak chodzenie po taśmie może realnie pomóc w treningu sportowym triathlonisty albo pływaka? I czy taka forma aktywności ma szanse zastąpić niektóre z ćwiczeń w klasycznie rozumianym treningu siłowym?

Najbardziej oczywista korzyść – trening równowagi, z którego mogliby skorzystać np. biegacze, wcale nie jest taka oczywista. Jako jeden z pierwszych wziął to pod uwagę Paul Chek, który zauważył, że trening na niestabilnym podłożu, w żaden sposób nie wspiera równowagi na twardej, nieruchomej ziemi (podobnie w przypadku ćwiczeń na BOSU i poduszkach ortopedycznych). Przyczyną jest zupełnie inny sposób radzenia sobie przez układ nerwowy ze stabilnym i niestabilnym podłożem. Dwa różne rodzaje refleksów, dla dwóch różnych rodzajów podłoża i praktycznie zerowe przełożenie pomiędzy nimi. Wniosek – zawodnicy, których dyscypliny wymagają sprawności poruszania się na stabilnym podłożu, nie skorzystają prawie wcale z treningu w chwiejnych warunkach.

Trening na taśmie jako wzmocnienie „core”? Też może być dość kontrowersyjny. Stabilność mięśni korpusu, jest bardzo specyficzna dla wykonywanej funkcji, więc dla pływaków i triathlonistów ćwiczenia na taśmie zapewnią jedynie bardzo ogólny poziom przygotowania w tym zakresie. Oczywiście slackline wzmacnia mięśnie stabilizujące, ale ich funkcja będzie tu zupełnie inna, niż w docelowej dyscyplinie, a więc dość mało przydatna z punktu widzenia przygotowania do startów w zawodach.

Wracając do pytania z początku: czy slackline może być poważnym narzędziem, przydatnym w treningu sportowym? Raczej nie bardzo, a jeśli już, to bez przesadnej skuteczności. Mimo to jest świetną zabawą na świeżym powietrzu, do której nie trzeba zbyt wiele przygotowań, a która daje strasznie dużo frajdy. Nie każdy ruch i ćwiczenie musi bowiem być wpisane do dzienniczka i podporządkowane planowi treningowemu. Czasami może być po prostu dobrą zabawą z przyjaciółmi. I do takiej aktywności slackline mnie zdecydowanie przekonał.

Slackline

Napisane przez: Paweł Rurak