Miesięczne archiwum: Luty 2013

Pływanie w triathlonie: mit numer 1

Triathlon jest dość specyficzną dyscypliną: jej masowość sprawia, że większość zawodników to amatorzy, którzy przygotowują się do wyścigów samodzielnie, lub w małych grupkach znajomych. Stosunkowo niewiele osób jest zrzeszonych w klubach, gdzie ma dostęp do wykwalifikowanej kadry instruktorów i trenerów. Zawodnicy muszą więc stać się swoimi własnymi trenerami, szukając wiedzy w każdym z możliwych źródeł – zwykle w literaturze i internecie – a jak to jest z rzetelnością informacji w internecie, każdy może się łatwo domyśleć.

Czasami niektóre błędne informacje powtarzane są na tyle często, że stają się prawdą. Tworzą się wtedy mity, które przez wiele lat swobodnie krążą w środowiskach triathlonowych, a na które pływanie – najbardziej techniczna z trzech dyscyplin, jest najbardziej narażone.

Mit numer 1: „Pływanie w triathlonie? Nogi nie są potrzebne”

Pływanie w triathlonie to dopiero początek walki. Perspektywa jazdy na rowerze i biegania sprawia, że nogi trzeba oszczędzać. [foto: http://www.triathlonworld.gr/]

Pływanie w triathlonie to dopiero początek walki. Kto nie oszczędza nóg, nie pojedzie.
[foto: http://www.triathlonworld.gr]

Czytaj dalej

Prehabilitacja

Dwa tygodnie temu pisałem między innymi o tym, jak przez zwykłą niewiedzę nabawiłem się kontuzji barku. Całej nieprzyjemnej sytuacji można było łatwo zapobiec, regularnie wplatając proste ćwiczenia na gumach rehabilitacyjnych w jednostki treningowe. Kontuzja odeszła zaskakująco szybko i bezboleśnie, co może sugerować ogromną użyteczność tego typu ćwiczeń w reżimach treningowych zawodników. Cały sportowy świat zdaje się kierować w tym właśnie kierunku. Słowo kluczowe na dziś to prehabilitacja.

Prehabilitacja, czy rehabilitacja?

Taśmy rehabilitacyjne kojarzą się wyłącznie z naprawianiem kontuzji – może raczej powinny kojarzyć się z zapobieganiem? [foto: www.thera-band.com]

Czytaj dalej

Pływacka rozgrzewka

W jednym z artykułów o rozgrzewce próbowałem kiedyś udowodnić, że bez wątpienia jest ona jednym z bardziej niedocenianych i niewykorzystywanych narzędzi treningowych. Zaraz ktoś z tyłu krzyknie: „thank you Captain Obvious!” Truizm pełną gębą, bo przecież każdy to wie. Tylko czemu nikt nie robi?

Dużą część życia pływałem i bez wyrzutów sumienia mogę teraz stwierdzić: pływacy w ogóle się nie rozgrzewają. Ja też nie jestem bez grzechu. Tak robili wszyscy i nikogo to specjalnie nie dziwiło: ani trenerów, ani zawodników. No chyba, że kilka wymachów przed wejściem do wody można podciągnąć pod prawidłowo wykonaną rozgrzewkę. Ale nie oszukujmy się – chodziło zwykle o to, żeby przestać te kilka minut przed treningiem bez awantury, we względnym spokoju.

Czytaj dalej

Witaj świecie!

Wymiana doświadczeń w sporcie to nie bułka z masłem. Ryzyko, że po zdradzonej „tajemnicy” konkurentowi powiedzie się lepiej jest zbyt duże, żeby się wychylać. Zdecydowanie łatwiej stłumić zagrożenie w zarodku i nie ryzykować… Bzdura.

Być może dlatego tak ciężko rozmawiać, a dialog o treningu właściwie nie istnieje. Nawet Internet, umożliwiający dostęp do „wszechwiedzy” nie rozwiązuje całkowicie tego problemu. Wprawdzie entuzjaści poszczególnych dyscyplin gromadzą się nieśmiało na forach, portalach i grupach dyskusyjnych, ale o prawdziwym dostępie do „źródła” nie ma mowy. Informacje, myśli oraz idee z najwyższej półki trudno oddzielić od plew i nawet płacenie za wiedzę (kursy, warsztaty, książki, prywatne konsultacje) nie jest w stanie zagwarantować jej wysokiej jakości.

Czytaj dalej